<   2015年 05月 ( 19 )   > この月の画像一覧

Hiob, jeden z wielu



f0340134_22254351.jpg
„Żył w ziemi Us człowiek imieniem Hiob. Był to mąż sprawiedliwy, prawy, bogobojny i unikający zła. Miał siedmiu synów i
trzy córki. Majętność jego stanowiło siedem tysięcy owiec, trzy tysiące wielbłądów, pięćset jarzm wołów, pięćset oślic oraz
wielka liczba służby. Był najwybitniejszym człowiekiem spośród wszystkich ludzi Wschodu.

Synowie jego mieli zwyczaj udawania się na ucztę, którą każdy z nich urządzał po kolei we własnym domu w dniu
oznaczonym. Zapraszali też swoje trzy siostry, by jadły i piły z nimi. Gdy przeminął czas ucztowania, Hiob dbał o to, by
dokonywać ich oczyszczenia. Wstawał wczesnym rankiem i składał całopalenie stosownie do ich liczby. Bo mówił Hiob do
siebie: "Może moi synowie zgrzeszyli i złorzeczyli Bogu w swym sercu?" Hiob zawsze tak postępował.” (Hi 1, 1-5) Hiob i
jego rodzina mieli perpsketywę szczęśliwego i dostatniego życia, gdyby nie pewne wydarzenie w niebiosach.

„Zdarzyło się pewnego dnia, gdy synowie Boży udawali się, by stanąć przed Panem, że i szatan też poszedł z nimi. I rzekł
Bóg do szatana: "Skąd przychodzisz?" Szatan odrzekł Panu: "Przemierzałem ziemię i wędrowałem po niej". Mówi Pan do
szatana: "A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba? Bo nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy,
bogobojny i unikający grzechu jak on". Szatan na to do Pana: "Czyż za darmo Hiob czci Boga? Czyż Ty nie ogrodziłeś
zewsząd jego samego, jego domu i całej majętności? Pracy jego rąk pobłogosławiłeś, jego dobytek na ziemi się mnoży.
Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego majątku! Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył". Rzekł Pan do szatana: "Oto cały
majątek jego w twej mocy. Tylko na niego samego nie wyciągaj ręki". I odszedł szatan sprzed oblicza Pańskiego.”
(Hi 1, 6-12)

Pan Bóg oddał Hioba we władanie diabła, który szybko sprawił, że Hiob w krótkim czasie stracił nie tylko cały majątek, ale
i wszystkie dzieci. Jednym słowem stracił wszystko co miał i dzieci, które kochał. Stał się biedny. „Hiob wstał, rozdarł swe
szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł: "Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał
Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!" W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości.”
(Hi 1, 20-22)

Szatan nie byłby jednak szatanem gdyby zadowolił się błogosławieństwem Pana Boga. Zarzucił Bogu, że Hiob nadal oddaje
mu cześć, bo strata nie dotyczy jego samego, nie zadaje mu cierpienia fizycznego. Pan Bóg wystawił Hioba n próbę i
oddał go ponownie we władanie szatana.

„Odszedł szatan sprzed oblicza Pańskiego i obsypał Hioba trądem złośliwym, od palca stopy aż do wierzchu głowy.
[Hiob] wziął więc skorupę, by się nią drapać siedząc na gnoju. Rzekła mu żona: "Jeszcze trwasz mocno w swej prawości?
Złorzecz Bogu i umieraj!" Hiob jej odpowiedział: "Mówisz jak kobieta szalona. Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła
przyjąć nie możemy?" W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył swymi ustami.” (Hi 2, 7-10)

Hiob stracił wszystko co posiadał, zachorował na trąd, czyli chorobę nieuleczalną, która stoczała go na samo dno drabiny
społecznej. Stał się chorym nietykalnym. Nie wolno go było nie tylko dotknąć, ale nie wolno się było nikomu do niego zbliżyć.
Cierpiał nie tylko na ciągły fizyczny ból, ale i na wyszydzenie oraz osamotnienie.

„Usłyszeli trzej przyjaciele Hioba o wszystkim, co na niego spadło, i przyszli, każdy z nich z miejscowości swojej: Elifaz z
Temanu. Bildad z Szuach i Sofar z Naamy. Porozumieli się, by przyjść, boleć nad nim i pocieszać go. Skoro jednak spojrzeli
z daleka, nie mogli go poznać. Podnieśli swój głos i zapłakali. Każdy z nich rozdarł swe szaty i rzucał proch w górę na głowę.
Siedzieli z nim na ziemi siedem dni i siedem nocy, nikt nie wyrzekł słowa, bo widzieli ogrom jego bólu.” (Hi 2, 11-12)

I od tego momentu zaczyna się tragedia człowieka i analiza jego prawdziwej natury, a tym samym natury jego relacji z
Bogiem. Prawdziwej i szczerej miłości do Boga, takiej która nie jest tylko pobożnym zachowaniem i sielankowym śpiewm,
lecz również krzykiem cierpienia i osamotnienia.

