タグ:Zygmunt Kwiatkowski ( 11 ) タグの人気記事

Nie bój się swoich Marzeń!

f0340134_11063119.jpg

„Ciałem swym Boga zobaczę”.(Hi 19,27) Jakie to nieprawdopodobne, jakie niesamowite. Zobacze
Boga, ciałem! Jakie zawrotne jest nasze powołanie. Zawrotnie piękne, święte, wspaniałe, pełne
życia. Jaka niesamowita jest Boza Miłość. Wiedzie nas do tego „aby Bóg był wszystkim we
wszystkich”, bo inaczej jest to niemożliwe. Inaczej nie jest to nawet marzenie, ale szaleństwo,
czyli chore rojenie.

Wierzę, że będę oglądał dobra Pana w krainie żyjących.
Oczekuj Pana, bądź mężny, nabierz odwagi i oczekuj Pana. Ps 27

Nie bój się swoich Marzeń! Obietnice Jego miłości są znacznie większe.
„ Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał” (Lk 24,6)
Nasze przeżywanie wiary często jest właśnie takie jak Józefa z Arymatei i jak pobożnych kobiet
„niosących skoro świt przygotowane wonności”. Traktujemy religię jako kult zamęczonego na
krzyżu Jezusa. Wierzymy, że zmartwychwstał, ale wierzenie to jest tylko dodatkiem do opowieści
o Dobrym Pasterzu, którego zabili źli ludzie, jak zakończenie bajek, że „żyli długo i szczęśliwie”.
Nie jest to natomiast Radosna Nowina o Zmartwychwstalym Panu Wszechrzeczy, którego
panowanie jest wieczne i który nas do swojego Królestwa przyjmuje. Dlatego pewnie nie ma
młodzieży w naszych kościołach i dlatego niewierzących nasz kult nie pociąga. Dlatego, ze nie
widzą Zmartwychwstałego Jezusa w naszych wspólnotach.

O. Zygmunt Kwiatkowski

Poniedziałek, 2 listopada 2015

(Hi 19,1.23-27a)
Hiob na to odpowiedział i rzekł: Któż zdoła utrwalić me słowa, potrafi je w księdze umieścić? Żelaznym
rylcem, diamentem, na skale je wyryć na wieki? Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi
jako ostatni. Potem me szczątki skórą odzieje, i ciałem swym Boga zobaczę. To właśnie ja Go zobaczę.

(Łk 23,44-46.50.52-53;24,1-6a)
Było już około godziny szóstej i mrok ogaranął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło
i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje
ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha. Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy,
imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa.
Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był
pochowany. Wpierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności.
Kamień odgrobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego
byłybezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone,
pochyliłytwarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?
Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał.


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-11-03 11:12 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)

UCAłOWANIE KRZYŻA

f0340134_17175510.jpg
Patrząc z zewnątrz, ma kobieta doskonałą sytuację. Opuściła kraj, w którym toczy się wojna, konczy doktorat, wyszła
za mąż i ma dwoje dzieci. Ma dobrą sytuację materialną. Inni jej zazdroszczą, a ona płacze do telefonu i nie jest
zdolna przyjść aby się ze mna zobaczyć.

Jasne, ze nie będę opowiadał szczegółowo kolei jej życia i informował o kłopotach z powodu których „świetna sytuacja”
w jakiej się znajduje musi zostać wzięta w cudzysłów. Wystarczy tylko powiedzieć, że chodzi o zmęczenie psychiczne
i duchowe, o brak porozumienia z mężem, z dziećmi, bliskimi, szczególnie zaś z mężem. Z tego powodu jej doktorat
wisi na włosku, jej życie rodzinne się chwieje i chwieje się jej życie towarzyskie. Można powiedzieć, że również na włosku
wisi jej zdrowie, a może nawet zycie. Jest zdesperowana.

Co można zrobic przez telefon w stosunku do czlowieka zdesperowanego? Jak można mu pomóc ? Nie ma innego wyjścia,
jak sięgnąć po kilka myśli, do których ma się przekonanie i pokazać, że się go rozumie i jest się z nim razem w tej biedzie,
którą on przeżywa.

Zaproponowalem jej UCAłOWANIE KRZYZA. Jasne, ze nie o magię tutaj chodziło. „Krzyż” to cierpienie, którego człowiek
nie jest w stanie unieść, cierpienie które go nieustannie „prześladuje”, męczy, spycha do glośnego protestu i nie znajdując
odpowiedzi na swoje „dlaczego”, człowiek pograza się w buncie albo duchowo umiera.
f0340134_16590463.jpg
Ucałować krzyż, to prowadzić z nim walki, ale dać się mu pokonać, nie tracąc jednak wiary w Boga. Piętrzą się na ogół
wówczas przed człowiekiem różne pytania „dlaczego”, a on nie nie znajduje na nie żadnej sensowej odpowiedzi.
Co więcej jego postawa miast wsparcia, spotyka się z krytyką i drwinami. Spodziewajac się końca udręk, pojawiają się
jakieś nowe, jeszcze bardziej bolesne.

Ucałować krzyż, to w pierwszym rzedzie znaczy uczynić to w imię wiary w Boga, który jedyny potrafi działać skutecznie
tam gdzie człowiekowi brakuje sił i pomysłów na dalsze życie. Ucałować krzyż, w tym wypadku, to postawić na pierwszym
miejscu zaufanie do Boga, a nie odwrotnie, to znaczy nie obietnice, że będę w Niego wierzyl, jeżeli uczyni mi to o co Go
proszę.

