<   2015年 09月 ( 8 )   > この月の画像一覧

Dziękuję

f0340134_09432007.jpg

niebo bezradnie trzepoce się we mnie
jak złowiona na wędkę ryba
która chce koniecznie powrócić do wody
ale w moim trzepocie
kryje się coś więcej
wdzięczność za to
że palec Boży uczynił mnie rybą
I że stworzył dla wody
którą jest miłość
czyli obiecane
od zarania dziejów
szczęście wieczne

O. Zygmunt Kwiatkowski
[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-09-29 09:43 | Fr.Zygmunt's Poem | Comments(0)

Kuszenie Jezusa

f0340134_09180021.jpg
Mt 4, 1 -11
Duch wyprowadzil Jezusa na pustynię, aby był kuszony. Duch przygotowuje człowieka, aby nie został zwyciężony przez
złego. Bóg nie wydaje człowieka na pożarcie szatanowi. Rzecz ma się odwrotnie. Szatan przez grzech Adama i Ewy
znalazł dostęp do człowieka i zdobył na niego wpływ. Osaczony przez niego człowiek nie był w stanie iść drogą świętości,
gdyż po drodze umierał pod ukąszeniami "węży o palącym jadzie". Tak jak potrzeba było węża miedzianego wyniesionego
na palu i spojrzenia wiary, aby zostać uzdrowionym, tak samo potrzeba Chrystusowego Krzyża i naszej wiary w Syna
Bożego, aby trucizna grzechu nas nie uśmierciła na wieki.
f0340134_09220905.jpg
Jezus "poczuł w końcu głos". Nie walczył zatem z głodem przez 40 dni, ale się modlił. Rósł w siłę płynącą z jedności z
Bogiem Ojcem. Szatan pojawia sie teraz, aby potrzebą ciała odwieść Jezusa od komunii z Ojcem. "Jeśli jesteś Synem
Bożym, to..." jest pokusa falszywie rozumianej wolności. Szatan mówi: cóż za problem! Jesteś głodny? Zamień te
kamienie w chleb, w jedzenie, urządź sobie ucztę na pustyni (paralela do ucztowania Żydów przy złotym cielcu,
robiąc sobie własnego Boga, zamiast Boga prawdziwego), bo przecież jesteś Synem Bożym.

Nie tyle chodzi o zwątpienie w to, że Jezus jest Synem Bożym, co przeciwnie, podkreślenie że właśnie nim jest, a więc
niech postępuje jak przystoi Synowi Bożemu i korzysta jak chce ze swojej władzy. Chrystus pokazuje, ze ON CHCE TAK
JAK CHCE OJCIEC. To samo powtórzy wobec krzyża, modląc się w Ogrójcu.

II Skoro jesteś taki wierny słowu Ojca - zdaję się mówić szatan - to napisane jest przeciez "na rękach nosić Cię będą".
Rzuć się z wieży świątynnej, zobaczą Cię zstępującego z nieba, uwierzą w Ciebie, przyjmą Cię. Przyjmij tę formę
zbawienia ludzkości. Ona jest lepsza, pewniejsza, szybsza. Jesteś Synem Bożym, możesz to zrobić, zgodnie ze
Słlowem Bożym.
BYŁABY TO MANIPULACJA SŁOWEM BOŻYM I KUSZENIE BOGA. Chrystus odrzucił tę drogę, broniąc Komunii z Ojcem.

III Trzecie kuszenie to karty rzucone na stół. Zamiast Ojcu, który Cię "skazuje" na krzyż, trzymaj ze mną, a dam
ci "za darmo" wszyskie królestwa ziemi. Będzie Twoje wszystko. Spełni się Twoje posłannictwo, bo jesteś przecież
Synem Wszechmocnego Boga. Jezus jednak nie po to przyszedł, aby być Królem dla samego siebie, aby posiadać
królestwa, władzę, splendor, ale aby ZBAWIĆ CZŁOWIEKA. Jego motywem jest nie posiadanie, kariera, bogactwo,
wladza....On sam. Jego celem jest KOMUNIA Z OJCEM I WPROWADZENIE W NIĄ CZŁOWIEKA. TĘ KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ
NARUSZYL SZATAN POPRZEZ KUSZENIE I UPADEK PIERWSZYCH RODZICOW.

O. Zygmunt Kwiatkowski
f0340134_09325827.jpg

[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-09-26 09:31 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)

Zderzenie światów

f0340134_15553320.jpg

Do niedawna jeszcze wojna na Bliskim Wschodzie nie była dla nas europejczyków uciążliwa, bo co my mamy do różnic w
wierzeniach muzułmanów? Ani my nie jesteśmy sunnitami, ani tez szyitami. To ich sprawa. My możemy tylko obojętnie
wzruszyć ramionami. Nie bardzo możemy to uczynić, bo jesteśmy powiązani z tym regionem gdzie toczy się wojna
tysięcznym więzami, wśród których dla nas chrześcijan jest również więź religijna. Chodzi o region skąd historycznie
nasza religia się wywodzi, a teraz jest tam zagrożona w swej egzystencji.

Wojna w tamtym regionie wydawała się politykom najlepszym rozwiązaniem, aby poprzeć słuszną walkę uciskanego
ludu przeciwko tyranowi, o czym nam nieustannie mówiły światowe media. Stąd nie wzbudziło w nas protestu milczenie
mediów i światowych polityków, na bardzo dobitnie wyrażane wezwania papieża, Jana Pawła II, do zaniechania planów
inwazji Iraku. Zbyto je milczeniem i porozumiewawczymi uśmieszkami. Jego glos, ze „Wojna jest zawsze porażką
ludzkości” zostal zignorowany. Uważano, że należy działać energicznie, używając skutecznych środków zaradczych,
a o prawdziwych motywach, jak zwykle nie było mowy. Zmontowano zatem koalicję, aby zaprowadzić demokrację
na Bliskim Wschodzie, nazywając to również „nowym porządkiem”.
f0340134_10193117.jpg
Gdy nie udała się wojna z Irakiem, porażkę tę potraktowano bardzo pobłażliwie i szybko zwrócono uwagę świata na
prometejską „wiosnę arabską”. Z tą „wiosną” też się nie powiodło, szczególnie zaś z jej prometejskością, chociaż
odniesiony został sukces i rewolucyjne wojsko libijskie zaszlachtowało proszącego o darowanie mu życia, tyrańskiego
pułkownika Kadafiego.

Wojna jednak nie traciła impetu, pomimo tego, że tak tragicznie się rozwijała. Nie tracono determinacji w walce o
pokonanie Asada, gdyż Syria musiała być koniecznie zdemokratyzowana. Nie zahamowało wojennego impetu nawet
odkrycie, ze dominującą silą, która wsysała i przejmowała kontrolę nad syryjską zbrojną opozycją była terrorystyczna
Al Kaida w wydaniu Al Nusra i ISIS. Nie przeszkadzało to jednak Europie dozbrajać te opozycję.

Praktyka dozbrajania nie została powstrzymana nawet po trudnej do pojęcia, nagłej erupcji Państwa Islamskiego, na
„wyzwolonych” terenach pańtwa irackiego i syryjskiego. Nawet wtedy, czyli do dzisiaj prowadzi się tę politykę. A papież
Jan Paweł II mówił :” Za wojnę są odpowiedzialni nie tylko ci, którzy ją bezpośrednio wywołują, ale również ci, którzy
nie czynią wszystkiego co leży w ich mocy, aby jej przeszkodzić." No, ale papież nie jest przeciez politykiem.

