カテゴリ:未分類( 13 )

Sympozjum o polskich misjonarzach w Japonii.

f0340134_13414445.jpeg


„Polscy misjonarze przyczynili się do ewangelizacji, rozwoju edukacji, wydawania publikacji oraz budowy systemu opieki społecznej w Japonii”-powiedziała organizatorka sympozjum dr Iwona Merklejn z uniwersytetu Aoyama w Tokio. Mówiła też o japońskich współpracownikach o. Maksymiliana Kolbe w Japonii. Uczestników sympozjum przywitała Maria Żurawska, dyrektor Instytutu Polskiego w Tokio.

f0340134_13422287.jpeg

Sympozjum odbyło się 3 dni przed 40 rocznicą wyboru kardynała Karola Wojtyły na Następcę Stolicy Piotrowej. Udział w nim wzięli misjonarze i misjonarki oraz osoby zajmujące się dokumentowaniem działalnosci polskich misjonarzy w Japonii.
f0340134_13435097.jpeg

Ojciec Jan Bury mówił o salezjańskich ośrodkach edukacji i metodzie wychowania w duchu św. Jana Bosko. Wspominał dzień swięceń kapłańskich w lutym 1981 roku, podczas których jako jeden z 15 księży, wyswięcony został w Nagasaki przez papieża Jana Pawła II. 

f0340134_13443020.jpeg

Dorota Hałasa przypomniała wizytę Ojca Świętego, który przybył do Japonii 37 lat temu jako pielgrzym pokoju i odwiedził Tokio, Hiroshimę oraz Nagasaki. W ciągu czterodniowego pobytu wygłosił po japońsku 13 homilii i przesłań m.in. do osób duchownych, młodzieży, naukowców, dziennikarzy i dyplomatów.
f0340134_13450431.jpeg

Głównym celem wizyty polskiego papieża była chęć zobaczenia wyników misyjnej pracy ojca Maksymiliana Marii Kolbe, który tuż po przybyciu do Japonii w 1930 roku rozpoczął wydawanie publikowanego do dziś Rycerza Niepokalanej. Rok po przybyciu do Nagasaki o. Kolbe założył zgromadzenie franciszkanów konwentualnych, które oprócz klasztoru prowadzi obecnie wydawnictwo oraz przedszkola i liceum.
f0340134_13454009.jpeg

Podczas pielgrzymki pokoju Jan Paweł II porównał smierć o. Maksymilana do męczeńskiej smierci tysięcy japońskich katolików, którzy cierpieli dla ewangelicznej sprawiedliwosci i oddawali życie dając swiadectwo nauki Jezusa. 
f0340134_13341923.png
Ojciec Święty wygłosił w Hiroshimie „Apel pokoju”, a przed wyjazdem zawierzył Japonię i Kościół japoński opiece Niepokalanej.
f0340134_13462533.jpeg

O działalnosci o. Mieczysława Marii Mirochny, który przybył do Japonii z ojcem Kolbe i założył w 1949 r. zgromadzenie franciszkanek Rycerstwa Niepokalanej, mówiły siostra Kazimiera Szaniecka i Dorota Drozdowska, wicegeneralna zgromadzenia, które posiada przedstawicielstwa w Polsce. Siostry założyły w Nagasaki osrodek opieki nad ludźmi niepełnosprawnymi. 
f0340134_13465009.jpeg

Siostra Agnieszka Bujnowicz reprezentowała zgromadzenie Sióstr Opatrznosci Bożej, jedyne działające w Japonii zgromadzenie założone przez polską siostrę, Antoninę Mirską. Mówiła też o historii swojego powołania. Siostry prowadzą przedszkola i lekcje katechezy dla dzieci japońskich oraz
f0340134_13480115.jpeg

O ewangelizacji przez naukę Biblii i szerzeniu modlitwy Różańcowej przez zakon kaznodziejski mówił dominikanin. O. Paweł Janociński, duszpasterz japońskiej polonii.

f0340134_13483211.jpeg
Publicysta Jin Ishitobi, autor publikacji o bracie Zenonie Żebrowskim, przybyłym do Nagasaki z ojcem Kolbe, mówił o społecznym znaczeniu działalnosci polskiego franciszkanina, który po wojnie ratował z biedy najbardziej potrzebujących i położył podwaliny pod rozwój opieki społecznej w Japonii.

f0340134_13485484.jpeg

Na sympozjum zaprezentowany został film „Brat Zenon, miłosć, która nie zna granic”. 

f0340134_13493547.jpeg
Jego producent Shigeki Chiba zrobił też film o ojcu Maksymilianie Kolbe i nakręcił relację z japońskiej pielgrzymki Jana Pawła II. Spotkanie zorganizowane zostało dzięki wsparciu Insytutu Polskiego w Tokio. Było pierwszym sympozjum prezentującym dorobek polskich misjonarzy w Japonii.
Dorota Hałasa 13.10.18
Zdjęcia papieża Jana Pawła II pochodzą z 聖母の騎士4号1981
f0340134_14053582.jpg

f0340134_13500480.jpeg

[PR]
by NaszDomJaponski | 2018-10-14 13:40 | Comments(0)

O. Julian Różycki OP: japońskie serce potrzebuje miłości Chrystusa

f0340134_09571110.jpeg

Kęty piątek, 21 września 2018 11:38
O. Julian Różycki przeżył w Japonii jako misjonarz ponad ćwierć wieku. Pewnego dnia Japonka zapytała się go, ile lat ma jego żona. Odpowiedział: „Osiemset”. Tyle bowiem liczy historia Zakonu Kaznodziejskiego, z którym 79-letni duchowny związał się na całe życie. Pamięta, jak około 20 lat temu, w cichy, noworoczny śnieżny dzień przyszło natchnienie. „Przetłumaczę dla Japończyków «Dzienniczek» s. Faustyny” – pomyślał wtedy.
Jest „piekiełko” – jest powołanieDominikanin pochodzi z Olszyn koło Jasła. Miał czternaścioro rodzeństwa, jego brat bliźniak zmarł pół roku po urodzeniu. Ani mama ani tata nie doczekali ślubów zakonnych syna. „Mamusia zawsze chciała, by chociaż jedno z dzieci było kapłanem” – opowiada w rozmowie z KAI o. Julian, który w 14. roku życia opuścił rodzinną wieś na Podkarpaciu i znalazł się w Krakowie.„Gdy szedłem z Grzegórzek do Liceum im. Króla Jana III Sobieskiego, po drodze był kościół dominikanów. Tam byłem ministrantem. Rok przed maturą miałem «piekiełko». 

f0340134_11430395.jpeg
Nie wiedziałem, czy mam powołanie, czy nie. Uznałem jednak, że skoro mam takie wątpliwości, to znaczy, że mam powołanie. W innym przypadku przeszłoby to mimo uszu” – wyjaśnił, wspominając Niedzielę Dobrego Pasterza, gdy kaznodzieja zachęcił, by samego siebie zapytać o swoje powołanie. „Wtedy zaczęło mnie to męczyć. Myślałem, że mam powołanie, ale gdyby mi na furcie dominikańskiej powiedzieli, że się pomyliłem, wróciłbym bez żalu do świata. Do dziś mi tego nie powiedzieli” – śmieje się.„Będziesz wielki, choć tu jesteś najmniejszy”Po święceniach w 1965 r. przez 10 lat pracował w Poznaniu. To był ważny czas, bo przyszło wtedy powołanie w powołaniu. „To był wewnętrzny głos, gdy słuchałem wiatru, który «wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża». Wewnętrzny głos powiedział mi, że mam jechać na misje. Duch Święty dmuchnął mnie do samej Japonii” – podsumowuje.Wikariat kanadyjski poprosił w tym czasie polskich dominikanów o pomoc w misjach na terenie Japonii. Niewysoki o. Julian wydawał się idealnym kandydatem do zdobywania serc i umysłów mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. „Prowincjał trochę mnie oszukał. Powiedział mi: tu w Polsce jesteś najmniejszy, ale jak pojedziesz do Japonii, będziesz wielki. Niestety, okazało się, że w Japonii byłem średni. Wielkim się nie stałem” – żartuje.Do Japonii miał udać się z o. Pawłem Janocińskim OP, jednak ówczesne władze komunistyczne nie dały współbratu zakonnemu paszportu. W rezultacie o. Julian – w dominikańskiej kapie, z krzyżem za pasem – pojechał sam. 
f0340134_09582677.jpeg

Był rok 1977.Zegarynka mówi po japońskuPierwsze 3 lata pobytu w Japonii o. Różycki poświęcił nauce kompletnie obcego, nieznanego mu języka. W 12-milionowym Tokio czuł się jakby był na pustyni. Pewnego dnia zadzwonił do japońskiej zegarynki, by sprawdzić godzinę. Nic nie zrozumiał. Zdenerwowany rzucił słuchawką.„Trzeba było to przeżyć. Ponieważ jestem synem chłopa, wiedziałem, że niczego w przyrodzie nie można przyspieszać, wszystko ma swój rytm, czas. Wiedziałem, że w ten język trzeba po prostu wrosnąć” – tłumaczy i przywołuje w pamięci, jak musiał się także uczyć nowej mowy ciała. Stara się pamiętać o ukłonach, przekazywaniu uczuć za pomocą wyrazu twarzy. Zamiast gestu wyciągniętej ręki wystarczy spotkanie oczu.Nie zdejmował koloratki. Dzięki temu na ulicy dostrzegła go przebywająca w Japonii Polka. Tak narodził się pomysł spotkań modlitewnych dla tokijskiej Polonii. Na pierwszej Mszy św. było zaledwie kilka osób. Dziś to duszpasterstwo wśród polskich migrantów tętni życiem. „Ucz się od papieża japońskiego”W 1980 roku o. Julian włączył się w organizację papieskiej wizyty Jana Pawła II. Zdaniem duchownego, dla Japonii tamta pielgrzymka była prawdziwym tajfunem. Przed wizytą papieża 17-22 lutego 1981 roku nie brakowało głosów krytycznych. Podkreślano, że papież nie rozumie problemów ludnościowych i demograficznych, jest przeciwny aborcji.„Kilka dni pobytu papieża w Japonii zmieniły całkowicie obraz katolicyzmu w tym kraju. 