Przypomina to duchowego pokera. Człowiekowi się zdaje, że Bóg dlatego jego próśb nie wysłuchuje, bo za mała jest pula.
Podwyższa zatem stawkę, licząc na wygraną za następnym rozdaniem i rezultat może być wówczas tragiczny, tak jak
zawsze zresztą w hazardzie. Bóg jednak do takich gier nie zasiada. Czyni to kto inny, tem któremu zależy, aby czlowieka
wciągnąć w pułapkę buntu i nienawiści.

Ucałować krzyż, to z ufnością oddać Bogu swoje życie, ale nie wycofywać się z niego i nie rezygnować z własnej
odpowiedzialności. Ucałować krzyż znaczy zatem, powierzajac się Bogu i godzac się na to, aby działo się wszystko
według Jego woli, podejmować z własnej strony starania, wszystkie jakie są tylko możliwe i do jakich jesteśmy zdolni,
aby osiągnąć pożądany skutek. Święty Ignacy lakonicznie o tym mówi, że należy tak wierzyc, jak gdyby wszystko i
całkowicie zależało tylko i wyłącznie od Boga, a jednoczesnie samemu działać z takim przekonaniem i wytrwałością,
jak gdyby wszystko od nas zależało, od naszej inteligencji i silnej woli.
f0340134_17182729.jpg
W sytuacji desperata nie tyle należy zachęcać go do skuteczniejszej działalności i większego wysiłku, bo jest on przecież
ich ofiarą, czujac się przez nie zdradzony i porzucony, ale do zaufania Bogu. Ważnym elementem jest świadomość,
że życie doczesne nie jest celem samym w sobie, ale pielgrzymką do upragnionego przez nas celu. Droga czasem jest
trudna, ale należy to do dramatyczności naszego istnienia, którego nie jesteśmy w stanie objąć całkowicie naszym
rozumem, dlatego powinniśmy zaufać Temu, który je zna i który prowadzi nas do celu. Najbardziej wyraża tę wiarę
postawa wdzięczności Bogu, zawsze i „mimo wszystko”. Towarzyszy jej pokój „którego świat nam dac nie może” ,i który
jest obcy wszystkim mającym małą wiarę.

O. Zygmunt Kwiatkowski

[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-06-25 17:18 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)

Przyjdź i odnów

f0340134_09411332.jpg
Znów przeżywamy szczególny czas w naszym Kraju. Stała się bowiem niespodzianka, która była jednak oczekiwana przez
wielu i wymadlana przez naród. Nie potrafię widzieć w tym co sie stało zwykłej tylko gry sił politycznych, albo traktować
wyboru nowego prezydenta , jako rezultatu prostych układów i skomplikowanych zbiegów okoliczności, zrozumiałych tylko
dla socjologów i psychologów społecznych .Nie mogę nie dostrzec w tym wydarzeniu głębszego sensu, posiadającego swoje
źródło nie tylko w tym co materialne i pragmatyczne. Sądzę, że nie tylko w moim przekonaniu, chodzi tutaj o perspektywy
bardziej dalekosiężne aniżeli tylko bieżąca pragmatyka polityczna, w jej laickim rozumieniu.

To co się stało na arenie politycznej podczas wyborów prezydenckich można by krótko ująć jako przegrana Goliata z
Dawidem. Goliat posiadał w ręku wszystkie atuty potrzebne do odniesienia zwycięstwa, dlatego już na samym początku
celebrował swój tryumf i nie dostrzegł tego, ze Dawid broni świętości oraz, że w związku z tym Święty w którego imieniu
stawał do walki zadecyduje o wygranej. Goliat miał do wykonania zadanie, Dawid natomiast posiadał misję do spełnienia.
Oczywiście traktuję to porównanie tylko jako swego rodzaju biblijną matrycę pomocną do zrozumienia tego co się
wydarzyło, wbrew laickiej lekturze zdarzeń, która się kieruje samą tylko racjonalnością i dla której najwyższym dogmatem
jest słowo „demokracja.” Orzeka ona o wszystkim, włączając w to również sferę moralną i sferę wartości, opierając się
na zawodnym argumencie posiadania aktualnej większości głosów. W ten sposób, „demokratycznie” ustalane jest również
to co prawdziwe i to co słuszne i jako takie , wyposażane w celu zapewnienia sobie skuteczności, w sankcję prawną i
policyjną siłę.

Czyni się to w imię fałszywie rozumianej wolności, gdyż prawdziwa wolność jest zawsze sprzymierzona z życiem i broni
godności człowieka. Nie mogę w tym momencie nie wspomnieć o świętujących , prostych ludziach, cieszących się wynikiem
wyborów. Widziałem uśmiechy porozumienia w ich spojrzeniach, zdradzające nadzieję i wiarę. Przypomniały mi one inny
poranek w naszym kraju, a mianowicie narodziny Solidarności. Tego samego ducha się wówczas czuło i tę samą nadzieję.
Oczywiście na większą wówczas skalę.
f0340134_09421215.jpg
Zdaję sobie sprawę, ze jest to tylko rodzaj prywatnych impresji, daleki od rygoru i wiarygodności naukowych, badań,
sondaży i obliczeń … Ale świętujemy przecież obecnie również zwycięstwo nad sondażami, które pomimo całego
majestatu ich naukowości i profesjonalizmu zwyczajnie i po prostu zawiodły. Dawały rządzącym komfortowe poczucie
bezpieczeństwa i siły i… Dawid pokonał Goliata. Dobrze , że tak się stało, bo nie można władzom i instytucjom dawać
monopolu orzekania o tym co powinni mówić i jak powinni myśleć ludzie , ale to raczej trzeba dać możliwość myślenia
i mówienia ludziom.

