<   2018年 04月 ( 3 )   > この月の画像一覧

Obcokrajowcy są błogosławieństwem

f0340134_20303923.jpeg

Obcokrajowcy są „błogosławieństwem dla naszego Kościoła” - powiedział 23 kwietnia na spotkaniu z księżmi archidiecezji tokijskiej, jej nowy arcybiskup
Tarcisius Isao Kikuchi SVD. Podzielił się z nimi swoimi poglądami nt.
ewangelizacji w Japonii.

Nowy arcybiskup nawiązał do swoich doświadczeń duszpasterskich z
kierowania diecezją Niigata w latach 1999-2017. Stwierdził, że „jest to
jedna z najtrudniejszych diecezji, biorąc pod uwagę duże wpływy
buddyzmu i szintoizmu. Liczba wiernych należy do najniższej w całym kraju. Takie są fakty, ale są i światła nadziei na wyjście z tej sytuacji”. Nawiązał
też do wizyty ad limina japońskich biskupów w Rzymie w 2007 r. i
osobistej rozmowy z Benedyktem XVI. Papież zapytał go wtedy:
„Co stanowi nadzieję w twoim Kościele?”. - Przez moment zawahałem się,
co odpowiedzieć. I w tym momencie pojawiły mi się przed oczami postacie
ponad setki Filipinek, przeważnie żon Japończyków, które de facto
ewangelizują Niigatę.

f0340134_20320795.jpeg
Przypomniała mi się szczególnie historia kościoła w Shinjo, w prefekturze
Yamagata. Kiedyś tamtejsze Filipinki powiedziały mi, że chcą mieć kościół,
gdyż do tej pory Msze św. odbywały się tam tylko w prywatnych domach.
Pomyślałem sobie wówczas, że nie ma na to szans, choćby tylko ze
względów finansowych. Ale potem mimo wszystko kościół powstał.
W 2010 r. pojechałem go poświęcić. Funkcjonuje i rozwija się. Na tej
uroczystości obok mnie siedział przewodniczący rady parafialnej z
sąsiedniego kościoła, Japończyk - mąż Filipinki, do niedawna człowiek
całkowicie obojętny w stosunku do religii chrześcijańskiej - opowiadał
hierarcha.

W działalności nowego arcybiskupa Tokio obok aspektu ewangelizacyjnego
jest widoczne także szczególne nabożeństwo do Maryi. W dniach od 12 do 15 września będzie on prowadził archidiecezjalną pielgrzymkę do sanktuarium
Matki Bożej w Akita. Przedtem jeździł tam jako biskup ordynariusz tego
miejsca znanego coraz bardziej w Japonii i na świecie. Również tokijska
Polonia wraz z dominikaninem o. Pawłem Janocińskim organizuje wyjazd na modlitwy do Akity w dniach 14-15 września. o. pj (KAI Tokio) / Tokio

[PR]
by NaszDomJaponski | 2018-04-23 20:27 | Fr.Paul's Voice | Comments(0)

„Kocham Japończyków - chcę wśród nich być i im służyć”

f0340134_20000008.jpeg


"Kocham Japończyków i chcę wśród nich być i im służyć. Można powiedzieć, że otrzymałem na tę japońską drogę życia namaszczenie Ducha Świętego" -
jest przekonany o. Paweł Janociński, dominikanin od 40 lat pracujący w Kraju Kwietnącej Wiśni. W rozmowie z KAI wykładowca na Uniwerytecie Białej Lilii
i w Centrum Katolickim Mikołaja Barre w Tokio oraz duszpasterz japońskiej
Polonii mówi m. in. o tym za co kocha Japończyków, o "blaskach i cieniach"
społeczeństwa japońskiego, religijnym synkretyzmie, relacjach chrześcijańsko-buddyjskich, przeszkodach w ewangelizacji Kraju Kwitnącej Wiśni i
wyzwaniach jakie stoją obecnie przed japońskim Kościołem.

Publikujemy tekst rozmowy:

Krzysztof Tomasik (KAI): Kiedy zaczęła się Ojca przygoda z Japonią?