My Europejczycy oczywiście byliśmy świadomi tego wszystkiego co działo sie w tamtym regionie. Wiedzieliśmy, dzięki
mediom, ze nie było nikogo innego kto mógłby tam porządek zaprowadzić, jak tylko nasz nowoczesny i oświecony
Zachód, a przed naszym zobojętnieniem i zapomnieniem o okropieństwach wojny, skutecznie broniły nas spektakularne
terrorystyczne wyczyny Państwa Islamskiego i Boko Haram. Szczególnie drastyczny był horror obcinania głów, w tym
również przez małych chłopców, gwałcenia kobiet, sprzedawania ich, jeśli to nie były muzułmanki, na miejskim rynku,
ku uciesze ich pobożnych nabywców oraz śluby dorosłych mężczyzn z małymi dziewczynkami.

W takich warunkach, zaczęła się wyczerpywać nadzieja ofiar brudnej wojny, na bliskowschodni „nowy porządek”.
Przepełnione do granic możliwości obozy dla uciekinierów w Libanie, Jordanii, czy Turcji nie dawały gwarancji
ustabilizowanego, normalnego życia. W takim samym stanie krańcowego udręczenia i psychicznego wyczerpania
byli uciekinierzy wewnętrzni, czyli cała wielomilionowa armia ludności cywilnej, która koczowała we własnym kraju,
stale się przemieszczając, tam gdzie aktualnie nie toczą się walki.

Dla nas ten świat był tragiczny , ale w dużej mierze wirtualny. Tym bardziej, że dotyczył religii która nie stanowi
podstawy, tak jak chrześcijańska, naszej europejskiej kultury. Dla krajów Europy Zachodniej jednak, sprawa ta nie
była tak bardzo wirtualna, posiadają one bowiem u siebie duże wspólnoty muzułmańskie.

To co wiedzieliśmy na ogół na temat uciekinierów z Bliskiego Wschodu, to wiadomości które zbiorczo moglibyśmy
nazwać: Lampeduza. Uspakajał nas fakt, że mimo wszystko Unia Europejska radziła sobie jakoś z tym problemem.
Oczywiście, przy wydatnej pomocy mafii przemytniczych i dobrodziejstwu prawa unijnego, które pozwala swobodnie
przemieszczać się po terytoriach krajów należących do strefy szengen.

Nagle jednak pojawił się kryzys. Tysiące uciekinierów wojennych, politycznych i ekonomicznych, dostrzegło otwartą
furtkę przez która mogli się dostać do Europy. Dotąd trzeba było wykorzystywać albo drogę konsularną, usłaną
tysiącem trudności finansowych, logistycznych i administracyjnych, możliwą do pokonania tylko przez nielicznych,
albo drogę nielegalną, korzystając z usług mafii przemytniczych. Ta ostatnia ewentualność była niebezpieczna i
bardzo droga. Nagle jednak ujawniła się nowa, tania droga, przez Turcje do najbliższej wyspy greckiej i już się było
na terenie Unii Europejskiej. Potem jeszcze trzeba było tylko odbyć podróż, najczęściej do Niemiec, do czego w
ostatnim czasie oficjalnie zachęcano nawet uciekinierów. Nie trzeba się dziwić zatem zjawisku nagłej „wędrówki
ludów, skoro „ziemia obiecana” okazała się tak bardzo bliska, z darmową pomocą państwa w zakresie
zakwaterowania, wyżywienia, ochrony zdrowia i znalezienia pracy. No i bezpieczeństwo! Nagle znaleźli ziemię,
gdzie będą mogli rozpocząć normalne życie.

Przerwanie europejskiego systemu ochrony granic przez uchodźców stało się bolesnym zderzeniem dwóch światów.
Świat wirtualny spotkał się z tym realnym i to w obu kierunkach. Nagle dla nas Europejczyków nie są to tylko medialne
wątki i przedmiot dość przypadkowych debat. Teraz widzimy przed sobą konkretnych ludzi, którzy okupują nasze
dworce kolejowe, szukają autobusów i samochodów osobowych, aby udać się dalej, do krajów gdzie czeka ich
wymarzony raj. Idą nawet pieszo i to z małymi dziećmi. Są zdeterminowani, niezależnie od tego jak ich przyjmujemy.
Oni mają dość wojny i biedy. Oni musza dojść do celu. Nie wiedzą i prawdę mówiąc bardzo ich to nie obchodzi,
że sami stają się przyczyną zachwiania tej normalności do jakiej aspirują.

Co maja jednak zrobić? Wiedzą, że my jesteśmy w dużej mierze przyczyną ich nie kończącej się wojny. Nasze media
pokazywały krótki wywiad z małym Syryjczykiem, który na budapesztańskim dworcu kolejowym płaczliwie wołał łamaną
angielszczyzną, że on nie chciał przyjechać do Europy, ale musiał, z powodu wojny. Zatrzymajcie tę wojnę, a nie
będziemy uciekali z naszego kraju. Wtórują mu coraz liczniejsze głosy słyszalne również po europejskiej stronie:
skończmy z tą wojną. Nie kłóćmy się o kwoty, jaka ilość każdy kraj ma wylać wody z tonącej łodzi, ale zatkajmy
dziurę, przez którą ta woda się wlewa. Ratujmy siebie i ich jednocześnie. Nie zajmujmy się tylko objawami, ale
sięgnijmy do przyczyn. Sprawdza się bowiem słowo wypowiedziane przez Jana Pawła II:
”wojna jest zawsze porażką ludzkości”.

O. Zygmunt Kwiatkowski


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-09-21 15:54 | Fr.Zygmunt's Voice

Jakby

f0340134_10193117.jpg
ile wołania zamieszania krzyku
jałowego bełkotu i panegiryków
ile wyjaśnień i sprostowań gmatwających sprawę
ile zupełnie pustych wykrzykników
ile myśli przeciwko myślom
i czynów przeciwko czynom
tak jakby w tej całej wrzawie
rzeczywiście o szczęście człowieka chodziło

O. Zygmunt Kwiatkowski
[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-09-19 10:19 | Fr.Zygmunt's Poem | Comments(0)

W co wierzą Chińczycy?

f0340134_17313849.jpg
Jak wszystkie inne przejawy życia tak i wiara kontrolowane są w Chinach przez jedyny, „nieomylny” i niewybieralny reżim
parti komunistycznej. Młodzi Chińczycy sprawiają wrażenie dumnych ze swojego kraju i jego osiągnięć gospodarczych.
Mają się czym szczycić. Świetne autostrady, szybkie linie kolejowe, wysokie biurowce, zadbane parki i pięknie oświetlone
budynki oraz mosty w nocy budzą podziw w kraju, który do zakończenia wojny w 1949 roku prawie przez sto lat był nękany
konfliktami i wojnami. W widocznych na każdym kroku wojsku i milicji służy dużo młodych i aroganckich w zachowaniu ludzi.
Władza daje im poczucie siły, której nie mogą w inny sposób uzyskać. Kiedy ich widze rozumiem co miał na myśli przewodnik,
który powiedział, że jeśli protestujesz w Chinach przeciw partii to tak jakbyś protestował przeciwko samemu sobie.
W każdym miejscu człowiek czuję się obserwowany i kontrolowany.