„Wreszcie Hiob otworzył usta i przeklinał swój dzień. Hiob zabrał głos i tak mówił: "Niech przepadnie dzień mego urodzenia
i noc, gdy powiedziano: "Poczęty mężczyzna". Niech dzień ten zamieni się w ciemność, niech nie dba o niego Bóg w górze.
Niechaj nie świeci mu światło,... Dlaczego nie umarłem po wyjściu z łona, nie wyszedłem z wnętrzności, by skonać? Po cóż
mnie przyjęły kolana a piersi podały mi pokarm? Nie żyłbym jak płód poroniony, jak dziecię, co światła nie znało.”
(Hi 3, 1-4, 11-13)

W człowieku, który widzi obolałego przyjaciela i próbuje się nawet wczuć w jego cierpienie łatwo budzi się z czasem poczucie
wyższości. Ludzki sposób myślenia zakłada rozumowanie dotyczące przyczyn i skutków. Po pierwotnym szoku i milczeniu,
które było współczuciem dla doli Hioba, przyjaciele poczuli się lepsi. Zaczęli dociekać przyczyn, które doprowadziły Hioba
do tak tragicznego położenia i obwiniać go za sytuację, w której się znalazł.

Po tygodniu współczucia i milczenia zaczynają głośno domyślać się jakie wykroczenie przeciw Bogu mógł popełnić Hiob, że
wpadł w taką niełaskę. Podejrzewają, że jego cierpienie musi mieć jakąś przyczynę, czyli winę której się dopuścił w stosunku
do Boga. Wszyscy trzej rozumują według pewnego schematu myślenia i nie mogą pojąć, aby zachowujący przykazania,
bogobojny Hiob został ukarany przez Boga bez przyczyny. Przyjaciele zaczynają stopniowo czuć wyższość nad Hiobem,
że oni nie dopuścili się przewinienia. Próbują skłonić go do samorefleksji i przyznania się do poepłnionego grzechu.

Hiob czuje się niewinny i nie daje się zwariować. Nie pozwala sobie wmówić winy i powtarza, że nie boi się stanąć przed
Panem Bogiem, że chciałby wiedzieć jaką winę popełnił. Co jest jego przewnieniem, gdzie się pomylił? Żali się krzyczy i
płacze domagając się sprawiedliwego osądu. Będąc opuszczonym i osamotnionym nie poddaje się presji najbliższych i
nie przyznaje do przewinień, których nie popełnił, choć oznacza to całkowite niezrozumienie i osamotnienie.

Krzyk Hioba jest równocześnie jego modlitwą, w której nie złożeczy, nie przeklina Boga, tylko zabiega o wyjaśnienie. Hiob
ma ciągle nadzieje i wierzy, że jego śmierć nie jest końcem jego bytu, że nawet jeżleli nie doczeka tego za życia Bóg jest
sprawiedliwy i sprawiedliwie osądzi go po śmierci, że na pewno go nie skrzywdzi. Księga Hioba staje się tym samym jakby
przejściem ze Starego Testamentu do Nowego. Przyjaciele Hioba tkwią jeszcze w Starym Testamencie i jego wizji groźnego
Boga karzącego za przewinienia. Hiob jest rodzącym się nowym człowiekiem, który wierzy w zbawienie i w życie wieczne,
w sprawiedliwość i miłosierdzie Boża oraz w to, że człowiek nie jest w stanie pojąć woli Bożej, może się jej tylko poddać.
Hiob staje się też symbolem Kościoła powszechnego, bo nie jest Żydem, czyli nie należy do narodu wybranego.
Symbolizuje osamotnienie, poniżenie, wyszydzenie i cierpienie samego Chrystusa, który poddał się woli Bożej.
Choć zostaje osamotniony podobnie jak Jezus zawierza się Bożemu miłosierdziu i w nim trwa.

Jest zwykłym człowiekiem, każdym z nas, który przynajmniej raz w życiu czuje się opuszczony, wyszydzony i cierpiący,
który krzyczy i płacze „Boże dlaczego mnie opuściłeś?” „Gdzie jesteś? Dlaczego nie spieszysz ku mojemu ratunkowi,
przecież Cię nigdy nie zdradziłem”. Jest to krzyk zrozpaczonego i słabego dziecka potrzebującego i desperacko szukajacego
ręki rodzica, dziecka które się boi ciemności i nie wie co ma dalej robić. Każdy musi przez to przejść, aby odnależć w sobie
prawdziwą miłość i prawdziwe zawierzenie się woli Bożej. Są milionu Hiobów cierpiących w tej chwili na świecie podobnie
jak on. W niczym nie są oni gorsi ode mnie i nie ma żadnego powodu, dzięki któremu ja zasłużyłam sobie na lepsze życie.
Nie są winni swojemu losowi i swoim cierpeniom. Nie jestem w stanie zrozumieć zamysłów Bożych co do siebie i losu innych
osób. Mogę się tylko zawierzyć. „Niech Twoja, a nie moja wola się stanie”. Amen