Wydarzyło się w naszym kraju coś dziwnego, coś co „nie miało prawa” się zdarzyć. Dosadnie acz zbyt wulgarnie
wyartykułował to pewien bardzo doświadczony polityk , chcąc aby w świadomości społecznej odcisnęło się w sposób
absolutnie niewzruszalny przekonanie, iż prezydentem może być tylko Bronisław Komorowski, chyba że zdarzyłaby się
rzecz zupełnie nieprawdopodobna i po pijanemu przejechałby na pasach dla pieszych zakonnice …. Nie będę kończył tej
tyrady, bo stała się ona tak głośna, że wszystkim wiadomo o co chodzi. Nie pomogło to jednak jego kandydatowi, ale
raczej go pogrążyło, bo zamiast strachu, zachęciła raczej ludzi do sprzeciwu. Na szczęście istnieje nie tylko siła medialnych
instrumentów i nie tylko potęga pieniądza, ale liczy się również wrażliwość moralna i potęga ducha, o czym polityka
często zapomina, błędnie sądząc , że można tę potęgę oszukać , zastępując ją manipulowaniem symbolami religijnymi.

Tak się również złożyło, że wybory odbyły się w uroczystość Zesłania Ducha Świętego, co w zupełnie naturalny sposób
ewokuje pewne wspomnienia, a mianowicie pamiętną wizytę papieża-Polaka, dzisiaj już przez Kościół uznanego za świętego,
Jana Pawła II. Przyjechał z pielgrzymką do swego kraju ojczystego i w stolicy, na Placu Zwycięstwa, wypowiedział tę
niezapomnianą modlitwę : „Niech zstąpi na nas Duch Święty i odnowi oblicze ziemi” . Papież wówczas uzupełnił to biblijne
wezwanie słowem dodanym od siebie: TEJ ZIEMI, wskazując tym samym na nasz kraj, nasze społeczeństwo, naszą historię
teraźniejszą.

Po tej wizycie zaczęły się „zielone święta” naszego narodu. Zrodziła się wówczas Solidarność. Powiało duchem wolności,
który okazał się nie do zatrzymania przez struktury i przez funkcjonariuszy reżimu komunistycznego. Polska była na ustach
całego świata. Rozpoczął się nasz narodowy marsz ku wyzwoleniu. Rozpadł się Blok Wschodni. Bez wojen, bez rozlewu krwi,
w cudowny sposób , za rządów Gorbaczowa zdemontowany został system sowiecki. Partia komunistyczna musiała zgodzić
się na system demokratyczny, taki jaki miał świat zachodni. Staliśmy się częścią zjednoczonej Europy, ale ani Unia nie
okazała się być taką za jaką ją braliśmy, ani Solidarność nie okazała się solidarna. Polska się podzieliła wewnętrznie.
Wykorzystali to ci, którzy formalnie stracili władzę, a de facto przejęli ją ponownie, w inny sposób, reorganizując swoją
tutelę polityczną nad Krajem pod innymi hasłami ideowymi i poprzez „demokratyczne” instytucje. Praktycznie zaś odbyło
się to przez zapewnienie sobie kontroli nad schedą ekonomiczną pozostawioną przez socjalistyczne państwo, poprzez
służby specjalne i poprzez kontrolę nad mediami. Miało to oczywiście reperkusje odnoszące się do całej sfery życia
publicznego i prywatnego Polaków.

Takie warunki stanowiły pożywkę dla rozwinięcia się u nas mentalności partyjnej, zamiast mentalności obywatelskiej,
stosując prostą zasadę obdzielania przywilejami swoich, a odmawiania ich przeciwnikom. Przypominało to model znany
z czasów sprawowania władzy przez „wiodącą partię”, posiadającą monopol na prawdę, a więc zarówno na to o czym było
informowane społeczeństwo, jak i to aby było ono w „jedynie słuszny” sposób „uświadamiane”. Powtórzył się znany z tzw.
minionych czasów proceder kreowania rzeczywistości fikcyjnej, narzucając ją ludziom jako wizję realną i powszechnie
obowiązującą. Czuwała nad tym falanga propagandzistów, działających w „demokratyczny” i „europejski” sposób, nie
gardząc bynajmniej ani perswazją pieniężną ani presją sądowniczą. Tak jak za dawnych czasów, podzielono Polaków na
lepszych i na gorszych, na otwartych i na zacofanych, godnych i niegodnych państwowej troski i państwowego uznania.