f0340134_17361321.jpg
Państwo Środka jest państwem ateistycznym, co wyraźnie widać kiedy człowiek porusza się po tym kraju. Choć reżimowe
władze teoretycznie uznają wolność religijną i twierdzą, że jej wyznawcy mają swobodę w wyznawania buddyzmu,
taoizmu, islamu, protestantyzmu czy katolicyzmu ich zapewnienie mija się z prawdą i można to dostrzec bez wiekszego
wysiłku. W miastach jest bardzo mało oznak jakiegokoliwiek życia duchowego. W ciągu tygodnia podróżując setki
kilometrów między miastami Shenyang, Fushun i Pekin zauważyłam zaledwie 6 budynków z krzyżem, w tym 4 w Pekinie.

f0340134_17370234.jpg
W Pekinie, w którym mieszka 30 mln ludzi jest 5 kościołów chrześcijańskich. Najstarszy ma 400 lat i został zbudowany przez
obcych misjonarzy i pełni rolę zabytku. Przewodnik, który nosi na ręku rodzaj buddyjskiego różańca powiedział, że w tym
najstarszym kościele najwięcej ludzi przychodzi w dzień Bożego Narodzenia. Jest kolejka do Kościoła rozumiem, że przed
Mszą, bo mówi tylko, że jest taki pan ubrany w długi strój jak w kraajach zachodnich. Widać, że chrześciaństwo jest tu
postrzegane jako religia obca. Policja musi w Boże Narodzenie pilnować, bo obawia się niekontrolowanych zgromadzeń
zbyt wielu ludzi. Msze święte odbywają się według przewodnika w każdą niedzielę, ale przychodzi mało ludzi. Władze
obserwują ilość przychodzących. Boją się żeby do Kościoła nie przychodziło za dużo ludzi, żeby sytuacja nie wymknęła
się z pod kontroli.
f0340134_17373669.jpg
Trudno jest zobaczyć prawdziwe Chiny, bo wszystkie drogi i przejazdy kolejowe budowane są przez władze, które
mają nieograniczone prawo do wysiedlania ludzi z terenów przez które mają przebiegać trakty komunikacyjne i podróżny
niewiele zobaczy z okien swojego pojazdu. Jedzie przez reprezentacyjne części kraju. Szybkość w podejmowaniu
decyzji związana z posiadaniem przez państwo ziemi, prawie całkowitym brakiem opinii publicznej oraz praw jednostki
przyczynia się zresztą do szybkiego rozwoju gospodarczego.
f0340134_17390330.jpg
Miasta, wsie i ulice

Na ulicach miast i wsi nie widać czynnych świątyń buddyjskich i taoistycznych. Jest za to wiele ich atrap np w
parkach oraz świątynie zabytkowe. Chińczycy są jednak bardzo przesądni, co oznacza że mają jakiś rodzaj wiary w
sobie. Trudno jest z nimi rozmawiać, bo są małomówni, dobierają słowa i wolą za dużo nie mówić.
f0340134_17405970.jpg
Przewodnik w Pekinie opowiadał, że budując miasteczko olimpijskie na olimpiadę w 2008 roku władze chciały zniszczyć
przeszkadzającą im świątynię, bo stała na terenie planowanej wioski olimpijskiej. W przeddzień planowanego jej usunięcia
w wypadku samochodowym zginął nagle jeden z kierowników budowy, odpowiedzialny za zburzenie świątyni. Władze się
przestraszyły, że to zły znak i świątyni nie zburzono. Nie widziałam jej jednak na terenie miasteczka olimpijskiego.

Rzuciło mi się w oczy, że niektórzy młodzi ludzie w Chinach noszą na ręce buddyjskie „różańce” tak jak jeden z naszych
przewodników w Pekinie. Zapytałam po co go nosi. Odpowiedział, że jako amulet buddyjski chroniący go od złego.
Czyli jest jednak potrzeba jakiejś wiary. Pokazałam mu swój różaniec, który miałam na ręce, a który został zrobiony
przez chińskich katolików, którzy żyją w ukryciu. Popatrzył z zainteresowaniem przypatrujac się wyłącznie jakości kamieni,
z których jest wykonany.
f0340134_18552009.jpg
Kościół katlolicki żyje w Chinach w ukryciu. Władze nie zezwalają bowiem na zwierzchnictwo Papieża. Stworzyły w
zamian kościół narodowy, w którym biskupi mianowani są przez władze chińskie i ten kościół może działać legalnie, bo
jest pod kontrolą podlegającego władzom Patriotycznego Ruchu Trzech Autonomii (nadzorującego działalność protestantów)
i Patriotycznego Stowarzyszenia Katolików Chińskich (nadzorującego działalność katolików). Państwo jak przystało an reżim
totalitarny przejęło więc rolę Kościoła. Prawdziwe chrześcijaństwo musiało w wyniku trwających prawie od początku rządów
komunistycznych prześladowań zejść do podziemia.
f0340134_17420152.jpg
Msze prawdziwych katolików odbywają się w ukryciu głównie w domach, co naraża wiernych na aresztowania i tortury.
Papież mianuje zazwyczaj biskupów chińskich nie wymieniając ich nazwiska publicznie, aby nie narażać ich na szykany.
Pekin nie utrzymuje zresztą stosunków dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską i wielkim przełomem w stosunku władz
chińskich do Papieża było wydane pierwszy raz pozwolenia na przelot samolotu z Papieżem Franciszkiem nad terytorium
Chin podczas podróży do Sri Lanki w lutym 2015. Święty Jan Paweł II nie dostał takiego pozwolenia podczas żadnej ze
swoich podróży.
f0340134_17430939.jpg
Szykany w stosunku do chrzescijaństwa bynajmniej nie lżeją wraz z rozwojem gospodarczym. Wręcz przeciwnie w ciągu
ostanich kilku lat przybrały na sile. „Chrześcijanie mieszkający i wzywający imienia Pana w Chinach żyją w ciągłej obawie
o swój los i swoje życie. Obozy pracy, więzienia, porwania i zniknięcia to częsta taktyka stosowana wobec „niepokornych”
wyznawców Chrystusa. Trudna do określenia jest także liczba chrześcijan przebywających w więzieniach i obozach pracy.
Bardzo często poddawani są torturom, wykorzystywani jako dawcy narządów itp. Często umierają w nieznanych
okolicznościach. W nich wszystkich „umiera” Chrystus, a ich cierpienia i śmierć nie może być niema. W naszych rękach
jest ich ofiara, my możemy stać się ich głosem” napisał w artykule „Chiny – wiara kontrolowana” w Przewodniku
Katolickim ks. Rafał Cyfka
f0340134_17435765.jpg
Choć ze względu na represje trudno jest określić dokładną ilość chrześcijan chińskich szacuje się, że ich liczba może sięgać
100 mln ludzi, co stawia Kościół chiński w grupie najliczniejszych Kościołów świata. Władze bardzo boją się wszystkiego
co niekontrolowane i co może prowadzić do wolności myślenia. W kwietniu 2014 roku nasiliły się prześladowania i niszczenie
kościołów w najbardziej chrześcijańskiej prowincji kraju w Zhejiang. W mieście Wenzhou pomimo protestów w postaci żywego
łańcucha, który naraża ludzi na duże niebezpieczeństwo aresztowania i tortur, buldożery zniszczyły mieszczący 4 tysięce osób
Kościół Sanjiang. W tej samej prowincji w 2014 roku zniszczono lub pozbawiono krzyża 64 Kościoły. W mieście Wenzhou w
ciągu jednego dnia usunięto 50 krzyży z Kościołów. W końcu maja 2014 roku 85 Kościołów dostało od władz polecenia wstrzymania działalności.
f0340134_17470793.jpg
Co w zamian?