Dorota Hałasa
f0340134_22263695.jpg


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-05-31 22:31 | Bible Classes | Comments(0)

Przyjdź i odnów

f0340134_09411332.jpg
Znów przeżywamy szczególny czas w naszym Kraju. Stała się bowiem niespodzianka, która była jednak oczekiwana przez
wielu i wymadlana przez naród. Nie potrafię widzieć w tym co sie stało zwykłej tylko gry sił politycznych, albo traktować
wyboru nowego prezydenta , jako rezultatu prostych układów i skomplikowanych zbiegów okoliczności, zrozumiałych tylko
dla socjologów i psychologów społecznych .Nie mogę nie dostrzec w tym wydarzeniu głębszego sensu, posiadającego swoje
źródło nie tylko w tym co materialne i pragmatyczne. Sądzę, że nie tylko w moim przekonaniu, chodzi tutaj o perspektywy
bardziej dalekosiężne aniżeli tylko bieżąca pragmatyka polityczna, w jej laickim rozumieniu.

To co się stało na arenie politycznej podczas wyborów prezydenckich można by krótko ująć jako przegrana Goliata z
Dawidem. Goliat posiadał w ręku wszystkie atuty potrzebne do odniesienia zwycięstwa, dlatego już na samym początku
celebrował swój tryumf i nie dostrzegł tego, ze Dawid broni świętości oraz, że w związku z tym Święty w którego imieniu
stawał do walki zadecyduje o wygranej. Goliat miał do wykonania zadanie, Dawid natomiast posiadał misję do spełnienia.
Oczywiście traktuję to porównanie tylko jako swego rodzaju biblijną matrycę pomocną do zrozumienia tego co się
wydarzyło, wbrew laickiej lekturze zdarzeń, która się kieruje samą tylko racjonalnością i dla której najwyższym dogmatem
jest słowo „demokracja.” Orzeka ona o wszystkim, włączając w to również sferę moralną i sferę wartości, opierając się
na zawodnym argumencie posiadania aktualnej większości głosów. W ten sposób, „demokratycznie” ustalane jest również
to co prawdziwe i to co słuszne i jako takie , wyposażane w celu zapewnienia sobie skuteczności, w sankcję prawną i
policyjną siłę.

Czyni się to w imię fałszywie rozumianej wolności, gdyż prawdziwa wolność jest zawsze sprzymierzona z życiem i broni
godności człowieka. Nie mogę w tym momencie nie wspomnieć o świętujących , prostych ludziach, cieszących się wynikiem
wyborów. Widziałem uśmiechy porozumienia w ich spojrzeniach, zdradzające nadzieję i wiarę. Przypomniały mi one inny
poranek w naszym kraju, a mianowicie narodziny Solidarności. Tego samego ducha się wówczas czuło i tę samą nadzieję.
Oczywiście na większą wówczas skalę.
f0340134_09421215.jpg
Zdaję sobie sprawę, ze jest to tylko rodzaj prywatnych impresji, daleki od rygoru i wiarygodności naukowych, badań,
sondaży i obliczeń … Ale świętujemy przecież obecnie również zwycięstwo nad sondażami, które pomimo całego
majestatu ich naukowości i profesjonalizmu zwyczajnie i po prostu zawiodły. Dawały rządzącym komfortowe poczucie
bezpieczeństwa i siły i… Dawid pokonał Goliata. Dobrze , że tak się stało, bo nie można władzom i instytucjom dawać
monopolu orzekania o tym co powinni mówić i jak powinni myśleć ludzie , ale to raczej trzeba dać możliwość myślenia
i mówienia ludziom.

Wydarzyło się w naszym kraju coś dziwnego, coś co „nie miało prawa” się zdarzyć. Dosadnie acz zbyt wulgarnie
wyartykułował to pewien bardzo doświadczony polityk , chcąc aby w świadomości społecznej odcisnęło się w sposób
absolutnie niewzruszalny przekonanie, iż prezydentem może być tylko Bronisław Komorowski, chyba że zdarzyłaby się
rzecz zupełnie nieprawdopodobna i po pijanemu przejechałby na pasach dla pieszych zakonnice …. Nie będę kończył tej
tyrady, bo stała się ona tak głośna, że wszystkim wiadomo o co chodzi. Nie pomogło to jednak jego kandydatowi, ale
raczej go pogrążyło, bo zamiast strachu, zachęciła raczej ludzi do sprzeciwu. Na szczęście istnieje nie tylko siła medialnych
instrumentów i nie tylko potęga pieniądza, ale liczy się również wrażliwość moralna i potęga ducha, o czym polityka
często zapomina, błędnie sądząc , że można tę potęgę oszukać , zastępując ją manipulowaniem symbolami religijnymi.