Teraz jednak ważne jest to, aby nie popaść w tryumfalizm . Nie wolno nam zapomnieć tego co stało się z Solidarnością,
sprowadzoną na manowce przez manipulacje wielkiej polityki. Solidarność się podzieliła, spenetrowana przez agentów,
reprezentujących interesy różnych graczy politycznych, zarówno krajowych jak i zagranicznych. Dzisiaj, kiedy znów widzimy
znamiona społecznego przebudzenia, które ustępujący prezydent, nazwał nawet „pospolitym ruszeniem”, musimy pamiętać,
aby ten potencjał ludzki znów nie został wyprowadzony w pole i nie został zmarnowany.

Tym bardziej staje się zatem oczywiste, że zasadniczym elementem nowej, powyborczej praxis powinno być POJEDNANIE,
bowiem wrogość i potępianie, osobiste porachunki i zbiorowe nagonki, karierowiczowskie pięcie się w górę i mafijne
windowanie kolesiów na intratne stanowiska, łatwo może sprawić, że ideał wspólnej troski o odnowę Kraju zostanie
porzucony i znów prym będzie wiódł wzorzec partyjnego indywidualizmu. Znów pojawi się podział Polaków na lepszych
i gorszych, tych z piersiami wypiętymi do wieszania na nich orderów i tych przeznaczonych „do odstrzału”, dbając tylko
o interesy własnej partii, nie zaś ojczyzny i nie narodu. Nowe które się w naszym kraju pojawiło, powinno się rozwijać w
duchu życzliwości i szacunku dla każdego człowieka, na przekór panoszącemu się obecnie duchowi wrogości i niszczenia
przeciwnika.

Ważne jest również to , że nie jesteśmy tak naiwni i nie odwołujemy się na szczęście bynajmniej do żadnej utopii świeckiej,
ani do żadnej ideologii rewolucyjnej. Nie powołujemy się też na żadnego polityka, ale wskazujemy na osobę Chrystusa jako
źródło i fundament tych przemian, tym bardziej, że historia wykazuje z całą oczywistością, iż wiara laicka się nie sprawdziła.
Uszczęśliwianie ludzkości w imię coraz to innego Baala notorycznie się nie sprawdzało, a obietnice raju na ziemi, zamieniały
się w krwawe łaźnie i robienie z ziemi piekła. Zamiast służyć człowiekowi , robiły z niego ofiarę i niewolnika. Chcemy oprzeć
nasze życie prywatne i publiczne na osobie Chrystusa i na Jego Ewangelii.
f0340134_09425722.jpg
Nie chcemy nikogo do tego przymuszać, chcemy tylko abyśmy jako pojedynczy obywatele i jako wspólnota, byli
traktowani na równi z innymi wspólnotami, a w związku z tym, aby nam nie narzucać cudzych przekonań i obcych nam
modeli zachowań. Nie możemy popierać i nie możemy kierować się ideologią pragmatycznego relatywizmu, bo dystansuje
się ona od zasad i od principiów, a jej naczelną zasadą jest nie posiadanie żadnych zasad. Ważne jest jednak aby principia
nie stawały się czczymi sloganami, ponieważ dyktaturę sloganów doskonale znamy oraz gorzki smak cynizmu tych, którzy
się nimi posługiwali.

Potrzebujemy ducha nowej wiary politycznej , opartej na Duchu Miłości, który pochodzi i którego udziela Chrystus. O
Niego prosiliśmy w latach komunizmu, o Niego modliliśmy się ze Janem Pawłem II na Placu Zwycięstwa i z tym
świętym papieżem modlimy się dzisiaj, o zgodę narodową i o ustanie politycznego i moralnego bałaganu. Nie jest to
oczywiście agitowanie o władzę teokratyczną w naszym kraju i nie chodzi o klerykalizację społeczeństwa, ale o
rzeczywiste otwarcie przestrzeni publicznej dla wierzących w Chrystusa, bez zasłaniania się rozdziałem kościoła od
państwa. Chodzi o to, aby w imię pokoju społecznego nie było wolno szydzić z Chrystusa i z tych którzy w Niego wierzą,
z powodu ich wiary.

O. Zygmunt Kwiatkowski


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-05-29 09:43 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)

Dobry człowiek

f0340134_21315644.jpg

Miejsce miałem w przedziale naprzeciw siostry zakonnej. Było tez kilka innych osób. Rozlokowałem się pod swoim
numerem. Siostra spała, bose nogi miała wyciągnięte w kierunku mojego miejsca i dlatego, musiałem się odwrócić
bokiem aby jej nie przeszkadzac we śnie. Spał długo, ale po pewnym czasie widziałem, ze się przeżegnała. Skonczyła
zatem sen, ale się modliła z zamkniętymi oczami. Prawdę mówiąc, ja też tak nieraz robię. Nie dlatego, aby udawać
że śpię, ale dlatego aby się nie rozpraszać.

Zaczęliśmy rozmowę pod koniec wspólnej podróży. Już nie pamiętam jak to się zaczęło. Zdziwiła mnie nadzwyczajną
NORMALNOŚCIĄ, która rzadko się dzisiaj zdarza, bo była to normalność prostej, nie wymuszonej dobroci. Było w niej
również poczucie humoru, mądrość, elastyczność życiowa, ale również stanowczość i szczera, dziecinna pamięć o Bogu.