O. Paweł Janociński: Od przyjazdu do Krakowa w 1974 r. ojca Marie Shigeto Oshidy OP, jednego z japońskich pionierów dialogu chrześcijańsko-
buddyjskiego. Byłem wtedy klerykiem. Opowiadał nam wiele o swoim kraju i zachęcał do przyjazdu, aby wspomóc miejscowych dominikanów. Po
święceniach kapłańskich zdecydowałem się. Wyjechałem w 1977 r.
Byłem drugim, obok o. Czesława Forysia polskim dominikaninem, który
zdecydował się na wyjazd do Japonii. Wcześniej przybył o. Julian Różycki,
a później m.in. o. Krzysztof Broszkowski i o. Marcin Mańkowski, który był
następnie kapelanem wojskowym w bazie amerykańskiej.

Miałem wyjechać zaraz po święceniach ale nie udało się gdyż komunistyczne władze nie dały mi paszportu za to, że dominikanie wspierali studencką
opozycję. Z drugiej strony, rok w Polsce, który spędziłem po święceniach
był dla mnie bardzo owocny. Związałem się wtedy ze ruchem rekolekcji
charyzmatycznych, na które zapraszaliśmy wtedy naszego arcybiskupa,
kard. Karola Wojtyłę. Osoba św. Jana Pawła była dla mnie i wielu niezwykle ważna w tamtym czasie ale po latach widzę, jak jest on ważny do dzisiaj
także dla Japonii.

KAI: Znaliście się dobrze z kard. Wojtyłą?

- Głosił dla nas rekolekcje i mieliśmy okazję do wielu rozmów.

KAI: W końcu "ubecja" dała Ci paszport...

- Na początku mówili mi, że mogę zapomnieć o paszporcie i wyjeździe do
Japonii. Tak bardzo chciałem wyjechać, że kiedyś miałem sen, w którym
chodzę w kimonie po centrum Tokio w dzielnicy Ginza i zmierzam do
Pałacu Cesarskiego na audiencję. Gdy się przebudziłem miałem pewność,
że tam w końcu trafię. Na pewno do mojej japońskiej przygody przyczyniły
się modlitwy moich przyjaciół charyzmatyków. W końcu dostałem informację, że mogę zgłosić się do urzędu i otrzymałem paszport. Oczywiście pouczano mnie abym nie prowadził żadnej działalności politycznej.

KAI: I w 1977 r. zacząłeś przygodę z Japonią...

- W duchu dominikańskiej mądrości życiowej po przyjeździe zaraz poszedłem do szkoły języka japońskiego dla obcokrajowców. Byłe to bardzo cenna
rzecz ale bardzo kosztowna. Przez dwa i pół roku uczyłem się japońskiego i
to z sukcesem z czego jestem zadowolony gdyż dla Europejczyka jest to
bardzo trudny język.

KAI: Co sprawiało największą trudność?

- Znaki, które trzeba wkuć na pamięć. Są to znaki chińskie a oprócz tego
mamy jeszcze dwa japońskie alfabety. Potem z Tokio zostałem skierowany
do Fukushimy, które w 2011 r. dotknęła tragedia trzęsienia ziemi i tsunami. Spędziłem tam bardzo dobry czas wśród wspaniałych ludzi. W Fukushimie
pracowałem w sumie 10 lat na parafii. Teraz co miesiąc tam jeżdżę i
spotykam się z moimi przyjaciółmi katolikami w tzw. grupach studyjnych.

f0340134_20004081.jpeg


KAI: Nie za bardzo czułeś się w roli wikariusza i proboszcza. Dlaczego?

- Nie mam powołania do tego typu pracy. Byłem na parafii ale po 10 latach
wyjechałem do USA na studia. Ukończyłem wydział psychologii
chrześcijańskiej na Uniwersytecie im. św. Ignacego Loyoli w Chicago. Były
to studia bardzo praktyczne, które później bardzo mi pomogły w mojej pracy. Nie były one idealne gdyż teraz widzę, że w ich trakcie można było bardzo
łatwo wejść w ducha filozofii New Age, któremu trochę wtedy uległem.
Choć wydaje się ona już przebrzmiała to nadal ma wpływ wielu, w tym
duchownych. Z drugiej strony dostrzegłem jak bardzo potrzebna jest
psychologia w Kościele, ale zdrowa, która nie stawia w miejsce Jezusa
Chrystusa jakichś kulturowych chimer i je absolutyzuje. Dzięki mojemu
wcześniejszemu doświadczeniu charyzmatycznemu udało mi się w końcu
uniknąć tych pułapek. W USA pojawił się w moim życiu kolejny "proroczy
sen", w którym grupa japońskich kobiet, z białymi welonami na głowie
modli się za mnie na różańcu przed figurą Matki Bożej zwanej tutaj
"Lurdo", czyli Matki Bożej z Lourdes, bardzo popularnej w Japonii.
A modliły się za mnie abym z USA powrócił do Kraju Wschodzącego Słońca.