Tak się również złożyło, że wybory odbyły się w uroczystość Zesłania Ducha Świętego, co w zupełnie naturalny sposób
ewokuje pewne wspomnienia, a mianowicie pamiętną wizytę papieża-Polaka, dzisiaj już przez Kościół uznanego za świętego,
Jana Pawła II. Przyjechał z pielgrzymką do swego kraju ojczystego i w stolicy, na Placu Zwycięstwa, wypowiedział tę
niezapomnianą modlitwę : „Niech zstąpi na nas Duch Święty i odnowi oblicze ziemi” . Papież wówczas uzupełnił to biblijne
wezwanie słowem dodanym od siebie: TEJ ZIEMI, wskazując tym samym na nasz kraj, nasze społeczeństwo, naszą historię
teraźniejszą.

Po tej wizycie zaczęły się „zielone święta” naszego narodu. Zrodziła się wówczas Solidarność. Powiało duchem wolności,
który okazał się nie do zatrzymania przez struktury i przez funkcjonariuszy reżimu komunistycznego. Polska była na ustach
całego świata. Rozpoczął się nasz narodowy marsz ku wyzwoleniu. Rozpadł się Blok Wschodni. Bez wojen, bez rozlewu krwi,
w cudowny sposób , za rządów Gorbaczowa zdemontowany został system sowiecki. Partia komunistyczna musiała zgodzić
się na system demokratyczny, taki jaki miał świat zachodni. Staliśmy się częścią zjednoczonej Europy, ale ani Unia nie
okazała się być taką za jaką ją braliśmy, ani Solidarność nie okazała się solidarna. Polska się podzieliła wewnętrznie.
Wykorzystali to ci, którzy formalnie stracili władzę, a de facto przejęli ją ponownie, w inny sposób, reorganizując swoją
tutelę polityczną nad Krajem pod innymi hasłami ideowymi i poprzez „demokratyczne” instytucje. Praktycznie zaś odbyło
się to przez zapewnienie sobie kontroli nad schedą ekonomiczną pozostawioną przez socjalistyczne państwo, poprzez
służby specjalne i poprzez kontrolę nad mediami. Miało to oczywiście reperkusje odnoszące się do całej sfery życia
publicznego i prywatnego Polaków.

Takie warunki stanowiły pożywkę dla rozwinięcia się u nas mentalności partyjnej, zamiast mentalności obywatelskiej,
stosując prostą zasadę obdzielania przywilejami swoich, a odmawiania ich przeciwnikom. Przypominało to model znany
z czasów sprawowania władzy przez „wiodącą partię”, posiadającą monopol na prawdę, a więc zarówno na to o czym było
informowane społeczeństwo, jak i to aby było ono w „jedynie słuszny” sposób „uświadamiane”. Powtórzył się znany z tzw.
minionych czasów proceder kreowania rzeczywistości fikcyjnej, narzucając ją ludziom jako wizję realną i powszechnie
obowiązującą. Czuwała nad tym falanga propagandzistów, działających w „demokratyczny” i „europejski” sposób, nie
gardząc bynajmniej ani perswazją pieniężną ani presją sądowniczą. Tak jak za dawnych czasów, podzielono Polaków na
lepszych i na gorszych, na otwartych i na zacofanych, godnych i niegodnych państwowej troski i państwowego uznania.

Teraz jednak ważne jest to, aby nie popaść w tryumfalizm . Nie wolno nam zapomnieć tego co stało się z Solidarnością,
sprowadzoną na manowce przez manipulacje wielkiej polityki. Solidarność się podzieliła, spenetrowana przez agentów,
reprezentujących interesy różnych graczy politycznych, zarówno krajowych jak i zagranicznych. Dzisiaj, kiedy znów widzimy
znamiona społecznego przebudzenia, które ustępujący prezydent, nazwał nawet „pospolitym ruszeniem”, musimy pamiętać,
aby ten potencjał ludzki znów nie został wyprowadzony w pole i nie został zmarnowany.

Tym bardziej staje się zatem oczywiste, że zasadniczym elementem nowej, powyborczej praxis powinno być POJEDNANIE,
bowiem wrogość i potępianie, osobiste porachunki i zbiorowe nagonki, karierowiczowskie pięcie się w górę i mafijne
windowanie kolesiów na intratne stanowiska, łatwo może sprawić, że ideał wspólnej troski o odnowę Kraju zostanie
porzucony i znów prym będzie wiódł wzorzec partyjnego indywidualizmu. Znów pojawi się podział Polaków na lepszych
i gorszych, tych z piersiami wypiętymi do wieszania na nich orderów i tych przeznaczonych „do odstrzału”, dbając tylko
o interesy własnej partii, nie zaś ojczyzny i nie narodu. Nowe które się w naszym kraju pojawiło, powinno się rozwijać w
duchu życzliwości i szacunku dla każdego człowieka, na przekór panoszącemu się obecnie duchowi wrogości i niszczenia
przeciwnika.