f0340134_10242222.jpeg
Wyglądało jakby Ojciec Święty tę małą gromadkę wiernych z Kościoła katolickiego wyprowadził i pokazał całej Japonii, czym jest wiara katolicka. Te jego przemówienia, od początku do końca w języku japońskim, zdobyły serca mieszkańców” – zauważa kapłan i podaje konkretne przykłady spektakularnych nawróceń z tamtego czasu.Pewien ateista-lekarz, przyklejony do ekranu telewizora, śledzący pielgrzymkę, słyszy słowa papieża z Hiroszimy o tym, że sama technika i nauka nie wystarczą, by zaspokoić ludzki głód serca. Wtedy uwierzył. Inny, wzruszony przesłaniem papieskim, ofiarowuje 60 drzewek bonsai ambasadzie watykańskiej. „Klerycy japońscy, za których byłem wtedy odpowiedzialny, mówili mi, żebym uczył się japońskiego od papieża” – uśmiecha się o. Julian, który wówczas już trzeci rok próbował poznać tajniki skomplikowanej gramatyki i pisowni japońskiej.
f0340134_10001306.jpeg

„Tylko miłosierdzie Boże może uratować Japonię”Po pięcioletnim pobycie w Tokio o. Julian trafia jako duszpasterz do dziesięciotysięcznego miasteczka na północnym-wschodzie Japonii. Pod opieką ma 16 rodzin. Od poprzednika słyszy, że wiernych ani nie ubywa ani nie przybywa: jeden umrze, drugi się ochrzci. Dominikanin organizuje Bractwo Różańcowe. Uczestnicy modlitwy i Mszy św. spotykają się w kolejnych domach. Czytają wspólnie Pismo Święte. Na koniec piją herbatę. Wiedzą o sobie nawzajem coraz więcej. O. Julian w ten sposób towarzyszy wiernym. Zaczyna ich lepiej rozumieć. Pracuje tak szesnaście lat. W Nihonmatsu natrafia także na ślady 14 męczenników z XVII w. Pomaga ich upamiętnić.Pierwszy egzemplarz „Dzienniczka” s. Faustyny otrzymuje na początku lat 90. od s. Agnieszki, dominikanki. „Tylko miłosierdzie Boże może uratować Japonię” – myśli sobie wtedy i tłumaczy na japoński najpierw Koronkę do Miłosierdzia Bożego, drukuje obrazki i natychmiast otrzymuje reprymendę od zwierzchnika. Biskupowi miejsca nie spodobały się polskie kolory na wizerunku Jezusa miłosiernego. Ani błogosławieństwa ani imprimatur o. Julian nie otrzymał. Nadal jednak robi swoje.
f0340134_10021163.jpeg

Koronka do Bożego Miłosierdzia dociera do Japonii różnymi drogami. Na japoński przesłanie s. Faustyny tłumaczą wtedy m.in. włoscy salezjanie, z hiszpańskiego – latynoscy, niemieccy i anglojęzyczni misjonarze. Polak, o. Julian wyrasta szybko na eksperta. Zna bowiem oryginał. Za tłumaczenie „Dzienniczka” o. Julian zabiera się dopiero podczas przymusowego urlopu w klasztorze Cherry Hiill, w amerykańskim stanie New Jersey, z dala od japońskich wysp, które musiał opuścić. Do dziś pamięta. To był Nowy Rok. Pracował jako kapelan sióstr służebniczek. „Nastrojowy dzień, śnieg sypie, bielutko za oknem, cisza, spokój. I wtedy takie natchnienie: dla Japończyków przetłumaczę «Dzienniczek»” – przywołuje ten ważny moment.Ręcznie pisze pierwsze tłumaczenia i faksuje do znajomej dominikanki, nauczycielki języka japońskiego. Zakonnica nanosi poprawki. Półtora roku później o. Julian wraca do Japonii. Nadal tłumaczy. Codziennie po kilka zdań. Styl doskonalić pomagają mu inni. „To było takie Julianowe tłumaczenie” – ocenia autor, mrużąc śmiejące się oczy.Wkrótce dominikanin musi wrócić do Polski. Tu dowiaduje się, że franciszkanin o. Karol Atsushi Shoji zleca swej katechetce tłumaczenie „Dzienniczka” z angielskiego. Gdy słyszy tę wiadomość, o. Julian oferuje swój niemal ukończony przekład. Dodatkowo zdopingowany kończy pracę translatorską i wysyła wszystko do ostatecznej redakcji. Wkrótce dowiaduje się o problemie z przetłumaczonym przez niego słowem „miłosierdzie”. W redakcji zastępują to słowem „łaskawość”. „Napisałem, że jeżeli wyrzucą słowo «miłosierdzie» to ja się wycofuję z całego tłumaczenia. Argumentowałem, dlaczego jest to takie ważne. Zgodzili się, ale ostatecznie w tłumaczeniu zostało słowo «łaskawość»” – relacjonuje półroczną wymianę mejli z o. Shoji. Okazało się, że komisja liturgiczna episkopatu Japonii znacznie wcześniej pierwszą niedzielę po Wielkanocy nazwała Niedzielą Łaskawości. Miało być konsekwentnie.Autor tłumaczenia przyznaje, że ten spór o jedno słowo był dla niego istotny. „W słowie «miłosierdzie» zawiera się element zależności człowieka-stworzenia od nieskończonej miłości Boga. Nie ma tego w słowie «łaskawość», które nie jest tak głębokie i dotyczy bardziej wymiaru horyzontalnego” – podkreśla zakonnik. 

f0340134_10042252.jpeg
Przyznaje, że japońskie wydanie „Dzienniczka” jest niezwykle piękne pod względem graficznym, choć jednocześnie bardzo drogie.Według o. Różyckiego, właściwe zrozumienie koncepcji miłosierdzia, jaką przedstawia s. Faustyna, może być kluczem do ewangelizacji Japonii, zaznajomienia wiernych z prawdą o tym, że Bóg jest źródłem wszelkiego życia, darem miłości miłosiernej.Skała nie jest Bogiem Na pytanie, czy Japonia jest żyzną glebą do ewangelizacji, o. Julian odpowiada słowami Psalmu 24.: „Pańska jest ziemia i to, co ją napełnia, świat i ci, którzy na nim mieszkają”. „Kiedy się powie słowo «Bóg», po japońsku «Kami», może to oznaczać wszystko. To jest panteizm, typowy dla szintoizmu. W pojęciu «Bóg» Japończycy nie widzą odniesienia do Jedynego Boga Najwyższego. Ono może oznaczać wszystko i nic ” – zaznacza i wspomina rozmowę z jednym z mnichów japońskich. Chciał wiedzieć, czy malownicza skała, którą widzi przed sobą, może być dla chrześcijan Bogiem.„To dzieło stworzone przez Boga. Jest czymś wspaniałym, ale Bogiem nie jest. Rozmówca był zupełnie nieprzekonany. 
f0340134_10060759.jpeg
Od wiernych uczyłem się znaczenia poszczególnych słów, ich niekiedy kompletnie innych desygnatów. W ten sposób dowiadywałem się, jak Japończycy myślą” – opowiada misjonarz, który od początku swego pobytu w Japonii głosił prawdę o Jedynym Bogu, Stworzycielu nieba i ziemi. „Gdyby tu była inna gleba, inna woda i powietrze, umarłbym już po trzech dniach. A tymczasem nadal żyję, jedząc wasz ryż, oddychając tym samym co wy powietrzem” – tak o. Julian odpowiadał zwolennikom tezy, że Japonia nie nadaje się do misji i nie może na niej wyrosnąć ziarno ewangelizacji. „Myślenie europejskie jest bardzo abstrakcyjne. Japończycy natomiast myślą bardzo konkretnie. Żyją blisko natury. Pierwszym podstawowym kultem jest dla nich kult przodków, wyrażający wdzięczność wobec tych, którzy byli przed nimi. Łączy się on z dogłębną lojalnością w stosunku do poprzedników. W ich myśleniu związki z przodkami sięgają aż do mitycznego cesarza Mikado, syna bogini. A więc każdy Japończyk pochodzi od cesarza, a cała Japonia stanowi jego mistyczne ciało (kokutai). Ta jedność i lojalność jest źródłem siły Japonii” – podkreśla i cytuje najczęstsze pytanie Japończyków stawiane wobec nawróconych na chrześcijaństwo ziomków: „Po co ci jacyś zagraniczni bogowie?”. „Większość z nich podziękuje za taką zagraniczną religię, jaką przynoszą misjonarze. 