KAI: To Twój drugi, nowy etap, przygody z Japonią...

- Bez wątpienia. Uświadomiłem sobie, że kocham Japończyków i chcę wśród nich być i im służyć. Można powiedzieć, że otrzymałem na tę japońską drogę życia namaszczenie Ducha Świętego. W 1989 r. powróciłem do Tokio i
podjąłem studia podyplomowe na jezuickim Uniwersytecie Sophia. Po ich
ukończeniu zostałem wykładowcą na Uniwersytecie Białej Lilii (Shirayuri),
który jest uczelnią dla kobiet, z których 90 proc. to nie są chrześcijanki.
Dlatego muszę wybierać tematykę bardziej ogólną. Teraz wykładam
przedmiot, który najogólniej można nazwać "Opieka nad sercem".
Ponadto prowadzę zajęcia w Centrum Katolickim "Św. Mikołaja Barre".

W Japonii, podobnie jak w innych krajach, wiele dzieje się przez codzienne
kontakty z ludźmi. Jeśli się im spodobasz to cię zapraszają do wzięcia
udziału w różnych inicjatywach. W duchu dominikańskim najczęściej
spotykamy się w grupach modlitewnych i grupach studyjnych. Na
przykład w Centrum Mikołaja Barre, noszącego imię księdza, który założył
zgromadzenie sióstr Dzieciątka Jezus, odbywają się zajęcia grup studyjnych
z Pisma Świętego, na temat Apokalipsy św. Jana, Pierwszego Listu
św. Piotra, który można uznać za jeden z fundamentów chrześcijaństwa,
czy historii Kościoła w ramach której wiele miejsca poświęciliśmy
mistycyzmowi św. Jana od Krzyża a teraz św. Edyty Stein.

Ponadto przy wielu kościołach działają takie grupy studyjne. Jedną z
inicjatyw, która ciszy się dużą popularnością jest "Sto tygodni z Pismem
Świętym", w ramach której są czytania, rozważania i modlitwa. Mamy
grupy m. in. Jokohamie, czy w Kichijoji, u ojców werbistów, u których
spotkania odbywają się w bloku mieszkalnym. Popularne są też grupy
związane z pochodzącą z Grecji mistyczką Vassulą Rydén. Ponadto
prowadzę grupy modlitewne, odprawiam Msze św. m. in. dla chorych
np. na pierwszym uniwersytecie katolickim jaki powstał w Japonii,
Uniwersytecie Sacred Heart (Sacré-Cœur) w Tokio.

f0340134_20054285.jpeg


KAI: Jak bardzo są obecni dominikanie w Japonii?

- Mamy dwa wikariaty: kanadyjski, do którego ja należę i hiszpański. Były
zamiary aby się połączyły w jeden ale jak na razie nic z tego nie wyszło ze
względu na różnice kulturowe. Każdy z nich liczy po ok. 20 zakonników.
W tokijskim klasztorze jest ośmiu współbraci, w większości profesorowie
uniwersytetów. Najwybitniejszym przedstawicielem jest o. Miyamoto
Hisao profesor filozofii Cesarskiego Uniwersytetu Tokijskiego. Obecnie jest
już na emeryturze ale nadal wykłada i jest naszym prowincjałem. Z kolei
nasz przeor skończył studia m. in. w Paryżu, jest również fizykiem i m. in.
profesjonalnie gra na flecie.

KAI: Powiedziałeś, że kochasz Japończyków. Za co? Trzeba mieć powody....