Nie spodziewałem się, że ta bosa postać z wyciągniętymi nogami w kierunku mojego miejsca, mająca na sobie strój
zakonny może tak swobodnie rozmawiać i jej sądy życiowe będą takie trafne, zrównoważone i bez jakiejkolwiek
maniery. Mówiła o swoim powołaniu bez zażenowania, gdy ją o to zapytałem, tłumacząc „panu” którego przed sobą
widziała i sądziła, że nie bardzo się on zna na sprawach religijnych, iż część jej rodziny była bardzo pobożna i bardzo
związana z tym co w kościele się działo, druga zaś część wolała charakter życia „rozrywkowy”. Okazalo się, że
bynajmniej, nie chodziło tu o jakies ekscesy, ani nurzanie się w grzechach, ale po prostu, ze oni nie lubili się zbyt
dużo modlić, natomiast podobały się im spotkania towarzyskie, rozrywki i zabawy.

Tak jakoś pojawiło się powołanie. Spotkała „fajne siostry”, dobrze się czuła w ich towarzystwie, świetny klimat był
w klasztorze… To było najważniejsze. Oczywiście była wiara, była modlitwa, ale o tym nie mówiła, bo to się rozumiało
samo przez się. Podobalo mi się, ze z taką prostotą mówiła o sukcesach w pracy i to jakoś przypadkiem, mimo woli,
opowiadając o zamiłowaniu do pracy w kuchni, szczególnie zas o zdobienie potraw. Sama wymyślała różne nowe
kompozycje. Zamawiano jej kulinarne wytwory na jakieś przyjęcia rządowe. Podobno były one również na pokladzie
samolotu, który się rozbił pod Smoleńskiem i zginęła w nim wraz z prezydentem elita polskiej opozycji.

Rzadko się spotyka człowieka, który by z taką prostotą jako ona mowił o swoich sukcesach. Z jednej strony była z nich
dumna i mówiła, że sprawiało jej przyjemność składanie pochwał i wyrażanie zachwytów, a z drugiej widać było, że
jest zupełnie wolna od gwiazdorstwa.

Obecnie jest siostra zakrystianką w jednej ze śląskich parafii i nie przejmuje się, że „nikt nie widzi jej pracy”, ale nie
rozpacza. Umie się zachwycić pięknem kościoła w którym pracuje, że jest chyba najpiękniejszy w Polsce. Proboszcz
jest niezbyt uprzejmy, ale się na niego nie skarży. Ujęła się za inną siostrą i proboszcz ją bardzo zbeształ. Jedzie teraz
do mamy, a że wczoraj siedziała w nocy z siostrami, które przyjechały do nich z innej miejscowości, była niewyspana.
U mamy nie będzie długo. Urlop ma krótki. Tylko dwa tygodnie. Mama jest biedna, dlatego wiezie jej troche jedzenia.
Nadrabia sporo drogi, żeby wpierw odwiedzić ciotki, bo to bardzo dobre kobiety i fajnie się im rozmawia.

Była we Wloszech, ale nie pozwolono jej pracować dłużej. Po dwóch latach musiała wracać, chociaż świetnie dawała
sobie radę językowo i dzieciaki ją bardzo kochały. Siedem młodych sióstr odeszło wówczas z zakonu, ale ona je rozumie,
bo dzisiejszym dziewczynom trudno jest żyć w klasztorze. Szczególnie jeśli władzę mają stare siostry i chcą wprowadzać
dawne prawa. Życie w klasztorze staje się wtedy nie do wytrzymania. Mimo wszystko jednak nie żałuje, że jest siostrą
zakonną. Ich zakon ma coraz więcej staruszek. Bardzo mało jest młodych powołań, ale to jej nie deprymuje. Ona stara
się wiernie służyć Bogu i pomagać ludziom. Spotkałem naprawde dobrego człowieka.

O. Zygmunt Kwiatkowski

f0340134_20334881.jpg

[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-30 20:36 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)

Boża harmonia

f0340134_18415100.jpg
Bog zawsze tworcą harmonii. Bog uzdrawia i jednoczy. Bog prowadzi do zbawienia wszystkie ludy drogą przebaczenia i
pojednania. Przewodnikiem jest Jezus Chrystus, dajac nam prawo Nowego Przymierza , czyli Ducha Swietego.
Zachwycajaca jest wolność z jaka prowadzi Kosciol Duch Swiety, przełamując skostniale rytualy i tradycje, otwierając
coraz to nowe ludy i narody dla Bozej Milosci.

(O. Zygmunt Kwiatkowski)

[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-27 18:42 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)

JONASZU, POBUDKA!

f0340134_12243797.jpg
Czy wiesz, że ty również jesteś Jonaszem? I siłą rzeczy musisz się zmierzyć z tą samą pokusą, jaką prorok musiał kiedyś
pokonać. Dystans i asekuranctwo to ta dłuższa droga do Boga. Dlatego czasem potrzeba wielkiej ryby, która połknie
twoją dotychczasową stabilizację, dając ci zarazem szansę, żebyś w jej brzuchu szybciej dojrzał do swojej prawdziwej
drogi…

f0340134_12262974.jpg
Jonasz nie był ateistą negującym istnienie Boga, ale był nim w inny sposób – można by powiedzieć, że w nasz „nowoczesny”
sposób. On po prostu nie chciał mieć z Bogiem nic wspólnego, bo Go nie rozumiał, nie podzielał Jego zapatrywań na życie i
nie chciał z Nim żyć pod dachem jednej historii. Jonasz chciał ułożyć sobie życie bez Boga, odseparować się od Niego, być
jak najdalej od Jego słowa. Podobnie jak ewangeliczny syn marnotrawny, który wyjechał daleko od domu ojca, aby móc żyć
tak, jak mu się podoba – a nie „jak wypada” albo jak można żyć godnie.