f0340134_10075624.jpeg
Uznają ją za niepotrzebną. W wymiarze państwowym obowiązuje wolność religijna” – mówi zakonnik. Jak podkreśla, władze japońskie tolerują misjonarzy na swoim terenie, gdyż są oni samowystarczalni i nie trzeba dla nich tworzyć miejsc pracy.O. Julian zaznacza, że koncepcja, prezentowana m.in. w słynnym filmie „Milczenie” w reż. Martina Scorsese, mówiąca, że Japonia jest „bagnem”, które nie przyjmie Chrystusa i w którym trudno zapuścić korzenie – jest fałszywa. „Jeżeli Japończykom pokaże się miłość Chrystusa, to przyjmują ją z wielką radością. To jest to, czego ich serce potrzebuje. Tak jak serce każdego z nas” – podkreśla na koniec. Pod koniec 2002 roku w liście świątecznym do polskich przyjaciół misji o. Julian przywołuje obraz z parku Nakamura Koen, gdy rozdzielał zziębniętym biedakom banany. „Uśmiechałem się do siebie, bo chyba ponad czterdzieści lat temu chodziłem po gliniastym błocie w Olszynach. Teraz wszędzie są asfalty, tylko dla tych bezdomnych nie było innego miejsca niż ta błotnista alejka Parku Nakamura. W każdy poniedziałek po Mszy św. o godz.15:00 dla sióstr jedziemy do biedaków” – informuje zakonnik w przededniu swego 25. Bożego Narodzenia w Japonii.
f0340134_10104541.jpeg

Po pobycie w Tokio, o. Julian pracował w latach 1982-1995 w Nihonmatsu w prefekturze Fukushima. W latach 1995-98 trafił do Fukushimy, następnie, jako kapelan znalazł się w Cherry Hill w USA. Od 1999 r. do wyjazdu z Japonii w 2005 r., był kapelanem dominikanek kontemplacyjnych w Seto koło Nagoi. Teraz mieszka w Polsce, w klasztorze w Gidlach.
rk / Kęty
Fot. Dorota Hałasa 

[PR]
by NaszDomJaponski | 2018-09-22 09:55 | Comments(0)

Japonia: Marsz dla Życia

f0340134_00374558.jpeg

Tokio poniedziałek, 16 lipca 2018
W Tokio odbył się 16 lipca doroczny Marsz dla Życia. Głównymi ulicami metropolii przeszło ponad 300 osób. Centrum marszu stanowiła figura Matki Bożej Fatimskiej, niesiona przez uczestników.

f0340134_00380859.jpeg

Wśród nich po raz pierwszy była grupa Polaków z duszpasterzem Polonii na czele. Jeden z rodaków przyleciał w tym celu nawet specjalnie z Seulu. Byli obecni nie tylko mieszkańcy Tokio, ale także duże grupy z diecezji Nagoya i Jokohama. Wśród obcokrajowców większość stanowili katolicy z Ameryki Południowej: Argentyńczycy, Brazylijczycy, Peruwiańczycy i inni. Była także grupa z Tajwanu.Marsz rozpoczął się Mszą św. w kościele Tuskiji, pod przewodnictwem tamtejszego proboszcza, pochodzącego z Nowej Zelandii o. Leo Schumachera. Koncelebrowało 6 kapłanów, wśród nich dwóch Polaków.W czasie modlitwy wiernych modlono się w różnych językach. A następnie odmówiono „Zdrowaś Mario” także po polsku.Po Mszy św. uczestnicy marszu wyruszyli mając ze sobą różne transparenty dotyczące ochrony ludzkiego życia. 
f0340134_00385626.jpeg
Przeszli koło centrum handlowego Ginza, przez dzielnicę Nihonbashi oraz park Hibiya. Na specjalna uwagę zasługuje fakt, że centralnymi ulicami Tokio niesiono figurę Matki Bożej z Fatimy. Przy niej to oprócz pieśni japońskich śpiewano litanie i pieśni w języku łacińskim.Jednym z organizatorów marszu jest protestant dr Kenzo Tsujioka, założyciel modlitewnej „Grupy chroniącej życie dziecka”. W rozmowie dla KAI wyraził on swoją radość, że co roku podwaja się liczba uczestników (w zeszłym roku było ich ok. 150).Marsz dla Życia odbył się pod patronatem kard. Thomasa Aquino Manyo Maedy z Osaki oraz arcybiskupa Tokio Tarcisio Isao Kikuchiego, którzy wystosowali przesłania do jego uczestników.
f0340134_00392599.jpeg
W ramach przygotowań do marszu, 8 lipca w kościele św. Ignacego w Tokio dla ponad setki uczestników dr Ligaya Acosta, dyrektor Human Life International - Oddział Azja i Oceania, wygłosiła prelekcję „Działalność pro-life we współczesnym świecie”.16 lipca jest w Japonii dniem wolnym od pracy. Przypada wówczas Dzień Morza, po japońsku „Umi no hi”, co może znaczyć także „Dzień Urodzenia”, co zostało zaakcentowane na niesionych w marszu plakatach. o.pj (KAI Tokio) / Tokio
Katolicka Agencja Informacyjna

[PR]
by NaszDomJaponski | 2018-07-17 00:36 | Comments(0)

Kościół w Japonii na liście UNESCO

f0340134_23204931.jpeg

Dwanaście miejsc,  związanych z tragiczną historią katolików japońskich, którzy w czasie prześladowań w ukryciu zachowali wiarę, zostało wpisanych na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Znalazł się wśród nich najstarszy kościół w Japonii, zwany Domem Bożym. W seminarium przy tym kościele pracował św. Maksymilian Kolbe, który został tam zatrudniony jako wykładowca filozofii. Miesiąc po objęciu funkcji polski święty zaczął wydawać „Rycerza Niepokalanej” po japońsku. Miesięcznik wychodzi w Japonii do czasów obecnych. 




Wśród dwunastu miejsc związanych z historią chrześcijaństwa w Japonii znalazła się również osada rybacka Sakitsu na wyspie Shimoshima w pref. Kumamoto oraz pozostałość po zamku Hara, w którym przez kilka miesięcy do 1638 roku broniło się ok. 30 tys. katolików z prowincji Nagasaki, którzy wywołali powstanie przeciwko polityce władz Japonii,  zmuszającej ich do porzucenia wiary i  skrajnego ubóstwa. Wszyscy powstańcy zostali zamordowani, zamek został zburzony, tak aby nie pozostało po nim śladu, a  szczątki powstańców zostały zasypane wraz z ruinami zamku. Na liście dziedzictwa kulturowego UNESCO znalazły się również kościoły wybudowane na wyspach archipelagu Goto, oddalonych od miasta Nagasaki 


ok. 80 km. Historia prześladowań zamieszkujących ich katolików była przedstawiona w filmie Martina Scorsesse „Milczenie” w 2017 roku. 




Arcybiskup Nagasaki Józef  Mitsuaki Takami, z diecezji Nagasaki,  na której terenie leżą wpisane na listę Unesco kościoły, powiedział w rozmowie z japońską gazetą Asahi,  że jest bardzo zadowolony, iż miejsca związane z 470 letnią historią katolicyzmu w Japonii zostały po raz pierwszy uznane i wpisane na listę światowego dziedzictwa kulturowego. 




Zaznaczył, że stanowią one niespotykane nigdzie indziej na świecie świadectwo wiary katolickiej, które mówi  o przyjęciu wiary, o prześladowaniach wyznawców i ukrywaniu przez nich  wiary pod groźbą tortur i śmierci przez ponad dwa i pół wieku. 




W czasie prześladowań japońscy katolicy mieli dwie możliwości do  wyboru: porzucić wiarę lub stracić w torturach  życie. Byli narażeni na dyskryminację otoczenia. Wyznawali wiarę narażając życie, bo trzymała ich  nadzieja na życie wieczne oraz dążenie do odzyskania wolności wyznania, która jest podstawowym prawem każdego człowieka- podkreślił arcybiskup Takami, który sam pochodzi z japońskiej rodziny, która w ukryciu zachowala wiarę.


Po raz pierwszy za skarb kultury światowej uznane zostały wartości i dorobek duchowy. Dziedzictwem kultury światowej nie są bowiem same budynki kościelne, ale wspólnota Kościoła japońskiego, która przechowała w ukryciu wiarę pomimo okrutnych prześladowań. To otwiera drogę do większego uznania uniwersalnych wartości duchowych człowieka-powiedział polski salezjanin, ks. Jan Bury z kościoła w Suzuka, w diecezji Kioto. 




Historia wiary katolickiej w Japonii sięga 1549 roku, kiedy to współzałożyciel Towarzystwa Jezusowego św. Franciszek Ksawery rozpoczął ewangelizacje Japonii. W ciągu niecałych 50 lat wiara w Chrystusa znalazła setki tysięcy wyznawców. Ewangelizacja spotkala się z niechęcią ze strony dyktatorów przejmujących władze w Japonii w końcu XVI w. Z raportów jezuitów wynika, że podczas prześladowań, które rozpoczęły się na początku XVII w. w Japonii ochrzczonych  było ponad   900 tysięcy mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Kres ewangelizacji położyła polityka okrutnych prześladowań prowadzonych od 1597 do 1873 roku. W wyniku prześladowań śmierć w torturach poniosło w Japonii ok 40 tys. katolików, którzy nie chcieli porzucić wiary. 