Władze oferują swoim obywatelom zamiast życia duchowego Władze chińskie oferują swoim obywatlom w dużej mierze to
samo co oferują kraje wysoko rozwinięte. Z jednej strony względnie dobrą infranstrukturę w postaci dróg, malli handlowych
i komunikacji miejskiej. Ludzie są odcięci od wiadomości ze świata na internecie, ale mają wlasne serwisy, które oferują
rodzimą sieczkę. Poza tym jak wszędzie zakupy, jedzenie, zabawy i dbanie o zdrowie. W programach telewizyjnych można
zobaczyć dużo programów na ten temat. Widziałam w TV program o wielkim chińskim malarzu natury Qi Baishi.
Najważniejszym argumentem mającym świadczyć o wielkości artysty było podanie ceny, za którą sprzedaje się jego
obrazki na aukcji.
f0340134_17480679.jpg
Zamożni Chińczycy oddają się zakupom bezgranicznie co widać nawet w Japonii, gdzie w większośći sklepów z najdroższymi
towarami markowymi w Ginzie, w sklepach elektronicznych oraz sieciach sklepów z tańszą odzieżą produkowaną przez
japońskie koncerny w Chinach, słychać coraz częściej jako dominujący język chiński. Japońskie sieci sklepów zatrudniają
nawet ekspendientów, którzy mówią po chińsku. Ostatnio ze względu na złagodzone wymagania wizowe widoczny jest w
Japonii najazd zamożnych chińskich turystów, którzy często nalegają aby podać im towary z napisem „Made in Japan”.
Sklepy eletroniczne zrobily nawet stoiska pod takim hasłem.
f0340134_17515325.jpg
Jadąc z Shenyang do Fushun widziałam po drodze chińską wersję Disneylandu oraz billboardy reklamujące ten rodzaj rozrywki. W miastach gdzieniegdzie widać różnego rodzaju salony strachu i inne miejsca kontrolowanej rozrywki. Koło naszego hotelu
w Fushun była dyskoteka, która za dość wysoką dla zwykłego zjadacza ryżu cenę, oferowała specjalny wieczór disco w dzień
Bożego Narodzenia. Widziałam bardzo wystawne przyjęcia weselne w hotelach, gdzie się zatrzymywaliśmy. Przewodnik mówił, że bardzo drogie jest wychowanie, edukacja dzieci oraz ich wydanie, co dodatkowo zniechęca do ich posiadania potomstwa.
f0340134_17523146.jpg
Duże wrażenie zrobiła na mnie działalność rekreacyjna ludzi w jednym z centralnych parków miasta Fushun. Widać, że dbanie
o zdrowie jest modą, ale równocześnie tradycją mieszkańców Państwa Środka. O godzinie 6 rano w niedzielę, czyli wtedy
kiedy można dłużej pospać, park roi się od ludzi, którzy oddają się najprzeróżniejszym sportom i rozrywkom, w sposób godny
pozazdroszczenia. Staw w parku roi się od czepków ludzi, którzy tam pływają. W innym miejscu ludzie grają w grę polegającą
na kopaniu czegoś w rodzaju małej piłeczki, do której przyczepione są pióra.

f0340134_17530454.jpg
Dalej ludzie przy muzyce wykonują ćwiczenia albo skaczą na skakankach. Starszy pan, który się gimanstykuje widząc,
że robię mu zdjęcie macha do mnie przyjazdnie ręką.
f0340134_19492049.jpg
W altance stylizowanej na pagodę gromadzący się tam chórek całą piersią śpiewa jakieś melodyjne szlagiery.
Japoński chór, z którym przyjechałam do Chin dołącza się do nich i w pewnym momencie śpiewają razem tak
jakby się od lat znali, pieśń po chińsku. Na zewnątrz stoi samotny starszy skrzypek, który nie reaguje na zachęty
dołączenia do chóru. Gra dla zgromadzonych wokół niego słuchaczy.
f0340134_19503675.jpg
Dalej dwie kobiety z osobami na wózkach inwalidzkich gawędzą o czymś zawzięcie nad pięknie utrzymanym
stawem, na którym kwitną kwiaty.
f0340134_17533687.jpg
Po południu w tym samym parku dzieci jeżdżą na wrotkach. Świetnie ubrane jedynaki w kaskach na głowie pomykają jak
błyskawica dopingowane przez troskliwych rodziców. W ogólne nie czuję się napięcia. Ludzie są rozluźnieni i spokojni. Ale
najlepsza uczta dla ducha ma miejsce kiedy jest ciemno. W jednym miejscu ludzi tańczą w parach, w innym zebrali się żeby
pośpiewać karaoke. Dalej młoda kobieta, która pewnie marzyła o tym aby zostać wziętą piosenkarką samotnie wykonuje
jakiś szlagier. Ale najwięcej radości sprawia mi grupka grających, starszych panów w altance na wodzie z kwitnącymi
kwiatami.
f0340134_17544483.jpg
Najpierw 11 letni chłopiec wykonuje utwór na skrzypcach. Po nim za instrumenty chwytają starsi. Na skrzypcach, gitarze i
akoredonie wykonują znane szlagiery chińskie i kilka amerykańskich. Mają swoją widownię, a ja dawno nie byłam na tak
dobrym koncercie w tak miłym otoczeniu. Po godzinie 21 przychodzi milicjant, który świeci latarką w stronę artystów i
pokrzykuje coś groźnie. Grajkowie nie zwracając uwagi grają dalej. Mężczyzna, który stoi obok mnie odpowiada coś głośno
milicjantowi, który nie zwracając uwagi odchodzi. Nie znam chińskiego, ale jest to coś w rodzaju: ”Dobra już dobra.
Jeszcze chwilę czasu mamy”. Grajkowie spokojnie kończą swój utwór i po oklaskach spokojnie składają instrumenty do
futerałów. Odchodzę zadowlona z wybornej rozrywki. „Czyli to jest jeden z wentyli bezpieczeństwa tych ludzi. Miejsce,
w którym są wolni” myślę. Jestem oczywiście jedyną bladą twarzą w całym parku, a zeknięcia tuziemców pozwalają myśleć,
że może i w mieście.
f0340134_17554647.jpg
Podobieństwo w skrajnościach