f0340134_12210151.jpg
Jonasz chciał się skryć w prywatności, zakamuflować w najgłębszej kajucie statku i nie reagować ani na burzę, ani na
panikę załogi. Przypomina ci to kogoś?
Jednak człowiek nie jest w stanie ułożyć sobie życia według własnej woli, choćby je zacieśnił do rozmiarów najodleglejszej
kajuty w głębi statku. Zawsze będzie miał odniesienie do jakiejś załogi, która go znajdzie w czasie burzy, a realizm faktów
z całą pewnością zapuka do jego drzwi i przerwie mu słodką drzemkę.

Dystans i asekuranctwo zwolenników sennej ułudy skończyć się musi wrzuceniem ich do morza. I atakiem wielkiej ryby,
która ich nie pożre i nie strawi tylko z powodu tej właśnie prawdy, która dotąd była przez nich programowo kontestowana.
Uciekali od niej, chcąc sobie zapewnić spokój na miarę ich pragnienia wygody i dbania wyłącznie o własne interesy.

f0340134_12230706.jpg
Ratunkiem dla Jonasza okazały się trzy dni i trzy noce – potrzebne do nawrócenia, do porzucenia fałszywych osądów, racji i
argumentów. I potrzebne do wsłuchania się w głos Boży, jedyny, który pozwala człowiekowi zrozumieć tajemnicę życia…
Podczas nocy śmiertelnej trwogi we wnętrznościach morskiego potwora – nocy trwającej trzy doby, jak pascha Chrystusa –
obudziła się w Jonaszu iskra rozumienia prawdy. Zrozumiał wówczas, że nie da się ignorować Boga i tego, co On mówi,
chyba że dla własnej zguby. A to, co Bóg do nas mówi, ma również wpływ na innych ludzi – przecież podróżujemy wszyscy
na tym samym statku i razem jesteśmy odpowiedzialni za jego szczęśliwy rejs.

o. Zygmunt Kwiatkowski SJ
f0340134_12291454.jpg

[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-15 12:29 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)

Alleluja! Nie ma miłosierdzia !

f0340134_12423736.jpg
Mija właśnie wielkanocny tydzień W kościele katolickim, natomiast kościoły Wschodu teraz obchodzą Wielkanoc. Powinno
być dużo radości. Właśnie, powinno.… Dzisiejsza niedziela nosi nazwę Niedzieli Miłosierdzia. Papież ogłosił właśnie bullę
„Misericordiae vultus”. Zapowiada rok jubileuszowy którego istotę stanowić będzie również Miłosierdzie Boże. Polski kościół
jest inicjatorem tego święta i u nas dodatkowo obchodzi się Tydzień Miłosierdzia.

Tyle powinno być radości, właśnie, powinno…Tyle jest zachęty do miłosierdzia, do pojednania, do pokoju, a tu rocznice
tragedii narodowych, katyńskiej, smoleńskiej. Dotyczy to naszego polskiego „podwórka” , ale nie tylko, bo świat jest przecież
dzisiaj globalny. Właściwie to od zawsze był on globalny, bo przecież w nierozerwalnej symbiozie ze światem żyje człowiek i
wszystko co dotyczy jednego człowieka, dotyczy nas wszystkich i w pewnym sensie dotyczy całego świata.
f0340134_12441072.jpg
W tym odświętnym czasie, w którym powinniśmy się radować Wielkanocą zarówno na Zachodzie, jak i tego na Wschodzie,
PRYWATNIE (niestety tylko prywatnie) dochodzą wiadomości od znajomych mieszkających w Syrii o dziejących się tam
okropnościach wojny. Leżące na północy, niedaleko od granicy z Turcją, wielkie trzymilionowe miasto Aleppo, znajduje się
pod ostrzałem rakietowym. Pociski spadają na dzielnice mieszkalne i nie jest to bynajmniej przypadek. Ludzie nie maja się
gdzie schronić. Od czterech lat walczą z rosnącą nędzą i wszystkimi ciężarami wojny, z długimi okresami przerw w dostawach
prądu elektrycznego, trwającymi nieraz po kilka tygodni a w czasie kiedy prąd dochodzi, jest wówczas dostępny tylko parę
godzin na dobę.
f0340134_12443019.jpg
Długie okresy czasu mieszkańcy tego miasta są pozbawieni wody, a w śnieżną zimę, taką jak w tym roku byli bez możliwości
ogrzania ich domów . Większość mieszkańców Aleppo straciła pracę , maja coraz mniej środków na przeżycie, a teraz
dochodzi jeszcze intensyfikacja ostrzału artyleryjskiego . Pociski spadają „aszłayjje” , czyli gdzie popadnie. Ludzie giną całymi
rodzinami , będąc u siebie w domu, bo dom im się dosłownie na głowę wali. Mnożą się zastępy kalek.