Dorota Hałasa. Tokio 


[PR]
by NaszDomJaponski | 2018-07-09 23:19 | Comments(0)

Być proboszczem w Tokio

f0340134_22123660.jpeg

Parafia pw. św. Jana Bosko w Tokio- Chōfu, części 35 mln tokijskiej aglomeracji z ok. 300 tys. mieszkańców. Miasto-sypialnia dla zamożnej japońskiej klasy średniej z większości domami jednorodzinnymi. Należy do niej 1,5 tys. wiernych. Jak na warunki japońskie to duża parafia z ok. 30 proc. osób praktykujących. Oczywiście na Boże Narodzenie i Wielkanoc przychodzą prawie wszyscy. Proboszczem jest ks. Piotr Solich, salezjanin od 30 lat w Japonii.
Ks. Piotr praktycznie sam prowadzi parafię. Teraz działa przy niej szkółka niedzielna. Wcześniej było salezjańskie oratorium, klub piłkarski i bejsbola. Na terenie parafii znajduje się też salezjańskie seminarium duchowne, którego klerycy na co dzień studiują na jezuickim Uniwersytecie Sophia w Tokio. Duszpasterstwo dzieci i młodzieży prowadzą księża z seminarium i klerycy.Ks. Piotr pochodzi z Pogrzebienia między Raciborzem a Rybnikiem w archidiecezji katowickiej. Parafię prowadzili salezjanie i w ten sposób trafił do tego zakonu. Nowicjat ukończył w 1979 r., święcenia przyjął 1986 r. w Krakowie. 

f0340134_22145202.jpeg
Brat jego babki ks. Nikodem Pisarski w 1937 r. wraz z ks. Michałem Moskwą przyjechał do Japonii jako kleryk i tam spędził całe życie. Zmarł w 2013 r. w wieku 94 lat. "Jak przyjeżdżał do Polski to zatrzymywał się u mojej rodziny. Pod jego wpływem zafascynowałem się Japonią. Dlatego w dwa lata po święceniach, w 1988 r., wyjechałem do Japonii. 10 lat pracował w Tokio w trzech miejscach, potem 18 lat na wyspie Kiusiu, m.in. 14 lat w Beppu i potem w Miyazaki.W ubiegłym roku obecny kościół świętował swoje półwiecze. Został wybudowany z okazji 50-lecia święceń kapłańskich ks. Wincentego Cimattiego, który jako pierwszy w 1925 r. przybył z grupą salezjanów do Japonii. 

Ten słynny w całej Japonii zakonnik urodził się 15 lipca 1879 r. w Faenzie we Włoszech. W 17. roku życia został salezjaninem. Później trafił do Turynu-Valsalice, gdzie kontynuował edukację i zdobywał kolejne tytuły naukowe: dyplom konserwatorium muzycznego w Parmie na kierunku kompozycji, doktorat z agronomii, z filozofii i pedagogiki na Królewskim Uniwersytecie w Turynie.W wieku 24 lat przyjął święcenia kapłańskie. Przez 20 lat był nauczycielem i kompozytorem w szkole w Valsalice, został jej dyrektorem. Pokolenia kleryków nazywały go "mistrzem". W 46. roku życia został wraz z grupą zakonników wysłany do Japonii, aby założyć salezjańską misję. Przepracował tam 40 lat. Podbił serca Japończyków swoją dobrocią, angażując się duszpastersko także poprzez liczne publikacje i muzykę. Dał w sumie ok. 2 tys. koncertów w Japonii, Mandżurii, Korei Północnej i Południowej. Ks. Cimatti był niezwykle płodnym kompozytorem. Zostawił po sobie około 950 kompozycji, wśród nich 18 mszy śpiewanych, trzyaktową operę w języku japońskim pt. „Łaska" i 48 operetek. Są wśród nich także inne utwory w języku japońskim i oparte na japońskich tradycjach muzycznych.Wiele podróżował, dodając nieustannie odwagi pierwszym salezjanom w Japonii, otwierając przede wszystkim domy dla osieroconych chłopców. Po II wojnie światowej założył w Tokio „miasto chłopców. W salezjańskich szkołach podstawowych, średnich i zawodowych uczyło się wówczas 260 sierot. Od 1952 r. przez dziesięć lat był dyrektorem wydziału filozofii i teologii w seminarium w Chōfu. Tam też zmarł 6 października 1965 r. Jego zachowane całkowicie nienaruszone ciało zostało ekshumowane w 1977 r. i spoczywa w krypcie kościoła seminaryjnego. 
Obecnie spuścizną po słudze Bożym ks. Cimattim opiekuje się 88-letni ks. Kajetano Compri.
f0340134_22162570.jpeg
Na terenie parafii znajduje się też grób innego znanego misjonarza, o. Giuseppe Chiary, który poszukiwał zaginionego portugalskiego jezuity Cristóvão Ferreiry, ważnej postaci w dziejach chrystianizacji Japonii w XVII w. O. Chiara, włoski jezuita, który wylądował na wyspie Oshima i został aresztowany w Chikūshu w roku 1643 po torturach wyrzekł się wiary i został buddystą. Mieszkał do śmierci w 1685 r. w Edō (obecnie Tokio) i został pochowany na buddyjskim cmentarzu. Po kilkuset latach jeden z salezjanów odnalazł jego grób i sprowadził do Chōfu. O. Chiara stał się prototypem ks. Sebastião Rodriguesa w słynnej powieści "Milczenie" japońskiego pisarza Shūsaku Endō (sflimowanej w 2016 przez Martina Scorsese).
f0340134_22171409.jpeg
Japońskie parafie całkowicie utrzymywane są przez wiernych. Zwyczajowo każdy z dorosłych pracujących przeznacza na jej utrzymanie 5 proc. ze swoich dochodów. Dlatego nie wielkie datki wpływają na niedzielną tacę. Stosunkowo rzadko zamawiane są intencje mszalne. Niewiele jest też ślubów i pogrzebów.Mimo, że w 75 proc. Japończycy są religijnie obojętni, to ich stosunek do religii często się zmienia. Ks. Piotr przypomina czas gdy doszło do terrorystycznego ataku sarinem przeprowadzonego przez sektę "Najwyższej prawdy" w tokijskim metrze w 1995 r., w wyniku którego zginęło 12 osób, a ponad 5 tys. zostało rannych. "Wtedy, gdy się powiedziało publicznie coś o religii, albo użyło słowo "shinja" ("wierzący"), wiele osób reagowała bardzo krytycznie. Słowo "shinja" stało się nawet przekleństwem" - wspomina.Z kolei pewnego rodzaju przełomem wśród współczesnych Japończyków w stosunku do religii było trzęsienie ziemi w Fukuszimie w 2011 r. 
"Rozmiar tragedii zmusił ludzi do innego spojrzenia na życie i jego sens. Do tego czasu liczył się wyłącznie sukces i pieniądze. Po kataklizmie Japończykom w zawalił się skrzętnie budowany system bezpieczeństwa uważany za doskonały. To w dużym stopniu zmieniło mentalność przeciętnego Japończyka" - mówi o. Piotr.Zwraca uwagę, że w Japonii nie ma jakichś niesnasek religijnych. W czasie tegorocznej Wielkanocy przyjął do parafii troje protestantów, wśród nich 88-letnią kobietę. "Poprosiłem o świadectwo chrztu z Kościoła protestanckiego i otrzymałem list od pastora, który mnie w pewien sposób zawstydził. Napisał, że pierwszy raz w dziejach jego wspólnoty ktoś przechodzi na katolicyzm, podziękował mi i prosił o opiekę nad ich trojgiem" - mówi.Zwraca uwagę, że chrześcijanie w Japonii żyją w cieniu buddyzmu, co jest dla nich korzystne, gdyż dzięki temu panuje wolność religijna. "Dbając o swoje interesy, tym samym uwzględniają nasze" - zaznacza i przypomina, że buddyści mają swoją centroprawicową Partię Nowe Komeito, która jest częścią obecnej koalicji rządzącej.W Chōfu mieści się znana świątynia buddyjska Jindaiji z bardzo starą i cenną figurą Buddy. 
Dwa razy w roku katolicy, wyznawcy innych Kościołów chrześcijańskich modlą się wspólnie z buddystami za zmarłych. W połowie sierpnia w trakcie święta "O-bon", gdy nad rzeką puszcza się lampiony, w ten sposób oddaje się cześć zmarłym i drugi raz w marcu za ofiary trzęsienia ziemi w Fukuszimie w 2011 r. 
Podczas modlitw katolicki chór śpiewa pieśni, a buddyści i szintoiści odmawiają swoje modlitwy. "Bardzo otwarta na wszystkie religie jest buddyjska sekta Rishiokosekai, której dzieci z pobliskiego przedszkola przychodzą do nas na Boże Narodzenie by poznać naszą tradycję i przyjąć błogosławieństwo" - mówi ks. Piotr. Księża katoliccy cały czas mają problemy jak dotrzeć do Japończyków z podstawowymi pojęciami chrześcijaństwa takimi jak choćby: wiara - shinkō, nadzieja - kibō i miłość - ai. Ks. Piotra wskazuje, że w tekstach teologicznych wykorzystuje się słownictwo szintoistyczne takie jak pojecie boga - kami, tengoku - niebo, rengoku - czyściec, jigoku - piekło. Często sam popada w konfuzję, czy użył poprawnie któregoś z tych pojęć.Zwraca uwagę, że na kluczowe słowo dla chrześcijaństwa jakim jest "miłość", po japońsku - "ai". W Polsce kojarzy się ono przede wszystkim z miłością matki do dziecka, rodzicielską, w ogóle z rodziną, a w Japonii tak nie jest. Relacje rodzinne to zhierarchizowany łańcuch wzajemnych zobowiązań: opieki wobec rodziców, rodzeństwa, dziadków i dalszych krewnych. Dlatego podczas kursu przygotowań do małżeństwa księża katoliccy skupiają się przede wszystkim na "Hymnie o miłości" z Listu do Koryntian św. Pawła Apostoła i po pewnych wyjaśnieniach pozostawiają go indywidualnej interpretacji.Jak zaznacza ks. Piotr, wszystkie pojęcie kluczowe trzeba tłumaczyć opisowo, obrazowo i przez porównania. Samo pojęcie "kościoła" - "kyōkai" to "dom nauki", gdyż w japońskim nie ma terminu odpowiadającego łacińskiemu terminowi "ecclesia" - zgromadzenia ludzi powołanych przez Jezusa. "Zgodnie z potocznym japońskim rozumieniem, świątynia to miejsce, gdzie pobiera się nauki. Często pytają, ile czasu trzeba się uczyć, aby przyjąć chrzest. Tłumaczę im, że nauka dotyczy umysłu, a wiara to przede wszystkim formacja serca i dlatego często mówię katechumenom, że jeśli twoje serce jest już przygotowane na przyjęcie Jezusa, to jesteś gotowy na Jego przyjęcie. Tłumaczę, że trzeba mieć pewną wiedzę z Ewangelii i katechizmu, aby przyjąć chrzest, ale sama wiedza na ten temat nie wystarcza" - mówi ks. Piotr.Ks. Piotr wyjaśnia w czym tkwi specyfika religijności Japończyka: "Przeżywają wiarę po cichu. W kościele lubią ciszę, skupienie, atmosferę podniosłości. Nie kryją wiary i na co dzień lubią publicznie mówić o niej. Choć w rodzinach niekiedy mają trudności, gdy są w niej buddyści czy protestanci. Nieczęsto się zdarza, aby cała rodzina była katolicka".Inspektorat salezjański i wydawnictwo salezjańskie "Don Bosko" znajduje się w Tokio Yotsuya. W całym tokijskim regionie jest sześć parafii salezjańskich, z których największa jest w Himonia. 
W sumie w Japonii pracuje ok. 93 salezjanów. W samym seminarium jest sześciu księży, Włoch i Polak i Japończycy. Obecnie jest czterech kleryków, jeden aspirant i jeden nowicjusz. Salezjanie prowadzą szeroką działalność edukacyjną, sierocińce, przedszkola i szkoły różnych stopni. Najbardziej znana prowadzona przez nich szkoła to Wyższa Szkoła Techniczna z wydziałami projektowania form przemysłowych, grafiką komputerową, informatyką i elektroniką. Są one w dużym stopniu finansowane przez państwo, a ich uczniowie to w większości Japończycy. Krzysztof Tomasik / Tokio
Katolicka Agencja Informacyjna
I