- Przede wszystkim za wysoką kulturę życia codziennego, delikatność i
wrażliwość na drugiego człowieka. Są tajemniczy. W wymiarze religijnym
większość z nich to buddyści, ale niektórzy stają się chrześcijanami.
Buddyzm i chrześcijaństwo są w tym kraju zjawiskiem bardzo stymulującym.

Japończycy są uporządkowani i logiczni. Mają perfekcyjnie zorganizowane
życie społeczne, co na pewno ma podstawy w ich poczuciu obowiązku
wobec innych, grupy i całego społeczeństwa. U nas, ludzi Zachodu liczy się
przede wszystkim indywiduum, jednostka, co mnie człowieka, który już tyle
lat mieszka w Japonii, bardzo drażni. Widać to w codziennym zachowaniu
Europejczyka czy Amerykanina, który na pierwszym miejscu zawsze będzie
stawiał swoje ego i rozpychał się łokciami. Z kolei Japończyk będzie starał się zawsze o to, aby kogoś nie urazić czy nie skrzywdzić. O ich uprzejmości i
grzeczności świadczy też duża liczba zwrotów grzecznościowych w języku
japońskim. Na co dzień najczęściej używanym zwrotem jest "sumimasen" - "przepraszam".

f0340134_20020725.jpeg


KAI: Odwołam się do estetyki Japończyków... mają oni też swoje "cienie"...

- Tym co może wzbudzać zastrzeżenia to mocno zakodowana hierarchia
społeczna, co może, ale też nie musi, hamować rozwój jednostki.
W codzienności dochodzi do dyskredytowania jej przez grupę albo wręcz
psychiczne nękanie kogoś, czy rozładowywanie swoich frustracji kosztem
kogoś kto stoi niżej w hierarchii. Widzi się to często w szkołach gdy grupa
kogoś izoluje od siebie. To prowadzi do depresji, utraty sensu życia a
nawet do samobójstw. Światową karierę zrobił syndrom hikikomori -
syndrom wycofania społecznego, który określa chorobę społeczną, która
od kilkudziesięciu lat ma miejsce w naszej cywilizacji a wzięła się od zjawiska obecnego w Japonii od lat 70. XX w. pod nazwą tokokyohi (unikanie szkoły), gdzie młody człowiek spotyka się z wielkimi wymaganiami oraz konkurencją i tego nie wytrzymuje. Osobiście spotykam się z osobami dotkniętymi tą
depresją i staram się im pomagać. W tym kontekście Japonia nie jest "rajem na ziemi". Jednak widzę w tym kraju więcej plusów niż minusów.
Japończycy mają duże poczucie własnego honoru i łatwo ich urazić, co
jest związane z ich kodeksem samurajów, zwłaszcza u mężczyzn. Są
niezwykle ambitni, chcą się pochwalić swoimi umiejętnościami i osiągnięciami zdobytymi ciężką pracą.

KAI: Co najbardziej utrudnia ewangelizację Japonii?

- Japończykowi trudno się zdecydować i "pójść na całość" odnośnie religii i
wiary. Wiele rzeczy podoba im się w chrześcijaństwie ale nie na tyle by
przyjąć chrzest. Chrześcijaństwo ma wielu sympatyków ale nie na tyle
by stali się chrześcijanami. Podoba im się kultura wyrosła na
chrześcijaństwie, snobowanie się na to co zachodnie. Powierzyć życie
Chrystusowi to dla nich bardzo poważna sprawa i traktują ją bardzo serio.
Z drugiej strony od 40 lat odkąd mieszkam w Japonii zauważyłem duże
społeczne zmiany. Przede wszystkim znaczące odejście od ksenofobii
dzięki temu, że Japończycy zaczęli masowo wyjeżdżać w różne części
świata, szczególnie młode pokolenia, i tam spotykają chrześcijaństwo, a
tym samym łatwiej im go przyjąć.

