Głośne wołanie małego Matiosa

f0340134_18512021.jpg
Pomieszał mi szyki ten dzieciak. Woła do mnie swoimi telefonami od dwóch dni niemal co kwadrans. Co spojrzę na ekran
mojego Iphona wyświetla mi się z Viber’a, wraz nowym wpisem, twarz tego grubaska, w którego domu odprawiałem
czasem Mszę św. dla grupy rodzin nad którymi miałem duchową pieczę w Damaszku.

Bardzo deprymujące jest dla człowieka, gdy ktoś na niego nieustannie patrzy i czeka. Tak już jest ze mną od dwóch dni.
Dajesz delikatnie do zrozumienia, że już wystarczy, ze więcej nie trzeba, że chciałbyś wreszcie swobodnie sobie pooddychać.
Sądzisz, że rozmowa jest już skończona, a tu przychodzi znów świeży „message”, czyli znów widzisz twarz Matiosa, który
patrzy na ciebie i czeka. Przy czym nie tyle chodzi mu o twoje słowa, ale o twoje zachowanie, abyś zrobił dla niego to o co
on cię prosi.

Mały Matios chce opuścić Syrie. Oczywiście nie sam, ale z całą rodziną. Z ojcem, matką i dwiema siostrami. Chce to uczynić
już teraz, zaraz i krzyczy do ciebie wołając o pomoc.Początkowo sprzeciwiał się ojcu i nie chciał emigrować, a teraz, od
dwóch dni co piętnaście minut sprawdza, czy coś zrobiłem aby im ułatwić ucieczkę . Mówi, że już są spakowani, to znaczy
nie obchodzi już ich co stanie się z ich mieniem na które wcześniej tak ciężko pracowali. Chcą wyjeżdżać natychmiast.
Chcą stąd się wyrwać. Tutaj nie ma pracy (od pierwszych chwil „rewolucji” narzucono Syrii embargo ekonomiczne), nie
ma prądu, wody, jedzenia.

f0340134_18515948.jpg

Chce się ratować, tym bardziej , że na horyzoncie zima. Na domiar złego wzmaga się ofensywa ISIS. Ich pociski spadają
na dzielnice mieszkaniowe Damaszku. Są to ataki nękające. Nie wiadomo kiedy i nie wiadomo gdzie będzie nowy wybuch.
Chodzi o to, aby ani chwili i w żadnym miejscu, nikt z mieszkańców tego miasta nie czuł się bezpieczny. Za każdym większym
wybuchem, Matios i jego bliscy, spontanicznie, jak wszyscy inni w tym kraju, mówią „alhamdu lillah” , czyli „dzięki Bogu”,
bo pocisk nie spadł im na głowę. Nie wiem, czy nadal to mówią, bo brzmi to również przecież, jak podziękowanie, że
pocisk spadł na dom sąsiadów, którzy są tak samo przerażeni i tak samo jak oni niewinni.Pisał mi chyba przed pół rokiem
Rabij, ojciec Matiosa, że wyjechaliby do Europy, gdyby taka okazja się im trafiła, do Holandii albo do Szwecji, bo tam
jego dzieci mają swoich kolegów i koleżanki i tam, jak słyszeli, uciekinierom z Syrii najlepiej się powodzi.

Matios napisał mi wczoraj zupełnie groteskowe słowa, o tym, że dla dzieci bardzo ważna jest nadzieja, po to aby mogły
normalnie żyć, uczyć się i rozwijać. Odebrałem to jako próbę intelektualnej manipulacji ze strony Matiosa, aby mnie
skuteczniej przekonać do działania. Widocznie dzieciak wyobrażał sobie, że ten wysoce intelektualny argument, mnie
dorosłego, musi ostatecznie przekonać. Potem , po tym uczonym wstępie, wypalił już bez ogródek, abym „coś” zrobił,
by ich rodzina, mogła uciec z Syrii. Odpowiedziałem, ze nie wiem, czym mogłoby być to „coś”, którym mógłbym im
pomóc, a on głęboko rozczarowany zrozumiał, że „nic” nie chcę dla nich zrobić.

Wyraźnie było widać , że mamy inny stosunek do czasu, należąc do dwóch różnych światów. Ludzie mający na codzień
kontakt z terrorem, zastraszeni, przerażeni, głodni, wyczerpani nerwowo, wołający o ratunek nie rozumieją mojego:
dobrze, dziekuję, zajmę się waszym zgłoszeniem, za tydzień, bo pan naczelnik jest na urlopie, w przyszłym tygodniu
powrócimy do tej sprawy… Inaczej rozmawiam ja, a inaczej ktoś kto się decyduje na opuszczenie wszystkiego co
posiada, sprzedając to po niskiej cenie, aby oddać następnie cały swój dobytek tureckim przemytnikom i europejskiej
mafii w zamian za obietnice dostani się w głąb Europy, za cenę ryzyka że zostaną ograbieni z pieniędzy, a czasem
nawet za cenę utraty życia.

Ostatni wpis Matiosa był wczoraj. Dzisiaj nie miałem już żadnego komunikatu z jego strony. Powierzył mi w nim sprawę
ich ucieczki. Powtarzając już któryś raz z rzędu, że chodzi o wyjazd całej rodziny, po czym podał imiona poszczególnych
jej członków, zaczynając od ojca, poprzez matkę i jego dwie młodsze siostry , a kończąc na : „ja Matios”, czyli po polsku
Mateusz. Oficjalny formularz został przez niego sporządzony, teraz do mnie należy poprowadzenie tej sprawy do
szczęśliwego końca.

O. Zygmunt Kwiatkowski

[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-09-03 18:52 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)
<< Japońskie serenady Łzy Maryi z Akita >>