[PR]
by NaszDomJaponski | 2018-05-29 22:07 | Comments(0)

Kazuyasu de domo Piłsudski


f0340134_13281583.jpg

fot. od lewej Bronisław Piłsudski w młodości,
Kazuyasu Kimura (fot. Dorota Hałasa)


W czerwcową, pogodną sobotę 1998 roku niecierpliwie czekam na jednej
ze stacji kolejowych Jokohamy. Spoglądam na tłumek przechodzących
przez nią ludzi. Jestem lekko spięta, bo za chwilę mam się spotkać z
Kazuyasu Kimurą, mieszkającym niedaleko mnie wnukiem Bronisława
Piłsudskiego. Już sama rozmowa z nim przez telefon była dla mnie pewnym
przeżyciem. Tym bardziej, że wydawał się niemiasy i jakby zażenowany
tym, że proszę go o spotkanie.

Po chwili z tłumu wyłania się i podchodzi do mnie rosły, postawny
mężczyzna o lekko dalekowschodnich rysach, w okularach z wysokim
czołem i układającymi się, zaczesanymi do tyłu włosami. 44-letni
wówczas Kimura wita mnie z pogodnym uśmiechem, nie pozbawionym
uczucia lekkiego zmieszania.

"Jest pani pierwszym, polskim dzienikarzem, ktory poprosił mnie o
spotkanie”- wyjasnia jego powód. Jest zaskoczony tym, że może ze
mną swobodnie rozmawiać po japońsku. Zaprasza mnie do biura swojej
niewielkiej fimy w Jokohamie, zajmującej się wykonywaniem instalacji
elektrycznych. Kiedy po spotkaniu odwozi mnie samochodem, pokazuje
przez okno znany mall handlowy w Shinyurigaoka, gdzie jego firma
robiła instalacje.

Zgodził się na spotkanie bez entuzjazmu. Uprzedził mnie, że niewiele
wie o dziadku i niewiele może o nim powiedzieć. Dopiero po chwili
trochę drętwej rozmowy przełamuje się i powoli zdejmuje z najwyższej
półki pudełko z pamiątkami. Sam mówi tylko po japońsku, ale pokazuje
mi materiały o dziadku rownież po angielsku, rosyjsku i polsku. Jest
przekonany, że wiele nieznanych jeszcze materiałów o działalnosci
jego dziadka, Bronisława Piłsudskiego, wybitnego etnografa i muzeologa
Dalekiego Wschodu drzemie jeszcze w bibliotekach i muzeach
we Władywostoku i na Sachalinie. Z zaciekawieniem ogląda polski
artykuł o B. Piłsudskim, który odnalazłam w bibliotece studiów
slawistycznych uniwersytetu Hokkaido w Sapporo. Prosi mnie o kopię i
zaczyna opowiadać.

Nieznane korzenie

O tym, że jego dziadkiem był Bronisław Piłsudski dowiedział się dopiero
w latach 80. czyli 10 lat po smierci ojca. Skontaktowali się w nim japońscy
naukowcy, którzy oznajmili, że jego dziadek był wybitnym etnografem,
prowadzącym badania nad językiem i kulturą zamieszkującego jeszcze
wyspę Hokkaido ludu Ajnu oraz innych ludow dalekowschodnich.
Byli entuzjastami działanosci dziadka. Dzięki ich zaproszeniu zarówno
pan Kimura jak i dwie mieszkające na Hokkaido wnuczki B. Piłsudskiego,
Hitomi i Namiko Takahashi wzięli udział w zorganizowanym w 1991 roku
na Sachalinie seminarium o działalnosci dziadka. Odwiedził dzięki temu
miejsce urodzenia ojca.
f0340134_14463684.jpg


Sachalin był pierwszym miejscem, które odwiedził poza granicą Japonii.
Nie zrobiło na nim zbyt dobrego wrażenia. Na ulicach nie było automatów
do kupowania napojów, nie można było niczego zamówić przez telefon,
ulice i przemieszczający się po nich ludzie sprawiali wrażenie szarych i
zastroskanych.

Ojciec Kazuyasu, czyli Sukezo Kimura nigdy nie mówił o sobie i swoim
pochodzeniu. Kazuyasu podejrzewa, że sam niewiele wiedział. Rownież
dwie wnuczki Bronisława Piłsudskiego, Hitomi i Namiko, z ktorymi
rozmawiałam przez telefon powiedziały, że mama nigdy nie powiedziała
słowa o ich ojcu. Kazuyasu podejrzewa, że zarówno babcia jak i tata
oraz ciocia chciały zachować tajemnicę swojego pochodzenia, aby
nie narażać dzieci i wnuków na dyskryminację, której obiektem
w uznawanej według wierzeń sinto za kraj wybrany przez bogów Japonii,
padali Ajnowie i cudzoziemcy.

Złamana młodość

Wychowani w patriotycznym atmosferze rodzinnego domu w Żułowie
(obecnie Litwa) bracia Bronisław i Józef Piłsudski nie przyjechali na
rosyjski Daleki Wschod dobrowolnie. Rzuciły ich tam okrutne losy działaczy
zabiegających o niepodległosć swojego kraju. Jako student prawa na
uniwersytecie w Petersburgu Bronisław Piłsudski (1866-1918)
zaangażował się w działalnosć rosyjskich socjalistow. Przygotowywali
oni zamach na cara Aleksandra III. Spisek został wykryty.

W 1887 roku jako jeden z kilunastu zasiadających na ławie oskarżonych
Bronisław usłyszał, że w wieku 21 lat jego życie ma się skończyć.
Został skazany na karę smierci. Oskarżeni odwołali się od wyroku i
dzięki zabiegom rodziny przerażający wyrok został w przypadku
Bronisława zamieniony na 15 lat katorgi na Sachalinie, obozie dla
najgroźniejszych przestępców.

Podejrzany o udział w spisku młodszy brat Bronisława, Józef został
oskarżony o współudział i skazany na 5 lat zsyłki we wschodniej Syberii.
Jozef zabiegał o to, żeby pozwolono mu towarzyszyć chorowitemu bratu
w zesłaniu na Sachalinie, jednak jego prosba została odrzucona.
"I tu dopiero, gdym spokojnie mógł rozmyslać nad wszystkim, com
przeszedł stałem się tym czym jestem” wspominał Józef pobyt na zsyłce
w opublikowanym w 1903 roku w "Promieniu” artukule "Jak stałem
się socjalistą?” Być może owo zbliżenie z Dalekim Wschodem sprawiło,
że tam poszukiwał potem wsparcia dla polskiej działalnosci
niepodległosciowej.

f0340134_14410217.jpg
Józef Piłsudski

Jako działacz niepodległosciowy Józef przyjechał w lipcu 1904 roku do
Tokio i złożył w japońskim ministerstwie spraw zagranicznych
memoriał, w którym tak uzasadniał potrzebę polsko-japońskiej
wspoółpracy:”Japonia znaleźć może w Polsce wyćwiczonego w walce z
Rosją sojusznika, który ....może najwięcej sprawić kłopotów krajowi,
Polska zas może znaleźć w Japonii oparcie i pomoc w osiągnięciu
tych planów.”

Współpraca nie przybrała wówczas rozmiarów o jakich myslał Józef
Piłsudski, ale doprowadziła do zbliżenia, które zaowocowało poźniej
dobrymi stosunkami oraz utrzymywaną nawet w czasie drugiej wojny
swiatowej polsko-japońską współpracą wywiadowczą.