Ważne jest również to , że nie jesteśmy tak naiwni i nie odwołujemy się na szczęście bynajmniej do żadnej utopii świeckiej,
ani do żadnej ideologii rewolucyjnej. Nie powołujemy się też na żadnego polityka, ale wskazujemy na osobę Chrystusa jako
źródło i fundament tych przemian, tym bardziej, że historia wykazuje z całą oczywistością, iż wiara laicka się nie sprawdziła.
Uszczęśliwianie ludzkości w imię coraz to innego Baala notorycznie się nie sprawdzało, a obietnice raju na ziemi, zamieniały
się w krwawe łaźnie i robienie z ziemi piekła. Zamiast służyć człowiekowi , robiły z niego ofiarę i niewolnika. Chcemy oprzeć
nasze życie prywatne i publiczne na osobie Chrystusa i na Jego Ewangelii.
f0340134_09425722.jpg
Nie chcemy nikogo do tego przymuszać, chcemy tylko abyśmy jako pojedynczy obywatele i jako wspólnota, byli
traktowani na równi z innymi wspólnotami, a w związku z tym, aby nam nie narzucać cudzych przekonań i obcych nam
modeli zachowań. Nie możemy popierać i nie możemy kierować się ideologią pragmatycznego relatywizmu, bo dystansuje
się ona od zasad i od principiów, a jej naczelną zasadą jest nie posiadanie żadnych zasad. Ważne jest jednak aby principia
nie stawały się czczymi sloganami, ponieważ dyktaturę sloganów doskonale znamy oraz gorzki smak cynizmu tych, którzy
się nimi posługiwali.

Potrzebujemy ducha nowej wiary politycznej , opartej na Duchu Miłości, który pochodzi i którego udziela Chrystus. O
Niego prosiliśmy w latach komunizmu, o Niego modliliśmy się ze Janem Pawłem II na Placu Zwycięstwa i z tym
świętym papieżem modlimy się dzisiaj, o zgodę narodową i o ustanie politycznego i moralnego bałaganu. Nie jest to
oczywiście agitowanie o władzę teokratyczną w naszym kraju i nie chodzi o klerykalizację społeczeństwa, ale o
rzeczywiste otwarcie przestrzeni publicznej dla wierzących w Chrystusa, bez zasłaniania się rozdziałem kościoła od
państwa. Chodzi o to, aby w imię pokoju społecznego nie było wolno szydzić z Chrystusa i z tych którzy w Niego wierzą,
z powodu ich wiary.

O. Zygmunt Kwiatkowski


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-05-29 09:43 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)

Powołanie


f0340134_19491749.jpgdoszedłem do źródła
chcę ugasić pragnienie
przed oczami mam
jakieś czarne korzenie drzewa
powyginane na różne strony
jakieś wilgotne bluszcze
pnące się do nieba
słoneczne promienie
zmieszane ze szmerem strumyka
wtem
nagle
olśnienie
i wiem że życiem
będzie trzeba zapłacić
za jego spełnienie

O. Zygmunt Kwiatkowski


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-05-28 19:49 | Fr.Zygmunt's Poem | Comments(0)

Wesoły Święty

f0340134_10330544.jpg
Sw. Filip Neri to jeden z moich ulubionych świętych. Lubię go za to, że umiał się śmiać z siebie, potrafił się wspólnie modlić, ale
też wspólnie bawić i przyjemnie spędzać czas. Gromadził wokól siebie ludzi. Organizował spotkania towarzyskie poświęcone
sztuce, ale były to też zwykłe przyjacielskie rozmowy. Wygłupiał się, aby rozbawić dzieci na ulicy. Po prostu niósł radość
Ewangelii. Oj. Paweł Jaroslaw Janocinski mowil o nim podczas Historii Kościoła 14 maja 2015 roku.

f0340134_10412678.gif
Wewnętrzna wolność, poczucie humoru, swoboda w działaniu - to główne przymioty dzisiejszego patrona. To dzięki nim św. Filip Neri (1515-1595) był tak nowatorski w swoim apostolstwie. Potrafił bawić się z dziećmi na placach miasta. Gromadził ludzi różnych stanów, także spośród elity ówczesnego Rzymu, z którymi wspólnie się modlił, czytał, prowadził dyskusje. Założył zgromadzenie zakonne, w którym pozostawiał braciom wiele swobody i niezależności. W swoim domu organizował koncerty, prelekcje o sztuce, archeologii, historii. We wszystkim był oddany Bogu, dlatego jego wszechstronna działalność przyniosła wspaniałe owoce.