Wizyta w komunistycznym reżimie prowadzi mnie do refleksji, że skrajności gdzieś się stykają. W kraju, gdzie ilość narodzin
jest ściśle kontrolowana i w zasadzie można mieć tylko jedno dziecko, młodzi ludzie sukcesu w ogóle nie chcą mieć dzieci,
bo chcą używać życia. To samo dzieje się w zamożnych krajach demokratycznych. Komunistyczny reżim w Chinach niszczy
krzyże i kościoły, ale czy tego samego nię robią mieszkańcy demokratycznego świata zachodniego? W Chinach zburzono w
zeszłym roku w jednym miesiącu 64 Kościoły, a demokratyczna Holandia zamknie w tym roku 1000 Kościołów. Z tym
zastrzeżeniem, że w Chinach przybywa ukrytych chrześcijan, a we Francji muzułmanów. We Francji trwa usuwanie
pomnika Jana Pawła II bo ma za duży krzyż, znak którego nienawidzą też komunistyczne władze.
f0340134_17564822.jpg
Czy nie jest więc tak, że zachodnie demokracje promujące „wolność” człowieka i niby tolerancję upodabniają się do systemu
totalitarnego, w którym wszystkie poczynania obywatela kontrolowane sa przed odpowiednie władze i prawa? Mojej kuzynce
w Wlk Brytanii podczas zwykłego przyjęcia zasugerowano zdjęcie krzyżyka z szyi, żeby nie ranić uczuć wyznawców innych
religii i niewierzących.
f0340134_17582856.jpg
Czy te obywda skrajnie z pozoru rożne systemy nie przynoszą takich samych rezultatów? Dlaczego prasa nie zamieściła
krążącego od ponad póltora roku w internecie zdjęcia małej chrześcijanki, której jihadyści odrąbali głowę i jej bezsilnego ojca,
który trzyma sam korpus swojego zabitego dziecka w ramionach? Czy takie obrazy nie budziły współczucia i nie byly
wezwaniem do wstrzymania wojny na Bliskim Wschodzie, podczas której prowadzona jest eksterminacja chrześcijan?
Dlaczego wtedy nie krzyczano, że trzeba przyjąć chrześcijańskich uchodźców, którzy żyją w zagrożeniu życia i bezbronne i
niewinne osoby czeka wyrok wykonywany w okrutny sposób? Gdzie jest wolność wyznania w zachodnich demokracjach?

Tekst i zdjęcia Dorota Hałasa


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-09-09 17:30 | Information | Comments(0)

Państwo środka, które widziałam

f0340134_15194467.jpg
Jestem w państwie, w którym nie widać na ulicy żebraków. Jest schludnie i czysto. Miasta, które odwiedziłam czyli
Shenyang, Fushun i Pekin oraz te, przez które przejeżdżałam są zadbane, mają nowoczesną infrastrukturę, czyli drogi
i autostrady, nowoczesną architekturę. Na ulicach są dobre samochody i porządne autobusy miejskie. Komunikacja
miejska i taksówki są dość tanie. W Pekinie za odpowiednik 100 jenów (3 zł) można przejechać prawie całe,
zamieszkane przez 30 mln ludzi miasto.
f0340134_15205959.jpg
W Chinach można się z łatwością zatrzymać w dobrym hotelu, w którym może wprawdzie nagle zabraknąć wody i są
drobne mankamenty, ale jest on wygodny i spełnia wymagania wygodnego noclegu. W tutejszych nielicznych
supermarketach można wszystko kupić, a większość rzeczy jest rodzimiej produkcji, co świadczy o solidności rodzimej
gospodarki i rolnictwa. W eleganckich molach handlowych w większych miastach można zakupić wszystko łącznie z
towarami najdroższych, światowych wyrobów markowych sprzedawanych tu za podwójną cenę cen tokijskich. Można
dobrze albo nawrt wyśmienicie zjeść w jednej z dość licznych restauracji.

Mógłby być to obraz każdego miasta w kraju średnio albo nawet wysoko rozwniętym. W 2011 Chiny wyprzedziły Japonię
i stały się drugą, największą gospodarką świata porónywalną pod względem PKB z USA. Państwo Środka (nazwę Chiny
zapisuje się hieroglifami o tym znaczeniu) należy do największych eksporterów na świecie, w którym nie ma chyba kraju
gdzie nie ma towarów z nadrukiem „Made in China”.

f0340134_15214228.jpg
Jako podróżująca turystka widzę tu mało slumsów, typowych przecież dla każdego, a może szczególnie wysoko
rozwiniętego kraju świata. Niekiedy na sielankowym obrazku schludnego miasta pojawiają się jednak ludzie na
rowerach i różnego rodzaju skleconych pojazdach, którzy albo sprzątają ulicę, albo przewożą jakieś porozbijane,
stare częsci różnych urządzeń i przedmiotów. Są nawet sklepy z tymi pojazdami na trzech kółkach, które są czymś
pośrednim między małym samochodem i motocyklem. Nazywam je turkawkami. Są czyste i zadbane. Widzę, że
pełnią one rolę tańszych taksówek. Widać, że należą do innej, niewidzialnej dla oczu turystów dużo biedniejszej
grupy społecznej, która jest przez rządzący reżim skrzętnie ukrywana. Wypatruję gdzie ci ludzie jadą, dokąd zmierzają.
Giną jakby w tłumie ulicy. Nie ma tu mowy o żadnych uchodźcach. Nawet nie wszyscy obywatele mają całkowitą
swobodę poruszania się. Przed molem handlowym w Pekinie widziałam jak policjant podszedł do biednie
wyglądającej kobiety i kazał jej pokazać zawartość reklamówki. Pewnie badał czy czegoś nie ukradła.

W Shenynag i w Fushun biedniejsi ludzie na rowerach bacznie mi się przygladają. Jakbym była postacią z innego świata.
Dobrze ubrani przedstawieciele klasy średniej patrzą na mnie dużo dyskretniej, raczej zerkają. Nie da
się ukryć poza mną nie ma tu innych cudzoziemców tzw. białych. Ja sama poruszając się dwa dni dość intensywnie
po mieście nie widziałam żadnej bladej twarzy, ani innych cudzoziemców. Tym bardziej turystów.

f0340134_15224572.jpg
Od innych państw znajdujących się w czołówce gospdarczej świata odróżnia Chiny przede wszystkim to, że od 1949
roku rządzi tu rząd, który nie ma mandatu społecznego. Jest niewybieralny i niezmienialny, nie można z nim zadzierać,
a swoich praw można dochodzić tylko w bardzo ograniczonym zakresie. Jest to państwo policyjne. Obecność policji i
różnych służb bezpieczeństwa czuć na każdym kroku, w każdym z trzech odwiedzanych przeze mnie dużych miastach,
w kazdym parku i mniejszym miasteczku, na stacji kolejowej. Służą w nich młodzi ludzie, którzy są wychowani do służenia
temu systemowi, ludzie ci są w większości jedynakami, więc łatwiej ich podporządkować i widać, że pełnią swoją rolę w
poczuciu wyższości z powodu posiadanej nad innymi władzy. Większość przemysłu, hoteli i restauracji oraz świadczonych
usług znajduje się w rękach państwa.

f0340134_15245104.jpg
Ludzie

Chiny są najbardziej zaludnionym państwem świata. Mieszka tu 1 miliard 350 mln ludzi, czyli 19 % ludności świata.
Utrzymanie porządku oraz stabilności w tak zaludnionym, wielonarodowościowym i wielowyznaniowym kraju nie
należy na pewno do łatwych. Ale czy dyktatura jest jedynym z możliwych form sprawowania władzy?