Kiedy w 1887 roku skuty łańcuchami Bronisław wchodził na
pokład statku "Niżnyj Nowogrod” nie przypuszczał zapewne, że podobnie
jak młodszy brat na Syberii tak i on znajdzie w miejscu zsyłki "to czym
się stał”, czyli fascynację kulturą ludów pierwotnych na Dalekim Wschodzie. W ich zrozumieniu pomoże mu zapewne doswiadczenie losu człowieka
skazanego, poniżonego i niewinnie więzionego. W materiałach do
studiów o języku i folklorze ludu Ajnu, Bronisław przyznał, że jego
emocjonalne zaangażowanie w badania kultury tego ludu
zamieszkującego głównie Sachalin i japońską wyspę Hokkaido, wynikały
z tęsknoty do własnego kraju. Los przywiązanych do tradycji Ajnow
przypominał mu los Polaków.

f0340134_14455203.jpg

Życie na Dalekim Wschodzie

Bronisław został umieszczony w miejscowosci Rykowskoje w okręgu
tymowskim. Zainteresowała go kultura i tradycja miejscowych ludow,
głównie Niwchów (Gilaków) i Oroków. Do systematycznych badań
etnograficznych zachęcił polskiego zesłańca, dzielący jego los
Lew Sztemberg. Bronisław szybko nauczył się języka i metodycznych
badań etnograficznych. Zainteresował się kulturą Ajnów.

Po odbyciu kary więźniowie mieli zostać osiedleńcami na Sachalinie.
W 1896 roku Bronisław został objęty amnestią po smierci cara
Aleksandra III. Jego kara została skrócona i został osiedleńcem, ale
nie wolno mu było wrocić do Europy. W 1899 r. w zamian za zasługi
w badaniach etnograficznych Bronisław został zatrudniony jako
kustosz w muzeum we Władywostoku.

Praca nie układała się dobrze, ze względu na nieporozumienia z szefostwem. Piłsudski zostaje zatrudniony przez Cesarską Akademię Nauk w Petersburgu. Jako wyraz uznania dla dotychczasowych badań etnograficznych dostaje
propozycję wyjazdu na Sachalin oraz wykonania nagrań piesni i języka
tamtejszych ludów. Akademia wyposażyła go w m.in w fonograf Edisona,
prototyp magnetofonu.

Piłsudski przybywa do jednej z ajnuskich wsi gdzie poznaje Ciusammę,
bratanicę miejscowego wodza. Poslubia ją według mijscowej ceremonii
i w 1903 rodzi się ich pierowrodny syn, ktorego japońskie imię
brzmiało Sukezo. Bronisław jest pochłonięty pracaą nad badaniem
kultury Ajnu. Z przyjacielem Wacławem Sieroszewskim wyjeżdża
wkrótce na japońską wyspę Hokkaido, aby obserwować zwyczaje
tamtejszych Ajnu oraz proces ich przymusowej japonizacji.
Po powrocie do sachalińskiej rodziny prowadzi pracę charytatywną
i dalsze prace badawcze, ktore dotyczą wszelkich aspektów codziennego
życia rdzennej ludnosci Sachalinu.


Niepodziewany wyjazd

Rodzinna sielanka rodziny Piłsudskich nie trwała d?ugo. W końcu 1905 roku
kiedy Ciusamma jest ponownie w ciąży i rodzi córkę, której japońskie
imię brzmi Kiyo, Bronisław Piłsudski wyjeżdża do Japonii. Nigdy nie
zobaczy swojej ajnuskiej córki.

f0340134_15193631.jpg
Bronisław Piłsudski

Bogaty w działalnosć na rzecz przyjaźni polsko-japońskiej pobyt w
Japonii trwał kilka miesięcy. Bronisław odwiedził Kobe, Nagasaki, Tokio
i Jokohamę. Poznał znanego pisarza Futabaatę Shimei i założył z nim
Towarzystwo Japońsko-Polskie. Nawiązał wiele dobrych znajomosci z
ludźmi nauki, kultury i sztuki. Z Japonii Bronisław niespodziewanie
postanawia wyjechać do USA i do Europy. Chce zabrać ze sobą Ciusammę
i dzieci, ale nie uzyskuje zgody jej ojca.

Kazuyasu Kimura przypuszcza, że w wydostaniu się dziadka z Dalekiego
Wschodu mógł pomóc jego brat Józef, który rok wczesniej odwiedził
Japonię i był już wówczas znanym działaczem politycznym.
Wyjazd był dla Bronisława nie byle dylematem: skorzystać i pomimo
zakazu opuscić Daleki Wschód, albo wrocić i nie mieć możliwosci
powrotu do kraju, skazać się na niepewny los w związku z wojną
japońsko-rosyjską i niepewną sytuacją w Rosji. Piłsudski postanowił
wyjechać, aby w Europie a najchętniej w rodzinnej Polsce budzić
zainteresowanie kulturą ludów dalekowschodnich. Nie
mogł wrócić w rodzinne strony, bowiem zakaz powrotu do Europy
dotyczył ziem zaboru rosyjskiego.

Wraca więc do Krakowa i Zakopanego, gdzie oddaje się pracy na
rzecz badania kultury Podhala oraz propagowania kultury ludów
dalekowschodnich. Praca nie jest popłatna i musi szukać źródła
utrzymania. Wiąże się z zamężną już pierwszą miłoscię swojego
życia Marią Żarnowską, która kiedy został skazany na zsyłkę
pojechała za nim. Maria wkrótce choruje na raka i zakochani muszą
się rozstać. W 1909 jako korespondent "Gazety Lwowskiej” Piłsudski
wyjechał do Paryża. W 1912 publikuje największą publikację
dotyczącą języka i obyczajów Ajnu.
f0340134_15173654.jpg


Kiedy wybucha pierwsza wojna swiatowa w pospiechu wyjeżdża z
Galicji. Nie zdążył nawet zabrać ze sobą fonografu z nagranymi
piesniami i obrzędami ukochanych Ajnów, z którymi go tyle łączyło.
Oddaje się pracy niepodległosciowej.

W maju 1918 roku w Paryżu z Sekwany wyłowiono ciało Bronisława
Piłsudskiego. Nie wiadomo czy padł ofiarą depresji wynikającej z
pełnego dramatów i rozterek życia młodzieńca, któremu nagle
urwało się życie, poniżanego zesłańca, miłosnika kultur ciemiężonych
ludów, męża i ojca, ktory stanął przed dylematem powrotu do ojczyzny
lub tułaczego życia na obczyźnie. Człowieka, który szukał miłosci.
Czy smierć jego była spowodowana chorobą, na którą zapadł w
czasie srogiego życia na zesłaniu, a która objawiała się tym, że zasypiał
w najmniej oczekiwanych momentach? A może nieswiadomie przedawkował
leki antydepresyjne?

Mało znany ojciec

Nie wiadomo jakie ajnuskie imiona nosiły dzieci Bronisława i Ciusammy.
Południowa częsć Sachalinu weszła po wojnie japońsko-rosyjskiej w
1905 pod kontrolę japońską. Japończycy prowadzili politykę
bezwarunkowej i przymusowej japonizacji ludów miejscowych.
Narzucili Ajnu swoje obyczajowosć i kazali przyjąć japońskie imiona i
nazwiska. Dzieci Bronisława otrzymały nazwiska Sukezo i Kiyo Kimura.

Po kapitulacji Japonii w 1945 roku Japonia utraciła kontrolę nad
południowym Sachalinem. Władze japońskie kazały mieszkającym
tam Ajnom, w tym Sukezo i Kiyo przeniesć i osiedlić się na Hokkaido.
Ich matka już wówczas nie żyła. Zmarła na Sachalinie w 1936 roku.
Dotychczas nie wiadomo dokładnie gdzie jest jej grób.
Corki Kiyo, czyli Hitomi i Namiko są dużo starsze od Kazuyasu Kimury.
Mowią mi przez telefon, że przyjechały na Hokkaido w wieku kilkunastu
lat.

Wies na Sachalinie, którą odwiedziły w 1991 roku przywiodła
wspomnienia z dzieciństwa. Mama nigdy im nie powiedziała kto był
ich ojcem, ale pamiętają, że w czasach największej biedy dostawały
paczki z nieznaną im wczesniej, zagraniczną żywnoscią. Nikt nigdy
nie pytał ani nie mowił skąd paczki z wystawną żywnoscią
przychodziły do małej, biednej wioski na Dalekim Wschodzie.

Kazuyasu Kimura nie wie, w którym dokładnie roku i w jakich
okolicznosciach jego tata osiedlił się we wsi Furano, w centralnej częsci
Hokkaido. Dzis jest to znane miejsce wypoczynkowe, gdzie dla
turystów uprawia się pola lawendy. Tata był bardzo łagodnym i dobrym
człowiekiem cieszącym się sympatią sąsiadów, ale nigdy nic o sobie
nie powiedział. Nigdy nie zdradził się znajomoscią języka ajnuskiego,
czyli jedynego języka, którym posługiwała się jego matka.
Pokazuje mi jedyne pamiątkowe zdjęcie taty opublikowane przez japońską
prasę. Jest na nim postawny mężczyzna o łagodnej twarzy.

f0340134_15541144.jpg

W październiku 2013 r. w miescie Shiraoi w płd-zach. częsci wyspy
Hokkaido odsłonęto pierwsze w Japonii popiersie wybitnego polskiego
etnografa Bronisława Piłsudskiego, badającego kultury ludów tubylczych
Dalekiego Wschodu, w tym zwyczaje zamieszkującego Sachalin i północną
wyspę Japonii ludu Ajnu. Ufundowane przez polski rząd popiersie
polskiego etnografa stanęło na terenie muzeum Ajnu w miescie Shiraoi,
gdzie w 1902 roku Bronisław Piłsudski prowadził badania etnograficzne.