Marek Rojszyk OP, "Oremus" Okres Wielkanocny 2006, s. 162-163
f0340134_10420292.jpg
聖フィリポ・ネリ司祭について2015年5月14日パウロ神父の教会史の授業で習いました。

1515年、フィレンツェに生まれる。
ローマに赴いてキリスト教的生活を送りながら、青少年のために働き、病気に苦しむ貧者を助ける団体を作った。
1551年に司祭に叙階され、信仰生活についての講話、宗教音楽、慈善業が行われる集会を組織した。
それは、集まった場所から「オラトリオ」と呼ばれるようになり、オラトリオ会に発展した。
彼は隣人愛、福音的な単純さ、喜びにあふれる神への奉仕に秀でていた。
1595年に死去。
(カトリック中央協議会刊/日本カトリック典礼委員会編・監修『毎日の読書』より)

聖書本文は 日本聖書協会刊「新共同訳聖書」からの引用です


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-05-26 10:47 | Courses | Comments(0)

Nie proszę dla nich o litość

f0340134_10363006.jpg
Nie proszę o litość pisząc te kilka słów. Nikogo nie chcę zaskakiwać szokującymi wiadomościami. Temat przemocy na
Bliskim Wschodzie jest „ograny” , jesteśmy nim zmęczeni i zdegustowani do tego stopnia, że zaczynają nam powszednieć
ekscesy okrucieństwa islamistów. Nie jesteśmy w stanie nic zrobić, więc „uszczelniajmy” Europę.

Nie proszę o litość dla greko-katolickiego biskupa Jean-Clement Jeanbart’a , który powrócił do swojego kilkumilionowego
Aleppo z podróży po Stanach Zjednoczonych, gdzie mówil o sytuacji w Syrii i zabiegał o pomoc materialną dla swoich wiernych
którzy kiedyś żyli dostatnio i godnie, do czasu gdy wybuchła „wiosna arabska”. Wrócił z podróży i zastał katedrę i gmach kurii
zniszczone. Stara się teraz jak może zabezpieczyć przed zniszczeniem stare ikony i manuskrypty, ale czy uda się mu to zrobić,
skoro Panstwo Islamskie nieustannie się rozrasta, mając pieniądze na nowoczesną broń i na opłacenie wojsk zaciężnych?

Mieszkańcy tego miasta już czwarty rok żyja niemal bez przerwy bez prądu, wody i co najważniejsze – bez jednej chwili
spokoju, stale nękani bombami które spaść mogą w każdej chwili i zwalić im na głowy ich własny dom. Znam osobiście ludzi,
którzy uciekali podczas bombardowań z małymi dziecmi na rękach do spokojniejszej dzielnicy, albo tam gdzie były jakies
piwnice które były dla nich szansą ratunku . Szczególnie intensywny ostrzał chrześcijańskich dzielnic mieszkaniowych miał
miejsce w Wielkim Tygodniu, kiedy Ormianie, stanowiący najliczniejsza wspólnotę chrzescijanska tego miasta, celebrowali
pamiątkę ludobójstwa dokonanego na nich przez Turków, przed równo stu laty.

f0340134_10382470.jpg
Nie proszę o litość dla mojego przyjaciela o.Jacque Murad’a, który przed kilku dniami został uprowadzony przez terrorystow
islamskich z małego miasteczka Kariatein, z klasztoru sw. Eliana, który odrestaurował i doprowadził wodę do piasków
pustynnych leżących wokół niego, sadząc na nich sady i zakładając winnice. Abuna Jacque był znany i szanowany zarówno
przez chrześcijan jak i muzułmanów. Jednych i drugich przygarniał w swym klasztorze , udzielając im materialnej pomocy i
schronienia.

Nie proszę o litość, proszę tylko aby dostrzec , że oni są ludźmi takimi jak my i tak jak my żyją i czują. Tak jak my troszczą się
o zdrowie swoich dzieci i mimo zagrożenia dla ich życia, wysyłają je do szkoły i na uniwersytety. Ci ludzie szanują pracę, tym
bardziej, że jest ona dzisiaj bardzo rzadka i stanowi źródło utrzymania często również dla dalszych krewnych , gdy ci chorują
albo głodują. Organizują sąsiedzką samopomoc, ale nie tylko o chlebie myślą. Organizują koncerty pośród gruzów, a kiedy
mają dostęp do internetu, łączą się ze światem zewnętrznym. Ci ludzie kochają życie , marzą o przyszłości i o pokoju, ale
przez warunki wojenne zmuszani są do uciekania z kraju, brani są do wojska, gina… Ci ludzie się nie poddają, ci ludzie chcą
żyć i wierzą w życie. Zaręczają się, zakładają rodziny, organizują przyjęcia ślubne na jakie ich stać, pięknie się na nie ubierają,
celebrują chrzty ich dzieci zapraszając na nie całą rodzinę i znajomych, uroczyście obchodzą pierwszą komunię, uczęszczają
na niedzielną mszę św., modlą się w domach.
f0340134_10374474.jpg
Ci ludzie nie chcą aby wojna podzieliła ich na wrogie enklawy. Chrześcijanie i muzułmanie w Aleppo dalej żyją razem, razem
cierpią i w chaosie który zmierza do tego aby zwrócić jedną religię przeciwko drugiej, pomimo wszystko wierzą w ludzkie,
przyjazne współżycie pomiędzy różnymi wspólnotami. Oni nadal wierzą, że pokój prawdziwy to nie eksterminacja członków
innej religii, ale partnerstwo, w oparciu o wspólne nam wszystkim człowieczeństwo i wspólną wiarę w Boga który jest ten sam,
bo każdy przecież zwraca się nie do swych fantazji, ale do Boga Prawdziwego.