KAI: Na ile przeszkadza w przyjęciu Chrystusa ich tożsamość szintoistyczna i buddyjska?
f0340134_20075805.jpeg


- Jest takie powiedzenie, że Japończyk może być na zewnątrz
chrześcijaninem ale jego dusza jest "de facto" buddyjska. Obecnie dotyczy
to bardziej starszych pokoleń, które wychowywały się w środowisku
całkowicie przenikniętym szintoizmem i buddyzmem niż młodych. Gdy
przygotowuję pary polsko-japońskie do ślubu, zazwyczaj narzeczony jest
Japończykiem, pytam jakiego jest wyznania, to zazwyczaj otrzymuję
odpowiedź: "żadnego". Japończycy nie są bynajmniej ateistami ale religia
jest dla większości czymś w rodzaju ideowego państwowo-społecznego
rytuału i spoiwa. Gdy ktoś umrze, to w większości wypadków, idzie się na
pogrzeb buddyjski, gdyż w innym rycie, obrządku pochówku nie ma. W
jakimś wymiarze jest to ich udział w sacrum. Oczywiście, tak jak na całym
świecie, kobiety są bardziej wrażliwe religijnie niż mężczyźni. Także wśród
katolików dominują kobiety, które bardziej serio i z większym
zaangażowaniem traktują wiarę.

f0340134_20024318.jpeg


KAI: Dlaczego?

- Zawsze lepiej mi się rozmawia o wierze z kobietami niż z mężczyznami
gdyż Japończyk jest zazwyczaj specjalistą w jakiejś konkretnej dziedzinie
związanej z pracą dlatego trudniej poruszać z nim tematy związane z
duchowością i religią. Kobiety są bardziej wszechstronne i wrażliwsze na
sacrum i piękno.

KAI: Japończyków wyróżnia szczególna wrażliwość na "piękno", które jak
mówił Fiodor Dostojewski "zbawi świat"....

- Oczywiście wielu Japończyków zostało chrześcijanami m. in. dzięki pięknu
obecnemu w naturze i kulturze. Maksyma Dostojewskiego, że "Piękno
zbawi świat" szczególnie sprawdza się w tym kraju. Dostrzegają piękno
w Ewangelii, chrześcijaństwie i to ich porywa. Naszym zadaniem jest
pokazywanie piękna wiary w Jezusa przez słowo i świadectwo.

KAI: Jak wyglądają relacje chrześcijańsko-buddyjskie?

- Relacje chrześcijańsko-buddyjskie dobrze pokazuje dom modlitwy w stylu
zen - Semeizan (Góra Życia). Znajduje się on niedaleko Kumamoto na
wyspie Kiusiu. Jego założycielem jest włoski misjonarz-ksawerianin
o. Franco Sottocornola. W ośrodku cieszącym się popularnością
praktykowana jest modlitwa łącząca tradycję buddyjską, prawosławną i
katolicką.
f0340134_20103892.jpeg


KAI: A z szintoizmem?

- Szintoizm, pierwotna religia Japończyków to religia natury, stąd ich wielka wrażliwość na przyrodę. Przeciętny Japończyk dobrze zna się na gatunkach
kwiatów, drzew i zgodnie z szintoizmem oddaje im religijną cześć. Gdy na
drzewie znajduje się biała, papierowa taśma to oznacza to, że jest to
otaczane kultem drzewo święte. Dla nas może wydawać się to
bałwochwalstwem ale też możemy w tym dostrzec elementy oddania czci
pięknu Bożego Stworzenia. Ich nabożny stosunek do przyrody znajduje
także wyraz w sztuce układania kwiatów - ikebanie, czy tak znanych na
świecie japońskich ogrodów.

f0340134_20040727.jpeg


KAI: Jak wygląda japoński kodeks etyczny?

- Japoński kodeks etyczny przenika całe społeczeństwo od najniższych
warstw po cały kraj i jest oparty na poświęceniu jednostki grupie, łącznie z
ofiarą z życia. Co ciekawe w Japonii nie było nigdy żadnej rewolucji stąd tak mocno trzymają się swojej wielowiekowej tradycji. Dotyczy to prawie
każdej dziedziny życia. Choć są też ciemne strony tej społecznej moralności
polegające na tym, że jeśli ktoś nie widzi to można dopuścić się jakiegoś
negatywnego czynu. Jak ktoś jednak dostrzeże twoje złe zachowanie to może powiedzieć o tym innym i w tym momencie "tracisz twarz".

KAI: Jakie z punktu widzenia Kościoła są największe problemy społeczne
Japonii?