Uwieńczeniem ceremonii odsłonięcia popiersia było zorganizowane w sali
konferencyjnej Uniwersytetu Hokkaido sympozjum "Osiągnięcia Bronisława
Piłsudskiego- badacza kultury Ajnów”. Wzięli w nim udział naukowcy z
Polski i Japonii oraz Dyrektor Muzeum Jozefa Piłsudskiego w Sulejówku
Krzysztof Jaraczewski.

f0340134_16044463.jpg
W ceremonii odsłonięcia popiersia wziął udział 58-letni wnuk Bronisława
Piłsudskiego, Kazuyasu Kimura, który wyraził zadowolenie z uznania
dorobku naukowego dziadka. "Dzis jestem tu sam, ale następnym razem
przyjadę tu z rodziną” powiedział prasie japońskiej Kimura, który jest
ojcem trzech córek.

Bronisław był starszym bratem Marszałka Józefa Piłsudskiego. Jako jedyny
etnograf nagrał na fonograf ajnuskie obrzędy, szczególnie związane z
niedźwiedziem. W materiałach do studiow o języku i folklorze ludu Ajnu
Bronisław przyznał, że jego emocjonalne zaangażowanie w badania kultury
Ajnu wynikały z tęsknoty do własnego kraju. Los przywiązanych do
tradycji Ajnów przypominał mu los Polaków.
Aby uczcić dorobek naukowy B. Piłsudskiego ubrany w rodzimy strój
potomek Ajnu, pracownik muzeum przeprowadził tradycyjną ceremonię
powiadomienia bóstw w niebie "kamuinori”. W uroczystosci odsłonięcia
popiersia zasłużonego, polskiego etnografa udział wzięli m.in. Minister
Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP Bogdan Zdrojewski, ambasador RP
w Japonii Cyryl Kozaczewski oraz Dyrektor Muzeum Ajnów
Masahiro Nomoto.

Dorota Hałasa
(artykuł zamieszczony w 1998 roku w "Życiu" oraz notatka z odsłonięcia
popiersia B. Piłsudskiego na Hokkaido)


[PR]
by NaszDomJaponski | 2018-05-11 13:28 | Comments(0)

Święto Miłosierdzia Bożego

f0340134_21252832.jpeg

Przedstawiciele rożnych grup modlitewnych, m.in. Odnowy w Duchu Świętym z Tokio i Jokohamy, zebrali się dzisiaj licznie w kościele św. Michała Archanioła w Tokio Meguro na dorocznej celebracji Święta Bożego Miłosierdzia. Po odmówieniu Koronki do Bożego Miłosierdzia połączonej z medytacją japońskiego franciszkanina, ks. Karola Shoji OFM, współtłumacza "Dzienniczka" św. Faustyny Kowalskiej, odbyła się adoracja Najświętszego Sakramentu oraz Msza św.
W homilii główny celebrans o. Paweł Janociński, dominikanin, duszpasterz japońskiej Polonii, podzielił się swoimi wrażeniami z niedawnej wizyty we wspólnocie Bożej Miłości w Kottone w Korei Południowej. "Takich sierocińców, domów pogodnej starości, szpitali dla niepełnosprawnych nie brakuje i w Japonii. Różnica dotyczy sfery kontaktów z innymi, cierpiącymi ludźmi. W Kottone widziałem w tej sferze na pierwszym miejscu znajduje się świadczenie o Bogu Miłości. Papież Franciszek w czasie swojej wizyty w Korei w 2014 r. znalazł czas, aby ich odwiedzić i zarazem wskazać całemu Kościołowi na potrzebę świadczenia o Bożym miłosierdziu” - mówił o. Janociński.Kaznodzieja przedstawił też nową akcję modlitewną: “Różaniec Nadziei”, która polega na objęciu modlitwą różańcową młodych Japończyków. Zauważył także, że w katedrze tokijskiej w lewej nawie znajduje się obraz Jezusa Miłosiernego z opisem, a w prawej, nad relikwiami św. Jana Pawła II i św. Faustyny, znajduje się zachęta do uczestnictwa w pielgrzymce do sanktuarium maryjnego w Akita, we wrześniu b.r. podpisana przez nowego arcybiskupa Tokio, Tarcisio Isao Kikuchi. “Pokazuje to zwrot Kościoła w kierunku Maryi, która prowadzi nas, zwłaszcza poprzez modlitwę różańcową, do Boga Miłości”- powiedział dominikanin.Msza św. w Niedzielę Miłosierdzia Bożego miała w tym roku także polski akcent. Z inicjatywy Instytutu Polskiego w Tokio, ofiarowana została ona ofiarowana za świętej pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego i ofiary katastrofy smoleńskiej w jej ósmą rocznicę.Przed i po Mszy św. uczestnicy oddali cześć relikwiom św. Jana Pawła II, nad którymi opiekę sprawują na co dzień w przykościelnym klasztorze polskie zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Opatrzności Bożej.Kult Jezusa Miłosiernego dynamicznie rozwija się w Japonii. W Tokio działa "Centrum Miłosierdzia", które koordynuje działalność różnych grup modlitewnych w całym kraju.

f0340134_21261663.jpeg
Wielkim propagatorem kultu Bożego Miłosierdzia w Japonii był polski dominikanin, o. Julian Różycki OP, który również przetłumaczył wraz z japońskim franciszkaninem o. Karolem Atsushi Shoji OFM "Dzienniczek" św. siostry Faustyny Kowalskiej. Jego pierwsze wydanie ukazało się w 2011 r. Ponadto ks. Shoji od kilku lat prowadzi grupę wiernych studiujących "Dzienniczek" polskiej świętej.Dużą popularnością w Japonii cieszy się książka "Nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego" irlandzkiego misjonarza o. Seana Ryle, wieloletniego dyrektora Katolickiego Centrum Rodziny w Fukuoka. W książce o. Ryle, korzystając z "Dzienniczka" św. Faustyny o Miłosierdziu Bożym jako o akcie miłości, wyjaśnia relacje między miłosierdziem a sprawiedliwością, omawia obraz "Jezu, ufam Tobie", wyjaśnia genezę święta Miłosierdzia Bożego oraz wprowadza w nowennę i Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Autor wyjaśnia też, jaka jest istota tego kultu, oraz że jego konsekwencją jest wprowadzenie miłosierdzia w życie codzienne.W końcowej części książki zawarte są modlitwy św. Faustyny - akty uwielbienia Bożego Miłosierdzia. Przytoczone są też cytaty z encykliki "Dives in misericordia" Jana Pawła II. Na okładce widnieje reprodukcja obrazu z napisem po polsku: "Jezu, ufam Tobie". o. pj, tom (KAI) / Tokio

[PR]
by NaszDomJaponski | 2018-04-08 21:24 | Comments(0)

Jan Paweł II i Ronald Reagan o Fatimie

f0340134_18265111.jpeg


O znaczeniu objawień fatimskich dla obalenia komunizmu oraz ocaleniu przez Matkę Bożą nie tylko papieża – św. Jana Pawła II, ale także prezydenta USA Ronalda Reagana napisał w swojej najnowszej książce Paul Kengor. Nosi ona tytuł „A Pope and a President: John Paul II, Ronald Reagan and the Extraordinary Untold Story of the 20th Centry” [Papież i Prezydent; Jan Paweł II, Ronald Reagan - nieopowiedziana historia 20 wieku]. O przyczynach, które skłoniły go do napisania tego liczącego 616 stron dzieła Kengor opowiedział katolickiemu tygodnikowi „National Catholic Register”.
„Pisałem ją przez lata sięgając w archiwum FOIA (Freedom of Information Acts) do najnowszych odtajnionych dokumentów dotyczących relacji Jana Pawła II z Ronaldem Reageanem przed 2000 r. Przestudiowałem też niezliczoną ilość dokumentów z Reagan Library, a także wiele informacji ze źródeł rosyjskich. Stanąłem przed przytłaczającym ogromem zła - w pewnym momencie już sam nie wiedziałem, gdzie należałoby zakończy jego eksponowanie. Czytelnicy zapewne doświadczą tego samego, co pisarz: znajdą miejsca, które podniosą ich na duchu i zarazem zetkną się z czymś w rodzaju „choroby”, w efekcie zderzenia się z „kolosalnym złem”… Ci dwaj ludzie jednak zdecydowali się na walkę z bestią opierając się tylko na krzyżu” - wyznał Kengor.Na pytanie dlaczego użył w tytule określenia „nieopowiedziana historia 20 wieku?” autor wyjaśnił: „Historia 20 wieku to historia wojny z ateistycznym komunizmem, który rozpoczął się w bolszewickiej Rosji w 1917 r. i którego dotyczyły objawienia w Fatimie. Trwała wojna o doniosłym znaczeniu, która zakończyła się rozwiązaniem pokojowym – a zawdzięczamy to właśnie Janowi Pawłowi II i Ronaldowi Reaganowi…Obydwaj przeżyli próbę zamachu na ich życie, prawie w tym samym czasie w maju 1981 r. I kiedy spotkali się wreszcie w czerwcu 1982 r. obydwaj mówili o „cudownym ocaleniu” ich życia. Obydwaj sądzili i wyrazili to słowami, że „Bóg ocalił ich życie, aby doprowadzić do położenia kresu sowieckiemu komunizmowi i uwolnić ludzi żyjących za żelazną kurtyną”.Autor zaznaczył, że Reagan był zainteresowany objawieniami w Fatimie. „To najbardziej intrygujące aspekty moich poszukiwań. Po pierwsze, R. Reagan oraz jego dwaj współpracownicy – irlandzcy katolicy Bill Casey i Bill Clark cały czas sądzili, że za usiłowaniem zabicia Papieża stały służby sowieckie. To przekonanie opierali na supertajnych materiałach CIA, które nigdy nie ukazały się publicznie. Wiedzieli, że rozkaz zabójstwa wyszedł ze strony GRU (wywiad wojskowy). Papież z kolei opierał się na objawieniach fatimskich. Co mnie najbardziej zafascynowało - przekopując się przez tony dokumentów - to mało znany fakt, że prezydent był także zainteresowany objawieniami w Fatimie.W maju 1985 w swoim przemówieniu w Portugalii mówił on otwarcie o Maryi i o dzieciach z Fatimy: „kiedy spotkałem się z Janem Pawłem, powiedziałem mu, iż uważam, że w prostocie tych dzieci jest więcej mocy niż w wielkich armiach i w wielkich (politykach) tego świata”. Pojawiły się tu mało znane nawet katolikom fakty: Reagan był zainteresowany także objawieniami w Medjugorie. Z kolei w czasie jego pogrzebu w katedrze w Waszyngtonie w czerwcu 2004, nie mogłem opanować swojego wzruszenia gdy usłyszałem tam pieśń Ave Maria. Jak wyznała mi potem jego żona, „Ronald sam wybrał tę pieśń na swój pogrzeb gdy jeszcze był na tyle zdrowy, przed zapadnięciem na chorobę Alzheimera”. Inną, nie mniej ważną postacią w walce z komunizmem – obok papieża, prezydenta i Maryi - był moim zdaniem biskup Fulton Sheen. To prorok, którego Bóg powołał wówczas w Ameryce i postawił właśnie na drodze życia Ronalda Reagana” - uważa Paul Gengor,Paul Gengor, urodzony w 1966 r. biograf Ronalda Reagana oraz autor książek poświęconych komunizmowi, jest profesorem w Grove City College w Pensylwanii. Wykłada tam nauki polityczne. Jego najnowsza książka ukazała się w wydawnictwie Burns and Noble. Podkreśla swoja przynależność do Kościoła katolickiego, używając często wyrażenia „my katolicy”. o.pj (KAI) / Irondale, AL, USA
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 30 grudnia 2017
f0340134_18274524.jpeg