W posiadającej niecałe 100 mln mieszkańców mniej Indii jest wpradzie demokacja, są wolne wybory, wszyscy prawie
ludzie nie tylko bogaci, ale i zamożni mają służących, których według prawa mogą eksploatować. Mogą też nabywać
dzieci, które zaspakajają ich potrzeby seksualne, miliony ludzi mieszkają na ulicach, miliony dzieci nie mają dostępu
do edukacji, a dziewczynki w niektórych kastach zabija się po urodzeniu, bo nie przyniosą korzyści rodzinie, której nie
stać na ich utrzymanie. Czy w niedemokratycznych Chinach jest lepiej?
f0340134_15283477.jpg
Rząd chiński nadal kontroluje wysokość urodzin i w ogóle życie swoich obywateli. Od dawna wiemy, że władze
sprzedają organy młodych ludzi skazanych na śmierć w niezbyt przekonywujących procesach sądowych.
Kiedy w 2000 roku mieszkałam w Malezji były tam organizowane wyjazdy do Chin na przeszczep potrzebnego
organu.

W Chinach nadal można mieć tylko jedno dziecko.Chyba, że się mieszka na wsi,
pochodzi z mniejszości narodowych, albo ma rodziców jedynaków. W takich przypadkach można mieć dwoje dzieci,
ale nie więcej. Związany jest z tym wysoki jest poziom aborcji, bo rodzice zdecydowani na jedno dziecko najczęściej
chcą, aby było ono chłopcem. Pytam co się stanie jeśli ktoś ma więcej dzieci. „Płaci się państwu karę, poza tym
dziecko, na które nie ma pozwolenia oficjalnie nie istnieje. Nie ma w związku z tym prawa do edukacji i świadczeń
społecznych.” Takiego człowieka po prostu nie ma w statystykach państwowych.” Ludzie na wsi się tym przepisem
najczęściej nie przejmują i mają więcej dzieci, które i tak zostaną na wsi, więc mogą nie istnieć w statystykach
państwowych. Z kolei „młodzi z klasy średniej w mieście coraz częściej nie chcą w ogóle mieć dzieci. Wolą używać
życia” mówi mój rozmówca w Fushun.

f0340134_15295667.jpg
„Jeżeli nie żyjesz dobrze z rządzącą partią to w ogóle nie żyjesz” mówi jeden z moich chińskich przewodników.
Opowiada, że niedawno niezadowoleni z warunków pracy taksówkarze postanowili zorganizować protest w Pekinie.
Umówili się co do dnia i czasu tego protestu. Poprzedniej nocy do każdego z taksówkarzy podszedł tajny agent,
który zapytał go w czetery oczy czy na pewno chce wziąć udział w proteście. „Wyobraża sobie pani jak się czuje
człowiek, do którego podchodzi tajny agent i mówi mu, że wie o jego zamiarze protestu i zaleca, aby pomyślał o
konsekwencjach? To działa dużo mocniej niż ostrzeżenie zbiorowe.” Taka rozmowa to skarb, bo Chińczycy
niechętnie rozmawiają szczególnie o swoim życiu. Większość ludzi milczy, albo wypowiada jak namniejszą ilość
słów. Widać, że milczenie jest tu złotym srodkiem na przetrwanie. Ludzie mają w większości dość spięte twarze,
ale mniej niż np ludzie w Hanoi, które odwiedziłam kilka lat temu.

f0340134_16252789.jpg
Rządząca partia komunistyczna panicznie boi się wolności słowa. Blokuje więc dostęp do większości światowych
portali i usług internetowych. W żadnym miejscu nie mogłam otworzyć Facebooka, Google, gmaila ani Youtube.
Kiedy próbuję włączyć te serwisy włącza się informacja o niedostępności usługi. Pytam Chińczyków, którzy bywają
w Japonii. Potwierdzają, że nie mogę z tych serwisów korzystać w ich kraju. Mają natomiast stworzony przez władze
Face-chat, którym się komunikują i który zapewne jest kontrolowany przez władze. Iphone i inne smartfony zastąpił
niedawno jako najbardziej popularny smartphone chińskiej produkcji, który działa dużo lepiej niż zagraniczne
systemy. (Nic w tym dziwnego skoro państwo kontroluje dostęp do wszystkiego i rozdziela wszystko wedlug
swojego uznania.) Słyszę potem od znajomego Europejczyka, że jego znajomy używa Facebooka w Pekinie.
Widać są równi i równiesi.

f0340134_15304409.jpg
Ruch w miastach, które odwiedziłam odbywa się komunikacją miejską. Lokalnymi turkotkami i taksówkami oraz
samochodami osobowymi. Samochodu nie można sobie kupić ot tak. Władze dbają, aby na ulicach samochodów
nie było zbyt dużo. Prawo do zakupu samochodu w Pekinie trzeba wylosować. Dopiero jak się wylosuje można
sobie sprawić jakąś maszyne w ciagu 3 miesięcy. Jeżeli ktoś nie zdąrzy musi losować po raz kolejny.

Z Shenyang do Pekinu jadę wygodnym i szybkim pociągiem chińskiej produkcji, w którym lepiej nie korzystać z toalety.
Na środku nowoczesnej stacji kolejowej w Shenyang rzuca się w oczy wydzielone duże pomieszczenie z fotelami
dla podróżujących pierwszą klasą. Zajmuje sporą część poczekalni. „Z tym chińskim shinkansenem (japońska nazwa
szybkiego pociągu) było tak: Chińczycy ogłosili, że potrzebują pociągów szybkich linii. Od razu zgłosili się producenci
z Japonii, Kanady, Niemiec i Francji, którzy dostaczyli na próbę swoje pociągi. Chińskie linie kolejowe korzystały z
nich przez kilka lat, po czym ogłosiły, że wyprodukowały własny pociąg i nie potrzebują zagranicznych. Wzięli po
trochu od każdego producenta. Jak pani widzi w srodku pociag wygląda jak japoński shinkansen” mówi architekt,
który od kilkunastu lat ma biuro w Szanghaju i projektuje biurowce w Chinach, Japonii i Stanach Zjednoczonych.

f0340134_15313432.jpg
Decydująca dekada

Japoński architekt, mówi mi, że dla istnienia obecnego reżimu decydujące będzie następna dekada. „W ciągu najbliższych
10 lat ten rząd albo wzmocni swoją pozycję i ją utwierdzi, albo upadnie. Trudno powiedzieć co się stanie”-mówi.
„Rządząca partia bardzo się boi nastrojów ludzi. Boi się zgromadzeń dużej ilości ludzi. Niedawno był wypadek, w którym
3 taksówkarze w jakiś sposób uprowadzili i chcieli zgwałcić pewną kobietę. Ona złapała za nóż. Zabiła jednego, a
pozostałych dwóch zraniła, jednego poważnie, drugiego mniej. Została osądzona i skazana na śmierć. Pod więzieniem,
w którym przebywała zaczęli gromadzić się ludzie żądający łagodniejszej kary, bo kobieta działała w obronie swojej
godności. Partia się przestraszyła, zarządziła ponowne dochodzenie i kobieta została uniewinniona”-mówi jeden
Chińczyk w Pekinie.
f0340134_15345748.jpg
„W tym kraju jest niebywała korupcja sięgająca od góry na sam dół. Wpływa ona na życie wszystkich ludzi. Chińczycy
lubią budować eleganckie biurowce i inne budowle, ale budują je ze słabych materiałów, bo materiały są w trakcie
budowy rozkradane i ich jakość maleje. Poza tym władze nie utrzymują swoich budowli po ich zakończeniu i one
szybko niszczeją” mówi mi architekt pokazując na dworzec kolejowy szybkiej kolejki w Pekinie. ”Wybudowany 7 lat
temu, a już rdzewieje” dodaje.