Tak właśnie był uformowany i tak żył przez wszystkie lata swojej kapłańskiej posługi mnich klasztoru Mar Musa, leżącego na
pustyni, a jednocześnie proboszcz katolickiego kościoła rytu syriackiego w Kariatein , ojciec Jeacque Murad. Troszczył się o
swoich parafian, ale nie odmawiał pomocy muzułmanom. Pomagał im na różne sposoby, ściągając dla nich pomoc wszędzie
skąd mógł ją tylko otrzymać.

f0340134_10372166.jpg
Teraz właśnie, w czasie kiedy świętujemy Zesłanie Ducha Świętego został on uprowadzony. Napełniło to bólem wspólnotę
wiernych nie tylko miasteczka Kariatein ale całego Kościoła w Syrii. Papież Franciszek kilkakrotnie mówił o ekumeniźmie
męczeństwa i tutaj mamy ilustrację prawdziwości tych słów. Nieustannie rozsyłane są wiadomości, poprzez prywatne osoby,
bo światowe media jak zwykle milczą o tym co dotyczy martyrologii chrześcijan, mnożą się komentarze i płyną modlitwy z
wszystkich zakątków Syrii, wszędzie tam gdzie w tym kraju są jeszcze chrześcijanie. Wszystkie ryty biorą w tym udział.

Czuje się wielką jedność Kościoła i…ten bolesny fakt stopniowo staje się również znany poza ich krajem.
Nie proszę o litość dla tego Kościoła. Proszę o szacunek dla ich postawy, dla ich duchowej mocy, dla ich wiary która na tych
ziemiach posiada nieprzerwaną tradycję dwóch tysięcy lat i jest działem samych Apostołów. Wiara ta wiele przetrwała, wiele
wycierpiała, wiara ta dzisiaj jest próbowana, ale nie tylko ich wiara jest próbowana.

f0340134_10390455.jpg
Nasza wiara również poddana jest próbie. Niedawno widziałem oficjalną wiadomość o decyzji zamknięcia w tym roku 1000 kościołów w jednym tylko kraju europejskim, a mianowicie w Holandii. Nikt tych kościołów nie bombarduje, nikt nie podrzyna gardeł wierzącym w Chrystusa... Wiara w tym kraju się rozsypuje, zanika, zamienia się stopniowo w pogańskie gusła i
zabobony .

Proszę o litość dla naszego świata , o litość dla nas samych. Proszę o wiarę w Ewangelię , w Królestwo Boże a nie utopie
politycznych rajów, proszę o szacunek dla człowieka, dla jego ludzkiej tożsamości, proszę o promocję przyjaźni, o miłość,
której się nie pozbawia wolności ducha odzierając ją z boskiego piękna. … „Ojcze nasz …Przyjdź Królestwo Twoje ! Przyjdź
Duchu Święty i odnów oblicze ziemi i za sw. Janem Pawelem II dodajmy : „tej ziemi”.

O. Zygmunt Kwiatkowski

[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-05-24 10:44 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)

On mnie odmłodzi

f0340134_22014030.jpgTak mi żal.
Sam nie wiem czego.
Miejsc, osób, zdarzeń, myśli.
Tego co jest. Tego czego nie było.
Wszystkiego i wszystkich.
Mój żal jest bardzo daleki
bo uszedłem już z nim kawał drogi
i jednocześnie jest bardzo bliski
bo do mnie należy i ze mnie się wywodzi
Postarza mnie on bardzo
ale on mnie odmłodzi
ożywczy jak krople modlitwy
rozlane na ołtarzu twarzy
radosny – bo wierzy w zmartwychwstanie

O.Zygmunt Kwiatkowski
[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-05-20 22:01 | Fr.Zygmunt's Poem | Comments(0)