[PR]
by NaszDomJaponski | 2018-01-07 18:26 | Comments(0)

“Międzynarodowy” ingres nowego arcybiskupa Tokio

f0340134_21314687.jpeg

W wypełnionej po brzegi tokijskiej katedrze NMP odbył się 16 grudnia ingres arcybiskupa Tokio Tarcisio Isao Kikuchi. Urodzony w 1958 r. w Iwate w północno-wschodniej Japonii należy on do zgromadzenia werbistów. W latach 1986-1999 pracował na misjach w Ghanie, a następnie już jako biskup japońskiej diecezji Niigata, kierował Caritas Japonia oraz Caritas Azja.

f0340134_21324015.jpeg

W związku z tą jego międzynarodową działalnością na jego ingres przyjechało wielu gości z zagranicy, szczególnie z Ghany i Konga. Ponadto z Kolonii – siostrzanej archidiecezji, z którą Kościół w Tokio utrzymuje bliskie kontakty - przybył bp Dominik Schwaderlapp, który odczytał gratulacyjny list od kard. Rainera Woelkiego. Przybyło też wielu duchownych i świeckich z diecezji położonych na północy Japonii: Niigata, której abp Kikuchi był ordynariuszem od 2004 r., oraz Sendai, w której się urodził.W swoim pierwszym wystąpieniu nowy arcybiskup podziękował dotychczasowemu metropolicie Tokio abp. Peter Takeo Okada za wysiłek, jaki włożył w kierowanie nie tylko archidiecezją tokijską, ale i diecezją w Saitamie, która ciągle czeka na nowego biskupa. Nawiązując do swojej dotychczasowej działalności misyjnej, stwierdził, że Ewangelia „jest dla wszystkich kultur i dla wszystkich ludzi, nie wykluczając żadnego z nich”.Przed końcowym błogosławieństwem odbył się mały happening, tłumaczony na japoński przez abp. Kikuchiego. Przybyły z Akry abp Charles Palmer-Buckle w gronie kilku innych tamtejszych duchownych i wiernych zbliżył się do arcybiskupa Tokio i najpierw zażartował: „Przybyliśmy tak licznie tutaj, aby porwać Cię z powrotem do Ghany”, po czym zgodnie z tamtejszym zwyczajem żona ambasadora Ghany - w geście błogosławieństwa - owinęła wokół szyi nowego arcybiskupa pochodzące ze tego kraju korale. Następnie zaś cała grupa zaśpiewała mu specjalnie wybraną na tę okazję afrykańską pieśń religijną. o.pj (KAI Tokio) / Tokio
17.12.2017

[PR]
by NaszDomJaponski | 2017-12-17 21:29 | Comments(0)

Wspolnota w Kkottongnae – nowa inspiracja

f0340134_20070973.jpeg
Miesiac temu wrocilem z Korei. Dziele sie tamtejszym doswiadczeniem Kosciola.


Kkottognae, mala miejscowosc oddalona o ok. 100 km na Południe od Seulu staje sie coraz bardziej znana .
Od 1986 r. istnieje tam katolicka wspolnota Braci i Siostr Jezusa (Congregation Kkottongnae Brothers and Siosters of Jesus) . Inspiruje ona szczegolnie tysiace woluntariuszy w Korei i za granica. Jej celem jest niesienie pomocy ludziom w szczegolnie w trudnych sytucjach zyciowych , poczynajac od porzuconych na ulicy niemowlakach a konczcac na umierajacych w hispicjach. W duchu ewangelii wspolnota organizuje dla tych ludzi pomoc nie tylko materiala ale i duchowa czesto doprowadzajac ich do spotkania z Chrustusem w lasce chrztu oraz zycia opromienionego swiatlem Ducha Swietego .
W zwiazku z ta dzialanoscia w samym Kkottongnae istenie juz kilkanascie zlobkow, szpitali i szkol dla niepoelnosprawnych, hoteli dla bzedomnycb oraz hospicjum. W centrum znajduja sie dwa klasztory; zenski i meski, nowicjat oraz duzy koscial. Codziennie na modlitwach I echarystii (o godz. 6 rano )spotyka sie tam kilkaset ludzi.

Wsrod nich sa dziesiatki woluntariszy przyslanych tam przez rozne szkoly podstwowe i srodnie oraz uniwersytety z calego kraju.
Dla chetnych z zagranicy organizuje sie warsztaty w jezyku angielskim ”Milosc w Akcji( Love in Action)”.Najblizsze , odbeda sie w dniach od 9 do 14 pazdziernika b.r. . a kolejne od 22 do 27 maja 2018 r.

Wsrod woluntaruszy w tym roku bylo juz kilku Polakow. Przyjezdzaja na jakis czas takze ludzie m.in z Anglii i Japonii. Jedna z Japonek , dwudziestokilkuletnia Sae, zwiazana poprzednia z grupa modlitwena w Tokio-Hatsudai, konczy wlasnie nowicjat aby zlozyc w przyszlosci sluby zakonne . Mowi o przeniesieniu duchowsci Wspolnoty takze i do jej kraju.
Juz dawno bowiem wyszla ona poza granice Korei., m.in do USA, na Filipiny i do Bangladeszu .

Zalozycielem Wspolnoty jest ks. John Oh , urodzony w 1944 r. Od 1976 r. byl on proboszczem w Emsung , k. Kkottongnae. Spotkal on tam bezdomnego , ciezko chorogo czlowieka a pozniej innych ktorzy nie mieli nawet sily aby zebrac.
Dla nich to ks. Oh zbudowal pierwsze schronisko .I od tego ropczela sie dzialanosc ktorej celem blo wprowdzenie w czyn slow Chrystusa zwlaszcza dotyczce Sadu Ostatecznego (Mat 25:31-46).

Jednym z czlonkow Wspolnoty , ktora liczy ok. 200 siostr, kilkudziesieciu braci zakonnych i kilku mlodych ksiezy jest brat James Shin. Jest on lekaarzem, ktory kilka lat temu” gdy gorliwie modlil sie na rozancu odkryl w sobie powolanie do zycia konsekrowanego.” Teraz czesto jezdzi za granice aby opowiadac o duchu wspolnoty. W zeszlym roku przemawial on m.in na zjezdzie charyzmatykow w japonskim Sapporo.
W wywiadze dla KAI na pytanie , o czm mowil zgromadzonym w Sapporo ,brat Shin podkreslill “miejsce w histori w ktorym znalazj sie teraz nasz Kosciol….Mielismy juz rozne Odnowy w history; biblijna, liturgiczna I charyzmatycza. Ale teraz jest czas na nowa odnowe “ukazania swiatu Boga, ktory jest miloscia”. ..To byl temat Roku Milosierdzia i do tego tematu czesto wraca papiez Franciszek w swoich kazaniach i innych dokumentach ”.
Charyzmatem wspolnoty od strony teologicznej zajal sie m.in kard Albert Vanhoye SJ ,w publikacji“Charism , Love and Action in the Christan Life” .Zostala ona opublikowana w kilku jezykach.

O profetycznym wymiarze Wspolnoty z Kkottongae w wymiarze calego Kosicla moze swiadczyc fakt , ze dolecial do niej helikopterem papiez Franciszek w czasie swojej wizyty w Korei Pd. w sierpniu w 2014 r.. Papiez poblogoslawil tam jej czlonkow oraz odwiedzil szczegilnie ciezko chorych.
Przedtem zas , w czerwcu 2009 r. odbyl sie tam swiatowy zjazd katolickcih grup odnowy w Duchu Swietym.

Paweł Janocinski OP
f0340134_20084068.jpeg

[PR]
by NaszDomJaponski | 2017-10-24 20:05 | Comments(0)