Pytam o zarobki. „Robotnik w fabryce zarabia ekwiwalent 600 euro na miesiąc. Ale w tym kraju rożnice majątkowe
są gigantyczne. Najbogatsi zarabiają 150 milionów razy więcej niż najbiedniejsi.” Myślałam, że się przesłyszałam, ale
mój rozmówca powtarza tą samą liczbę. „Ziemia w Chinach należy do państwa, więc nie ma problemu z budową drogi
lub linii kolejowej” mówi. Po prostu usuwa się się ludzi z terenu planowanej budowy. Władze ustalają którędy będzie
wiodła droga, co oznacza, że tych innych, biednych Chin, w których produkuje się tanie zabawki i towary do japońskich
sklepów 100 jenowych (3 zł) nie będzie mi dane zobaczyć.

Domy

Ludzie są w Chinach skoszarowani w blokach. Właściwie nie widać tu domków jednorodzinych. Nawet na wsi mieszkają
w swojego rodzaju czworakach, czyli jednopiętrowych szeregowcach. Rolnicy dzierżawią ziemię od władz i ją uprawiają.
Muszą oddać część dochodów państwu. Jadąc pociągiem szybkich linii z Shenyang do Pekinu (4 godziny) widzę dużo
pól uprawnych sporej wielkości. Rosną na nich głównie ryż, kukurydza i jakaś roślina, której nie potrafię rozpoznać.
Czy to jest proso?
f0340134_15352323.jpg
Architekt mówi, że bloki w mieście są kupowane przez właściciela, który dzierżawi mieszkanie na państwowej ziemi
przez 70 lat i nie ma prawa do przedłużenia umowy, a więc i dziedziczenia. Mieszkania oddawane są w stanie
surowym i każdy wykańcza je we własnym zakresie.

O innej kulturze budowlanej świadczą ubikacje. Nawet w siedzibach władz stanowią je po prostu emaliowane dziury
w podłodze. Zużyty papier toaletowy wyrzuca się do kosza obok, a nie do „klozetu” co oznacza, że budowa rur nie
należy do najlepszych. Rozbawił mnie widok toalety w eleganckim budynku rządowym. Toaleta wygladałą tak jak
wyżej napisłam, ale ściany stylizowane były na marmurowe i miały efektowny szlaczek, a na tym swego rodzaju
klozecie napisane było: „american standard”. Czyli kompleks zgniłego zachodu jednak istnieje.

f0340134_15335996.jpg
W nocy spoglądałam z ulicy przez okna mieszkań przy głównych ulicah. Nie było to trudne i nie wymagało nachalnego
zachowania, bo ludzie nie używają firanek ani zasłon. Widziałam bardzo proste wnętrza mieszkań. Bardzo skromnie
urządzone. Na ścianach zdjęcia ślubne, zdjęcia dzieci albo postaci z jakichś filmów animowanych. Z dala od centrum
widać eleganckie apartamentowce, w których życie wygląda zapewne zupełnie inaczej.

Wieczorem ulice miast są wyludnione. Nie widać sklepów całodobowych, ani oficjannie działających miejsc rozrywki.
Koło naszego hotelu w Fushun była dyskoteka, ale ceny, które na niej widziałam świadczą o tym, że jest zarezerwowana
dla bogatszych klientów.

Tekst i zdjęcia i Dorota Hałasa


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-09-07 15:35 | Information | Comments(0)

Japońskie serenady

f0340134_11410531.jpg
Mówi się, że każdy naród ma swoje szczególnie cenne historyczne trofea, każdy hołubi jakieś szczególnie cenne dla niego
pamiątki, otacza czcią pewne wspomnienia, tworzy legendę swojej przeszłości, co pomaga mu odnaleźć się w natłoku
wydarzeń dzisiaj i teraz. Każdemu narodowi pozwala to rozpoznać samego siebie wśród wieloznaczności różnych
motywów kulturowych. Pomaga mu stworzyć swoje oryginalne „ja” w świecie globalnej uniformizacji historii i sztuki.

Siedzę na werandzie, w gorący rekolekcyjny dzień. Japońskie, letnie gorąco jest przytłaczające, bo nasycone wilgocią.
Stanowi to doskonala okoliczność dla wegetacji roślinnej. Japonia jest zielona. 70 procent jej terytorium stanowia lasy.
Nie może być inaczej, skoro jest to kraj górzysty, a góry są tutaj niedostępne, gdyż nie ma tego, do czego jesteśmy
przyzwyczajeni w Polsce, gdzie pagórki łagodnie przechodzą we wzgórza, a te znów stopniowo zamieniają się w góry
gdzie jeszcze ciągle widać drogi, dachy domów, pola oraz pastwiska i dopiero na koniec, w najwyższych ich częściach
są one niedostępne i dzikie. Tutaj nagle wyrasta ściana górska i pnie się od razu stromo ku szczytowi. Takie ukształtowanie
terenu nie nadaje się do upraw rolnych, ale nie znaczy to wcale, że opuszczone jest przez roślinność.

Wprost przeciwnie, roślinność jest tutaj bujna. Zielona czapa obrasta te wszystkie stromizny szczelnie, bo nie prowadzi
tamtędy żadna droga, nie ma zadnego domostwa ani pola. Zieleń i wilgoć to doskonale środowisko dla wszelkiego
rodzaju ptaków i insektów. Mój tradycyjny, japoński dom usytuowany jest w mieście, koło świątyni buddyjskiej i cmentarza.
Posiada maleńki ogródek. W okolicy jest sporo drzew. Głos świerszczy i cykad jest tak donośny, ze można to tylko porównać
z koncertami żab w naszych stawach czy sadzawkach, tyle że japońskie cykady są jednak znacznie bardziej głośne.
Ich glos zagłusza nawet szum pojazdów przejeżdżających na pobliskiej drodze i pociągów elektrycznych, które przejeżdżają
opodal co parę minut. Brzęczenie, cykanie, pilowanie, rżnięcie tartaczne i stukanie w blachę jest tak obłędne, nieustanne,
nachalne, że albo człowiek przestanie na nie zwracać uwagę, albo dostanie bzika z powodu feerji akustycznych wrażeń.
Jest jeszcze inne rozwiązanie: pokochanie tych dźwięków. Są przecież naturalne, jak wodospad, jak szum morza albo
wiatru, jak gdakanie kur…
f0340134_11560853.jpg
Wrazenie akustyczne, o których mowa sa jednak udramatyzowane przez powszechne przekonanie Japończyków, o którym
mi często mówiono, że cykady mają bardzo smutny los, ponieważ całe siedem lat żyją pod ziemią, jako larwy i tylko po tym
czasie wyzwalają się z podziemnych ciemności, wychodząc na powierzchnię ziemi, aby mieć tam do swej dyspozycji tylko
jeden tydzień, w ciagu którego mają się spełnić, w tańcu godowym, do którego wzajemnie się nawołują poprzez ten
oblędnie nachalny i oblędnie namiętny trel.

f0340134_12004300.jpg
Nie wiem, czy można uznac te historię za romantyczną, jak na przykład opowiadania i piosenki o kwiecie jednej nocy, ale
wiem, ze nie posiada ona w sobie coś z charakterystycznego dla Japonii lagodnego ciepla i pokoju pól ryżowych. Wydaje
mi się również, że jest ona odległa od klimatu pełnych wdzięku grzecznościowych ukłonów tutejszych ludzi. Może się
jednak mylę, może w charakterze Japonczykow kryje sie również coś innego, coś co przypomina utajone pod ziemia
życie cykad i co ujawnia się nagle i na krótki czas?

f0340134_12064000.jpg
W dziwny sposób lączy się to w logiczną całość z magią kilku wiosennych dni, w których kwitną drzewa wiśniowe. Czas ten
traktowany jest przez Japończyków niemal mistycznie. Charakteryzuje się on spacerami po wiśniowych alejach, przyjęciami
pod kwitnącymi drzewami, a niektórym i to za mało, dlatego również spędzają pod nimi noce, nie chcąc rozstawać się z
poezją kwitnących wiśni. Są też tacy, którzy w te dni otwierają książki i sycą się poetycznymi strofami, aby tym mocniej
przeżyć ową krótką chwilę przemienionego świata, która szybko przemija, wraz z wiatrem i milionami opadających płatków
wiśni. Zachwyt dotyczy piękna, które nagle się ujawnia bukietami kwitnących drzew i które ulatuje potem, ciesząc się
swym krótkim żywotem przemienionego swiata.