- Jednym z najpoważniejszych jest aborcja, której można dokonać w
zasadzie bez żadnych ograniczeń. Większość Japonek nie uznaje tego za
grzech. Jeszcze do niedawna kobiety katoliczki nie widziały w aborcji niczego złego. Stąd zaangażowanie Kościoła polegające m. in. na organizowaniu
przez ruchy Pro-Life różnych akcji uświadamiających, łącznie z corocznymi "Marszami dla życia". Osobiście prowadzę grupę, w której modlimy się za
dzieci nienarodzone i mamy nadzieję, że zostaną one uznane przez Kościół
jako "święte niewiniątka". Od ponad pięciu lat staram się czynnie wspierać
i służyć wszelkim inicjatywom obrońców życia.

KAI: Inne problemy?

- Podobnie jak w innych krajach Azji, Chinach, Korei Południowej to
przesadny kult nauki i edukacji. Od najmłodszych lat Japończyk dąży do
osiągnięcia jak najlepszych wyników, poświęcając na to o wiele więcej czasu, niż możemy sobie wyobrazić. Ich system edukacji uchodzi za najbardziej
wymagający na świecie. Dziecko dostaje się w jego tryby już od przedszkola, które ma go zaprowadzić na właściwą uczelnię. Uczniowie chodzą do
szkoły sześć dni w tygodniu, a z kolei ich zajęcia w czasie wolnym też są
precyzyjnie zaplanowane i kontrolowane przez nauczycieli.

Jeśli młody człowiek nie daje sobie rady, popada w depresję i wypada z
systemu, ląduje na marginesie społeczeństwa. Jest to nieludzkie, gdyż
doskonale wiemy, że każdy człowiek rodzi się z różnymi wrodzonymi
zdolnościami oraz w różnych środowiskach. Nie można wytyczać celów,
które przekraczają możliwości,. Z kolei tolerowany jest stan tzw. "rōnina" -
"samotnego samuraja". Młody człowiek może pozostawać, ale tylko rok
bez zajęcia, inaczej kończy syndromem hikikomori, o którym już mówiliśmy. Do tego dochodzi perfekcjonizm, przesadna koncentracja na detalach,
wielogodzinne narady, itp. Ponadto Japończycy ciągle muszą się czymś
wykazywać, ciężką pracą, wynikami i osiągnięciami.
f0340134_20091120.jpeg


KAI: Jak oceniasz rodzinę japońską?

- Nie jest idealna. Kobieta to przede wszystkim "opiekunka domowego
ogniska", choć jej rola też się zmienia na rzecz większej emancypacji. Coraz więcej Japonek kończy studia. W ich trakcie podróżują po świecie, poznają
inne obyczaje, a potem mają ambicje zawodowe. Także zawarcie
małżeństwa nie jest już przymusem, jak to było dawniej. Kobiety japońskie mogą teraz mówić to, co sądzą, a co wcześniej było nie do wyobrażenia.

Z kolei mężczyzna to głowa rodziny, osoba zapewniająca materialny byt i
pracująca codziennie do późnych godzin. Niestety często rodzina staje się
"ofiarą na ołtarzu jego pracy". Ale i to się zmienia, w weekendy coraz
częściej można spotkać tatusiów spacerujących z dziećmi, co jeszcze
dwadzieścia, trzydzieści lat temu było nie do pomyślenia.

KAI: Problem ludzi w podeszłym wieku...

- To także duży problem społeczny, szczególnie ludzi, którzy budowali
Japonię po II wojnie światowej i są ojcami jej gospodarczego cudu. Teraz
na emeryturze czują się już niepotrzebni, samotni i wielu z nich ten stan
prowadzi do samobójstw. Wspomniany syndrom hikikomori dotyczy także
ich, nie wiedzą co sobą na stare lata zrobić, szczególnie dotyka on mężczyzn.

KAI: Jak scharakteryzowałbyś religijność Japończyków?

- Lubią pewien rodzaj skromności i dystansu. Nie pociągają ich wielkie
manifestacje wiary. U wielu wiara jeszcze nie przekłada się na codzienne
życie, są takimi "niedzielnymi" katolikami. Ale mamy też wspaniałe,
niezwykle zaangażowane jednostki, które potrafią wiele dać i zmieniać
rzeczywistość nie tylko naszego Kościoła. Są świętymi życia codziennego.