Majówka polonii japońskiej 2015

f0340134_22595457.jpg
Polonia japońska zebrała się na majówce 16 maja 2015 roku w kościele Św. Michała przy klasztorze Sióstr Opatrzności Bożej w Nakameguro w Tokio. Była adoracja Najświętszego Sakramentu z Litanią Loretańską, potem Msza Święta celebrowana przez
naszego polonijnego duszpasterza o. Pawła Janocińskiego. Jak przystało na maj śpiewaliśmy pieśni maryjne „Chwalcie łąki
umajone” i „Była cicha...”. Ponieważ Msza była po południu czytane były czytania z niedzieli Wniebowstąpienia Pańskiego.
Dzięki werwie z jaką Małgosia zaintonowała nasz polonijny hymn, czyli „Pan jest Paterzem moim” byliśmy zupełnie jak w
czytaniach sobotnich, czyli jednego ducha i jednej myśli. Stanowiliśmy jedno w śpiewie na chwałę Pana. Aż miło było śpiewać.
Załączam zdjęcia i nagranie z naszego śpiewania
f0340134_23040372.jpg
Podczas homilii O. Paweł zacytował przetłuczony przez Stanisława Barańczaka wiersz Emily Dickinson o Bogu i dzieciach. O
tym, że Bóg znieść nie potrafi, kiedy każdy z nas jak dziecko z kim innym, a nie z Nim się bawi. Jak często bawimy się czymś
innym i zapominamy o miłości Bożej. On chce być w naszym życiu ciągle obecny, w naszym codziennym zabieganiu, w naszych
rodzinach, w domach, w naszym społeczeństwie i kraju. Wpatrujmy się w wizerunek naszej Matki Królowej Polski, Służebnicy
Bożej, która jest najkrótszą drogą do samego Pana Boga. Zawierzmy Matce Boskiej Królowej Polski nasz kraj przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi.

Przed Majówką dziewczynki przygotowujące się do Pierwszej Komunii Świętej miały religię z Siostrą Klaudiuszą, a po Mszy
Świętej zabawy i zgadywanki. Dorośli mieli okazję porozmawiać przy herbatce i kawie. Bogu, Ojcu Pawłowi i Siostrom niech
będą dzięki.
f0340134_23050885.jpg
2015年5月16日東京の中目黒、聖ミカエル教会で聖母マリア様のお祈りとごミサに預かりました。マリア様の歌を元気よく歌いました。写真と歌の映像を添付します。7月5日、初聖体を受ける子供の勉強もあって、ごミサの後、皆で御摂理修道女会でお茶会をしました。神様、パウロ神父、シスターと皆様に感謝


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-05-16 23:01 | Polish Masses | Comments(0)

BLOGOSLAWIENSTWO KRZYZA

f0340134_12202113.jpgBłogosławiony kto się Nim nie zgorszy.
Błogosławiony kto cierpi i nie przeklina Nim swojego cierpienia.
Błogosławiony kto płacząc innymi nie gardzi
ani ich w sercu swoim nie poniewiera.
Błogosławiony kto spragniony sprawiedliwości
i pomimo tego że na próżno jej przyzywa,
nie pozwala aby stwardniały jego spojrzenia , myśli, słowa.
Błogosławiony kto otrzymawszy rany, ran tych nie powiela.
Blogoslawiony kto konajac wierzy w Milosierdzie Boga
Blogoslawiony ktory oczekuje powtórnego przyjścia Chrystusa.
Bo Go naprawde kocha

O. Zygmunt Kwiatkowski
[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-05-15 12:20 | Fr.Zygmunt's Poem | Comments(0)

Z daleka

f0340134_20492917.jpg
chciałbym się pozbyć Boże
ciasnej łupiny materii
która krępuje mojego ducha
i przedrzeć się przez nią do Ciebie
by po jasnych przestrzeniach nieba
jak młody źrebak pobrykać

tylko spraw proszę
i niech nie przysłoni tej prawdy żadna wątpliwość
że o ciało proszę również - a nie tylko o miłość
inaczej jaki sens miałoby umieranie
i jaki sens obietnica nowego życia
gdyby bez ciała miał wziąć udział
w godach Baranka i uczcie zbawienia
gdybym wody z Twoich źródeł nie mógł się napić do syta
owoców z drzew Twojego ogrodu
nie wolno byłoby mi zrywać
wejść do jeziora albo do morza i popływać

na cóż by było stworzone przez Ciebie piękno, mój Boże
gdyby nie wolno mi było się go dotknąć
a tylko z daleka miałbym je prawo podziwiać

O. Zygmunt Kwiatkowski


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-05-14 20:49 | Fr.Zygmunt's Poem | Comments(0)

Powiedz Mario

f0340134_09521056.jpg
powiedz Mario coś myślała

gdyś tuleniem do piersi

Jego snom niemowlęcym

pomagałaś lądować na jawie

tak aby bosej stopy nie uronił o kamień

czy jak nazaretańskie matki

śpiewałaś Mu wieczorem czarnookie kołysanki

o ziemi obiecanej

czy raczej wybierałaś karminowoustne milczenie

pomagając Mu wsłuchiwać się w głos

którym oddychał od pierwszej chwili

twojego spotkania z aniołem

bezdomnemu Bogu powiedziałaś wtedy – “tak”

powiedz Mario coś śpiewała

gdy twój Synek wchodził na Golgotę

by zasnąć na twardym łożu krzyża

czy miałaś jeszcze nadzieje

powitać Go w domu



a mnie grzesznika

O. Zygmunt Kwiatkowski
[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-05-12 09:55 | Fr.Zygmunt's Poem | Comments(0)