Poezja opadających płatków wisni, które symbolizują kruchość życiowego piękna, była wykorzystywana do uwzniośnienia
polityki i wysyłania na śmierć młodych pilotów kamikadze. Mieli oni swoją samobójczą ofiarą zrealizować ideał rycerskiego,
wiosennego, pełnego poezji piękna. Drametyczną, żeby nie powiedzieć tragiczną stroną tej poetyki jest fakt, że drzewa
wiśniowe kwitną, ale nigdy ich kwiaty nie zamieniaja się w owoce i dlatego są one w pewnym sensie tylko pięknymi
wrażeniami, ale to trochę za malo, aby stanowić praktyczną filozofię życia.

O. Zygmunt Kwiatkowski


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-09-06 12:13 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)

Głośne wołanie małego Matiosa

f0340134_18512021.jpg
Pomieszał mi szyki ten dzieciak. Woła do mnie swoimi telefonami od dwóch dni niemal co kwadrans. Co spojrzę na ekran
mojego Iphona wyświetla mi się z Viber’a, wraz nowym wpisem, twarz tego grubaska, w którego domu odprawiałem
czasem Mszę św. dla grupy rodzin nad którymi miałem duchową pieczę w Damaszku.

Bardzo deprymujące jest dla człowieka, gdy ktoś na niego nieustannie patrzy i czeka. Tak już jest ze mną od dwóch dni.
Dajesz delikatnie do zrozumienia, że już wystarczy, ze więcej nie trzeba, że chciałbyś wreszcie swobodnie sobie pooddychać.
Sądzisz, że rozmowa jest już skończona, a tu przychodzi znów świeży „message”, czyli znów widzisz twarz Matiosa, który
patrzy na ciebie i czeka. Przy czym nie tyle chodzi mu o twoje słowa, ale o twoje zachowanie, abyś zrobił dla niego to o co
on cię prosi.

Mały Matios chce opuścić Syrie. Oczywiście nie sam, ale z całą rodziną. Z ojcem, matką i dwiema siostrami. Chce to uczynić
już teraz, zaraz i krzyczy do ciebie wołając o pomoc.Początkowo sprzeciwiał się ojcu i nie chciał emigrować, a teraz, od
dwóch dni co piętnaście minut sprawdza, czy coś zrobiłem aby im ułatwić ucieczkę . Mówi, że już są spakowani, to znaczy
nie obchodzi już ich co stanie się z ich mieniem na które wcześniej tak ciężko pracowali. Chcą wyjeżdżać natychmiast.
Chcą stąd się wyrwać. Tutaj nie ma pracy (od pierwszych chwil „rewolucji” narzucono Syrii embargo ekonomiczne), nie
ma prądu, wody, jedzenia.

f0340134_18515948.jpg

Chce się ratować, tym bardziej , że na horyzoncie zima. Na domiar złego wzmaga się ofensywa ISIS. Ich pociski spadają
na dzielnice mieszkaniowe Damaszku. Są to ataki nękające. Nie wiadomo kiedy i nie wiadomo gdzie będzie nowy wybuch.
Chodzi o to, aby ani chwili i w żadnym miejscu, nikt z mieszkańców tego miasta nie czuł się bezpieczny. Za każdym większym
wybuchem, Matios i jego bliscy, spontanicznie, jak wszyscy inni w tym kraju, mówią „alhamdu lillah” , czyli „dzięki Bogu”,
bo pocisk nie spadł im na głowę. Nie wiem, czy nadal to mówią, bo brzmi to również przecież, jak podziękowanie, że
pocisk spadł na dom sąsiadów, którzy są tak samo przerażeni i tak samo jak oni niewinni.Pisał mi chyba przed pół rokiem
Rabij, ojciec Matiosa, że wyjechaliby do Europy, gdyby taka okazja się im trafiła, do Holandii albo do Szwecji, bo tam
jego dzieci mają swoich kolegów i koleżanki i tam, jak słyszeli, uciekinierom z Syrii najlepiej się powodzi.

Matios napisał mi wczoraj zupełnie groteskowe słowa, o tym, że dla dzieci bardzo ważna jest nadzieja, po to aby mogły
normalnie żyć, uczyć się i rozwijać. Odebrałem to jako próbę intelektualnej manipulacji ze strony Matiosa, aby mnie
skuteczniej przekonać do działania. Widocznie dzieciak wyobrażał sobie, że ten wysoce intelektualny argument, mnie
dorosłego, musi ostatecznie przekonać. Potem , po tym uczonym wstępie, wypalił już bez ogródek, abym „coś” zrobił,
by ich rodzina, mogła uciec z Syrii. Odpowiedziałem, ze nie wiem, czym mogłoby być to „coś”, którym mógłbym im
pomóc, a on głęboko rozczarowany zrozumiał, że „nic” nie chcę dla nich zrobić.

Wyraźnie było widać , że mamy inny stosunek do czasu, należąc do dwóch różnych światów. Ludzie mający na codzień
kontakt z terrorem, zastraszeni, przerażeni, głodni, wyczerpani nerwowo, wołający o ratunek nie rozumieją mojego:
dobrze, dziekuję, zajmę się waszym zgłoszeniem, za tydzień, bo pan naczelnik jest na urlopie, w przyszłym tygodniu
powrócimy do tej sprawy… Inaczej rozmawiam ja, a inaczej ktoś kto się decyduje na opuszczenie wszystkiego co
posiada, sprzedając to po niskiej cenie, aby oddać następnie cały swój dobytek tureckim przemytnikom i europejskiej
mafii w zamian za obietnice dostani się w głąb Europy, za cenę ryzyka że zostaną ograbieni z pieniędzy, a czasem
nawet za cenę utraty życia.

Ostatni wpis Matiosa był wczoraj. Dzisiaj nie miałem już żadnego komunikatu z jego strony. Powierzył mi w nim sprawę
ich ucieczki. Powtarzając już któryś raz z rzędu, że chodzi o wyjazd całej rodziny, po czym podał imiona poszczególnych
jej członków, zaczynając od ojca, poprzez matkę i jego dwie młodsze siostry , a kończąc na : „ja Matios”, czyli po polsku
Mateusz. Oficjalny formularz został przez niego sporządzony, teraz do mnie należy poprowadzenie tej sprawy do
szczęśliwego końca.

O. Zygmunt Kwiatkowski

[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-09-03 18:52 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)