KAI: Kościół w Japonii to w dużej mierze także wspólnota migrantów...

- Migranci to druga połowa Kościoła w Japonii. Msze św., nabożeństwa,
duszpasterstwa są prowadzone w rożnych językach. W wielu kościołach
mamy w niedzielę przynajmniej jedną mszę św. po angielsku lub w innym
języku, co też jeszcze nie dawno zdarzało się bardzo rzadko. Sam
prowadzę w Tokio duszpasterstwo dla Filipińczyków.

KAI: No i prowadzisz duszpasterstwo dla japońskiej Polonii...

- Są to większości rodziny mieszane polsko-japońskie. Przybywa też z
różnych powodów trochę młodych ludzi, którzy znaleźli w Japonii pracę.
Pomagają mi w tym Siostry Opatrzności Bożej, szczególnie w
duszpasterstwie dzieci, poprzez katechezę w wychowaniu młodego pokolenia. Proszę sobie wyobrazić, że w tegorocznych Jasełkach wzięło udział ponad
trzydzieścioro dzieci, a to świadczy o wspaniałej pracy sióstr. W jednej z
kaplic obok Uniwersytetu Sophia raz w miesiącu jest odprawiana Msza św.
po polsku. Co roku są prowadzone z udziałem gości z Polski rekolekcje
wielkopostne. Oczywiście prowadzimy dni skupienia i regularne
odprawianie różańca w październiku. Ponadto jeśli tylko to możliwe to
udaję się też z posługą dla Polonii w inne regiony kraju. Na przykład w maju ub.r. udzieliłem pierwszej komunii św. dzieciom w Sapporo na Hokkaido.

KAI: Jakie największe wyzwania stoją obecnie przed Kościołem w Japonii?

- Przede wszystkim - ewangelizacja. Kościół w Japonii chce za wszelką cenę
utrzymać swoiste "status quo" i z tego powodu kurczy się. Podobnie jak w
wielu korporacjach jest nastawiony na możliwie optymalne funkcjonowanie i przetrwanie. Na dłuższą metę to do niczego nie prowadzi. Innym problemem jest brak powołań kapłańskich i zakonnych, szczególnie w zgromadzeniach
żeńskich. Choć Kościół w Japonii jest od lat samodzielną, narodową
wspólnotą to napływają stale do niego duchowni, ale już nie z Europy i
Ameryki, ale z Wietnamu, Korei Południowej, Filipin a nawet z Indii.

Z drugiej strony ewangelizujemy na różne sposoby. Najnowszą naszą
inicjatywą jest "Różaniec nadziei". Chcemy objąć modlitwą młodych
Japończyków. Pragniemy modlić się na różańcu, nie ogólnie, ale za konkretną osobę. Wierzę, że nasza modlitwa będzie skuteczna, będzie czynić cuda i
zmieni Japonię. Tak jak chrześcijaństwo weszło w grecką kulturę tak może
wejdzie ono w przyszłości i w kulturę japońską.
f0340134_20112090.jpeg


KAI: Czego sobie najbardziej życzysz jako kapłan w Kraju Wschodzącego
Słońca?

- Ewangelizować tak jak życzy sobie tego ode mnie Pan Bóg. To jest Jego
dzieło a ja jego niedoskonałym narzędziem.

Rozmawiał Krzysztof Tomasik

Rozmawiał Krzysztof Tomasik (KAI) / Tokio

Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 12 kwietnia 2018
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski

[PR]
by NaszDomJaponski | 2018-04-12 19:57 | Fr.Paul's Voice | Comments(0)