W ostatnich dniach szczególnie dotkliwie atakowane sa dzielnice chrześcijańskie. Wielki Tydzień połączony był tam z wielkimi
bombardowaniami, wielką żałobą i co tu dużo mówić, również z wielkim strachem . Tym bardziej, że świeża jest pamięć
irackiego Mosulu i to co się stało z jego chrześcijańskimi mieszkańcami. Kiedy miasto dostało się w ręce islamistów,
rozpoczęły się krwawe masakry i skończyła się tam obecność chrześcijańska , datująca się od czasów apostołów.
Zrozumiałe jest zatem , ze ludność Aleppo jest strwożona. Ich strach jest tym bardziej uzasadniony, ze światowe
media milczą jak zaklęte na ich temat. Kto z nas słyszał na przykład o tym, ze w Wielkim Tygodniu, a więc przed
paroma dniami, zniszczone zostały w tym mieście dwa znane kościoły? Jeden należący do katolickich Ormian, a drugi
to katedra maronitów. Ten pierwszy tragicznie współbrzmi z jubileuszem zbrodni ludobójstwa, której dopuścili się Turcy
osmańscy na narodzie ormiańskim w 1915 roku.

Papiez powiedział podczas obchodów tej tragedii w Rzymie, ze ,,Niestety, także dziś słyszymy tłumiony i lekceważony
krzyk wielu naszych bezbronnych braci i sióstr, którzy z powodu swojej wiary w Chrystusa lub przynależności etnicznej są
publicznie i okrutnie zabijani: ścinani, krzyżowani, paleni żywcem lub zmuszani do opuszczenia swojej ziemi". O martyrologii
chrześcijan w Aleppo i o zniszczeniu dwóch tamtejszych kościołów nawet media katolickie nic nie mówią, takie szczelne jest
embargo medialne narzucone na ten kraj.
f0340134_12445627.jpg
Czy można być bardziej osamotnionym w Wielkim Tygodniu aniżeli są nimi chrześcijanie w Aleppo? Czy modlitwa Chrystusa
w Ogrójcu może mieć gdziekolwiek większe ukonkretnienie aniżeli właśnie dziś i właśnie tam ?
Ale o co w ogóle chodzi w tym zabijaniu bezbronnych ludzi i niszczeniu tego wielkiego i starożytnego miasta? Komu zależy
na ich cierpieniu? Zasadniczym celem dżihadystów jest niewątpliwie zdobycie miasta. Latwiej jest to osiągnąć , gdy świat
milczy . Łatwiej jest wówczas siać terror i łatwiej wywołać panikę. Medialny „mur berliński” jest im bardzo na rękę, a my,
na Zachodzie, mamy czyste sumienia, bo nie są one alarmowane wołaniem o pomoc niewinnie cierpiących ludzi.

O. Zygmunt Kwiatkowski SJ



[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-13 12:45 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)

POCAŁUNEK ŻYCIA

f0340134_22172815.jpg
Zmartwychwstanie to nie jest religijna wańka-wstańka, którą się co roku zabawiamy, powtarzając ryt odonowy życia, czyli
rodzaj pogańskiego święta powitania wiosny. Zmartwychwstanie to dramat całej historii człowieka, stanowiący zasadniczy
wątek uniwersalnej historii całego stworzenia.
Zmartwychwstanie to droga płaczącej Magdaleny, w ciemnościach nocy, udającej się do grobu Mistrza, który został
podstępnie zgładzony.
Zmartwychwstanie, to wielki nagrobny kamień odwalony, to grób pusty, pozbawiony swej smutnej „zawartości”, to
trwożne obawy o możliwą profanację zwłok Mistrza, to zakłopotanie, chaos myśli, powrót do miasta i powiadomienie
wspólnoty o tym co się stało.

Zmartwychwstanie to pójście razem do grobu, albo raczej to jakiś dziwny bieg, zwracając przy tym uwagę na kościelne
zasady procedencji.
Zmartwychwstanie, to kamień odwalony na bok, to grób otwarty, a w nim prześcieradła rozrzucone w nieładzie, leżące
na martwej, kamiennej ławie, zupełnie jak nietrudne do odczytania hieroglify.

Zmartwychwstanie, to chusta leżąca na boku, zdjęta ostrożnie z głowy Mistrza, jak tajemniczy znak pokoju dla wchodzących
do grobu, jak ręka podana do uściśnięcia.
Zmartwychwstanie to Niewidzialnego Boga pocałunek życia, który jest znakiem i przyczyną sprawczą tego, że chociaż w
grobie, to jednak życie się tutaj nie kończy, ale dopiero naprawdę zaczyna.
Zmartwychwstanie w istocie rzeczy to umówienie się Jezusa ze swoją Wspólnotą na spotkanie. Na to pierwsze spotkanie
w Galilei.

Zmartwychwstanie mówiąc krótko jest UWIERZENIEM EWANGELII. Wejściem do pustego grobu i nie spodziewając się wcale
tego, nagle dostrzeżenie, że niebo się przed nami otwiera i przyjmują nas do niego uśmiechnięci anieli. Nic do nas nie mowią
i chcą abyśmy my również, tak jak oni, nie robili hałasu. Wprawdzie teraz jeszcze nie możemy zobaczyć Zmartwychwstałego,
musimy poczekać trochę, ale może nie dlatego, że jest zmęczony, bo przeszedł przez piekła, skąd uwolnił wszystkich
oszukanych przez diabla, poczawszy od Adama i Ewy, naszych pierwszych rodziców.

