Modlitwa kobiety upokorzonej

f0340134_23171880.jpeg

Anna byla upokorzona w swojej najglebszej kobiecej intymnosci, dlatego nie umiala sie niczym cieszyc w zyciu. Kochal ja mąż i wiedzial, ze ona kocha go ze wzajemnoscia, a jednak nie potrafila w pełni cieszyc sie tą miloscia. Byla na kazdym kroku wysmiewana przez swoja rywalke, Peninnę, druga zone Elkany, ktora zazdrosciła Annie miłosci ktora okazywal jej Elkana. 
Elkana widzial zmartwienie Anny i staral sie jak umial mu zaradzic, ale nie potrafil. Im bardziej byl dla niej czuly i delikatny, tym bardziej bylo jej przykro, ze nie moze mu sie odwdzieczyc pogodna, uśmiechniętą twarzą. Przyczyna byla druga żona Elkany, Peninna, pewna swej pozycji w rodzinie, gdyz dała Elkanie synow i corki. Ta zazdrosciła jednak Annie, ze byla bardziej kochana przez ich wspólnego męża. 
Kulminacja smutku następowala zawsze podczas pielgrzymki do swiatyni w Szilo. Gdy skladali tam dary ofiarne Panu Zastepow, Peninna byla otoczona swoimi dziecmi, Anna natomiast byla sama jak palec. Elkana wyróżnił ją dając jej podwojną cześć ofiary, ale wlasnie to ubodlo duszę jej rywalki i umiejetnie, po kobiecemu, umiala jej dopiec do żywego, okazujac jej swoja pogarde i zachecajac tym ktorzy z nia byli do tego samego. 
Anna stala sie malomowna i smutna, wcisnieta w ciemny kąt ich zycia rodzinnego. Czula sie jak tredowata. Cokolwiek zrobila dobrego nigdy nie bylo to przez nikogo docenione. Ciagle byla dyskryminowana, traktowana jak zawada i przybleda. Oczywiscie nie czynila tego nigdy Peninna wprost, w obecnosci męza, kamuflujac swoja wrogosc, a przez to tym bardziej stygmatyzujac swoja rywalke podejrzeniem, ze jest ona kobieta ponura, niechetna innym osobom, nie troszczącą sie o wzajemny pokój, będąca wieczna malkontentką. 
Ktoregos razu, gdy znow przybyli do Szilo, Anna poczula sie szczegolnie mocno dotknieta złośliwościami Peninny i kiedy skonczyla sie rytualna uczta i wszyscy rozsiedli sie wygodnie aby prowadzic biesiadne rozmowy, Anna wycofala sie z hucznego grona swietujacej gromady i po cichu, udala sie samotnie do swiatynii, bo nastepnego dnia wczesnym ranem mieli opuscic Szilo. W świątynii obecny był tylko kaplan Heli. Siedzial on na krześle i na zmianę, raz odmawial jakąś modlitwę a raz po prostu drzemał. 
Anna weszla do świątynii i padla na twarz przed Bogiem, a potem, kleczac z podniesioną glową i wzniesionymi do gory rękami „wylała swoja duszę” przed Panem, jak mowi o tym Ksiega Samuela. Wylały się z niej wszystkie cierpienia. Przebrala sie miarka jej wytrzymlosci. Blagala o pomoc. Ratuj ! wolaly jej oczy. Jej usta poruszaly sie w rytmem zalu ktory wypowiadalo jej serce. Jej rece wznosily sie i opadaly, chowala w nie twarz a potem znów podnosiła je do góry. 
Jej postac byla zbyt dramatyczna, żeby nie zwrocic uwagi Helego ktory od paru dobrych chwil sie jej przygladal. Heli byl przyzwyczajony do rytualnych modlitw, odmawianych na glos, przez pielgrzymie grupy, a tutaj Anna byla sama i mimo, że mówiła nie wydawała żadnego głosu, a wiec pozorujac tylko modlitwę. 
Heli podszedł do niej i strasznie ja zrugał, wzywajac do tego aby przestala obrażać Boga. Serce Anny wtedy malo nie pękło z bólu. Przed chwila skladala Bogu ofiare z samej siebie, ze wszystkich swoich ponizen, wszystkich lat smutku, który nieustannie zabijal w niej życie. Sądziła, ze znajdzie odrobinę ukojenia w świątynii u stóp Najwyższego, a tu nowy, niespodziewany cios ją spotkal od stróża świątynii. 
Prosila Boga o zmilowanie, o to aby otworzył jej łono, sprawiajac, ze zostanie matką, jak Paninna i że ucieszy swojego męża potomkiem, ktorego tak długo już oczekuje i taką dał jej Bóg odpowiedz? Zostala przez Boga rowniez wzgardzona io odrzucona? Potraktowana jak zepsute narzedzie, nie nadajace sie do naprawy? Na co miala jeszcze czekac? Czego więcej mogla sie spodziewac? Dobrze jednak, ze znalazla w sobie tyle pokory, aby nie rzucic wszystkiego i nie wybiec z krzykiem ze swiatynii, wolając, ze juz nigdy tutaj nie wroci. 
Anna zdobyla sie na wyjasnienie Helemu tego co sie z nia dzieje i znalazla w nim sprzymierzenca. Jego bologoslawienstwo bylo dla niej Boza odpowiedzia na jej modlitwę. Kryla sie w nim obietnica, ze w przyszylym roku jej pielgrzymka do swiatynii w Szilo bedzie miala inny przebieg, to znaczy, że będzie już tutaj ze swoim synkiem, ktoremu da na imie Samuel, jako ze zostal wyproszony u Boga przez jej modlitwe. Bedzie on nie tylko radoscia jej zycia, ale radoscia całego Izraela, stajac sie jego duchowym wodzem.

Zygmunt Kwiatkowski SJ 

[PR]
by NaszDomJaponski | 2018-01-10 23:14 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)
<< Modlitwa do Nie... Jan Paweł II i ... >>