Święto Miłosierdzia Bożego

f0340134_21252832.jpeg

Przedstawiciele rożnych grup modlitewnych, m.in. Odnowy w Duchu Świętym z Tokio i Jokohamy, zebrali się dzisiaj licznie w kościele św. Michała Archanioła w Tokio Meguro na dorocznej celebracji Święta Bożego Miłosierdzia. Po odmówieniu Koronki do Bożego Miłosierdzia połączonej z medytacją japońskiego franciszkanina, ks. Karola Shoji OFM, współtłumacza "Dzienniczka" św. Faustyny Kowalskiej, odbyła się adoracja Najświętszego Sakramentu oraz Msza św.
W homilii główny celebrans o. Paweł Janociński, dominikanin, duszpasterz japońskiej Polonii, podzielił się swoimi wrażeniami z niedawnej wizyty we wspólnocie Bożej Miłości w Kottone w Korei Południowej. "Takich sierocińców, domów pogodnej starości, szpitali dla niepełnosprawnych nie brakuje i w Japonii. Różnica dotyczy sfery kontaktów z innymi, cierpiącymi ludźmi. W Kottone widziałem w tej sferze na pierwszym miejscu znajduje się świadczenie o Bogu Miłości. Papież Franciszek w czasie swojej wizyty w Korei w 2014 r. znalazł czas, aby ich odwiedzić i zarazem wskazać całemu Kościołowi na potrzebę świadczenia o Bożym miłosierdziu” - mówił o. Janociński.Kaznodzieja przedstawił też nową akcję modlitewną: “Różaniec Nadziei”, która polega na objęciu modlitwą różańcową młodych Japończyków. Zauważył także, że w katedrze tokijskiej w lewej nawie znajduje się obraz Jezusa Miłosiernego z opisem, a w prawej, nad relikwiami św. Jana Pawła II i św. Faustyny, znajduje się zachęta do uczestnictwa w pielgrzymce do sanktuarium maryjnego w Akita, we wrześniu b.r. podpisana przez nowego arcybiskupa Tokio, Tarcisio Isao Kikuchi. “Pokazuje to zwrot Kościoła w kierunku Maryi, która prowadzi nas, zwłaszcza poprzez modlitwę różańcową, do Boga Miłości”- powiedział dominikanin.Msza św. w Niedzielę Miłosierdzia Bożego miała w tym roku także polski akcent. Z inicjatywy Instytutu Polskiego w Tokio, ofiarowana została ona ofiarowana za świętej pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego i ofiary katastrofy smoleńskiej w jej ósmą rocznicę.Przed i po Mszy św. uczestnicy oddali cześć relikwiom św. Jana Pawła II, nad którymi opiekę sprawują na co dzień w przykościelnym klasztorze polskie zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Opatrzności Bożej.Kult Jezusa Miłosiernego dynamicznie rozwija się w Japonii. W Tokio działa "Centrum Miłosierdzia", które koordynuje działalność różnych grup modlitewnych w całym kraju.

f0340134_21261663.jpeg
Wielkim propagatorem kultu Bożego Miłosierdzia w Japonii był polski dominikanin, o. Julian Różycki OP, który również przetłumaczył wraz z japońskim franciszkaninem o. Karolem Atsushi Shoji OFM "Dzienniczek" św. siostry Faustyny Kowalskiej. Jego pierwsze wydanie ukazało się w 2011 r. Ponadto ks. Shoji od kilku lat prowadzi grupę wiernych studiujących "Dzienniczek" polskiej świętej.Dużą popularnością w Japonii cieszy się książka "Nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego" irlandzkiego misjonarza o. Seana Ryle, wieloletniego dyrektora Katolickiego Centrum Rodziny w Fukuoka. W książce o. Ryle, korzystając z "Dzienniczka" św. Faustyny o Miłosierdziu Bożym jako o akcie miłości, wyjaśnia relacje między miłosierdziem a sprawiedliwością, omawia obraz "Jezu, ufam Tobie", wyjaśnia genezę święta Miłosierdzia Bożego oraz wprowadza w nowennę i Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Autor wyjaśnia też, jaka jest istota tego kultu, oraz że jego konsekwencją jest wprowadzenie miłosierdzia w życie codzienne.W końcowej części książki zawarte są modlitwy św. Faustyny - akty uwielbienia Bożego Miłosierdzia. Przytoczone są też cytaty z encykliki "Dives in misericordia" Jana Pawła II. Na okładce widnieje reprodukcja obrazu z napisem po polsku: "Jezu, ufam Tobie". o. pj, tom (KAI) / Tokio

[PR]
by NaszDomJaponski | 2018-04-08 21:24 | Comments(0)