Tajemnicze uśmiechy aniołów sugerują, że coś się dzieje w niebie, czego my nie rozumiemy. Wiemy, ze przygotowywane
są Gody Baranka, ale niejasne jest jeszcze na czym ma polegać nasze w nich uczestnictwo.
Z ich uśmiechów można wnioskować, że chodzi o COŚ WIĘCEJ anizeli zwykłą tylko obecność. Tym bardziej, że Matka Boża
zachęca nieustannie nas wszystkich, abyśmy nie przestawali się modlić, powierzając siebie nieustannie Bożej Miłości i
dziękowali za zaproszenie na Gody Baranka, do Niebieskiej Kany Galilejskiej

Zygmunt Kwiatkowski SJ


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-05 22:20 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)

To tez jest Krzyzem

f0340134_09243003.jpg

Mam wielki szacunek dla ludzi pracujących ciezko, na przykład przy remoncie naszego domu w Łodzi. Musze przyznac,
ze wzrusza mnie wrecz widok młodych chłopców i starszych mężczyzn którzy od rana do poznego popołudnia, każdego
dnia „dlubia cos” przy scianach, parkietach, plytkach podlogowych, kafelkach, elektryce i kanalizacji. Często robia to na
kolanach, często na drabinie, umorusani, pomazani farbami i wdychajacy pyl który się spod uzywanych przez nich
narzedzi wydobywa.

Nie chcialo mi się wprost wierzyc , ze to możliwe aby cala zime remontować komunikacyjne centrum Łodzi i budować kilka
gmachow niedaleko naszego kościoła, nieraz w śniegu, a nieraz w deszczu. To tez jest cierpienie, ich trud, ich punktualność,
ich wytrwałość i … mus, bo przeciez nie robia tego dla przyjemności, ale po to by moc utrzymac swoje rodziny. Rzeczywiście
ciezko kosztuje ich codzienny kawalek chleba.

Tym bardziej, ze duzo jest przeciez kombinatorow na tym swiecie, duzo ludzi
nalezacych do wpływowych lobby i mafijnych układów, tych ktorzy sa protegowani przez moznych i silnych i dlatego
nieustannie rosna ich fortuny i posiadają dominujaca pozycje w społeczeństwie. Laczy się to często z wyzyskiem i krzywda
tych którzy nie sa uprzywilejowani. Swiat miast się kierowac zasada solidarnosci wysilku i korzyści coraz bardziej
zdecydowanie wybiera zasade partykularnego interesu i zysku.

Jest to oczywiście krzyz , ale krzyz nie usprawiedliwia w zadnych wypadku , ani niesprawiedliwości ani wyzysku. Krzyz zlo
denuncjuje i przezwycieza, manifestując jednoczesnie, ze wiaze się on nie tylko z uśmiercaniem człowieka ale ze stanowi
również bogobojstwo.

(O. Zygmunt Kwiatkowski)
f0340134_09273216.jpg

[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-04 09:27 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)

Krwawa Droga Krzyzowa w Kenii

f0340134_09172948.jpg
Dzisiaj, w Wielki Czwartek 2 kwietnia 2015 roku zgotowano nam, chrześcijanom Droge Krzyzowa w Kenii. Muzulmanscy
ekstremiści zamordolowali 147 osob, napadając na campus uniwersytecki w Garissa. Terrorystyczne komando dobrze znalo
rozmieszczenie wszystkich budynkow. Szukalo w nich chrześcijańskich studentow. Udali się również na miejsca gdzie
chrześcijanie gromadza się na modlitwe. Wolali żeby się nie bac, ze nie będą zabijali. Potem zaczeli zabijac mężczyzn
mówiąc do „ladies” , żeby nie panikowaly, ze one będą oszczędzone. Potem ogien skierowali na nie. Mordujac wolali jak
zwykle, ze „Bog jest wielki” (Allahu akbar) , dajac w ten sposób do zrozumienia, ze sa bojownikami świętej wojny.

Na naszych oczach ma miejsce jeszcze jeden przejaw bestialstwa i jeszcze jedno wielkie bluźnierstwo, tym bardziej , ze
szczyca się wiara w Boga milosiernego. Wielki Piątek i wielka masakra niewinnych ludzi, dokonana w imie sprawiedliwości
Bozej. Ukrytym celem tych krwawych zamachow jest zantagonizowanie ludności tego kraju, tak aby wywołać wojne
religijna.

Cel jest jeszcze szerszy. Chodzi o to, aby chaos wojny oganal caly region i jeszcze dalej, aby pozar wojny ogarnął caly
swiat, torując w ten sposób droge do globalnego zwycięstwa islamu. Być może to jest przyczyna, dla ktorej media swiatowe
milcza albo minimalizuja zbrodnie przeciwko chrześcijanom , nie chcąc rozpalac fobii antyislamskiej. Być może istnieja
szersze plany polityczne graczy politycznych wiekszych anizeli Boko Haram . Może chaos wojny odpowiada ich politycznym
zamiarom. Taki stan rzeczy to również wielka pokusa dla ludzi dotknietych i zagrozonych terrorystycznymn zbrodniami,
pokusa odejścia od Ewangelii, od jej pokojowego oredzia i duchowości opartej na miłości Boga i blizniego.

(O. Zygmunt Kwiatkowski)


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-04 09:18 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)