<   2015年 04月 ( 28 )   > この月の画像一覧

Dobry człowiek

f0340134_21315644.jpg

Miejsce miałem w przedziale naprzeciw siostry zakonnej. Było tez kilka innych osób. Rozlokowałem się pod swoim
numerem. Siostra spała, bose nogi miała wyciągnięte w kierunku mojego miejsca i dlatego, musiałem się odwrócić
bokiem aby jej nie przeszkadzac we śnie. Spał długo, ale po pewnym czasie widziałem, ze się przeżegnała. Skonczyła
zatem sen, ale się modliła z zamkniętymi oczami. Prawdę mówiąc, ja też tak nieraz robię. Nie dlatego, aby udawać
że śpię, ale dlatego aby się nie rozpraszać.

Zaczęliśmy rozmowę pod koniec wspólnej podróży. Już nie pamiętam jak to się zaczęło. Zdziwiła mnie nadzwyczajną
NORMALNOŚCIĄ, która rzadko się dzisiaj zdarza, bo była to normalność prostej, nie wymuszonej dobroci. Było w niej
również poczucie humoru, mądrość, elastyczność życiowa, ale również stanowczość i szczera, dziecinna pamięć o Bogu.

Nie spodziewałem się, że ta bosa postać z wyciągniętymi nogami w kierunku mojego miejsca, mająca na sobie strój
zakonny może tak swobodnie rozmawiać i jej sądy życiowe będą takie trafne, zrównoważone i bez jakiejkolwiek
maniery. Mówiła o swoim powołaniu bez zażenowania, gdy ją o to zapytałem, tłumacząc „panu” którego przed sobą
widziała i sądziła, że nie bardzo się on zna na sprawach religijnych, iż część jej rodziny była bardzo pobożna i bardzo
związana z tym co w kościele się działo, druga zaś część wolała charakter życia „rozrywkowy”. Okazalo się, że
bynajmniej, nie chodziło tu o jakies ekscesy, ani nurzanie się w grzechach, ale po prostu, ze oni nie lubili się zbyt
dużo modlić, natomiast podobały się im spotkania towarzyskie, rozrywki i zabawy.

Tak jakoś pojawiło się powołanie. Spotkała „fajne siostry”, dobrze się czuła w ich towarzystwie, świetny klimat był
w klasztorze… To było najważniejsze. Oczywiście była wiara, była modlitwa, ale o tym nie mówiła, bo to się rozumiało
samo przez się. Podobalo mi się, ze z taką prostotą mówiła o sukcesach w pracy i to jakoś przypadkiem, mimo woli,
opowiadając o zamiłowaniu do pracy w kuchni, szczególnie zas o zdobienie potraw. Sama wymyślała różne nowe
kompozycje. Zamawiano jej kulinarne wytwory na jakieś przyjęcia rządowe. Podobno były one również na pokladzie
samolotu, który się rozbił pod Smoleńskiem i zginęła w nim wraz z prezydentem elita polskiej opozycji.

Rzadko się spotyka człowieka, który by z taką prostotą jako ona mowił o swoich sukcesach. Z jednej strony była z nich
dumna i mówiła, że sprawiało jej przyjemność składanie pochwał i wyrażanie zachwytów, a z drugiej widać było, że
jest zupełnie wolna od gwiazdorstwa.

Obecnie jest siostra zakrystianką w jednej ze śląskich parafii i nie przejmuje się, że „nikt nie widzi jej pracy”, ale nie
rozpacza. Umie się zachwycić pięknem kościoła w którym pracuje, że jest chyba najpiękniejszy w Polsce. Proboszcz
jest niezbyt uprzejmy, ale się na niego nie skarży. Ujęła się za inną siostrą i proboszcz ją bardzo zbeształ. Jedzie teraz
do mamy, a że wczoraj siedziała w nocy z siostrami, które przyjechały do nich z innej miejscowości, była niewyspana.
U mamy nie będzie długo. Urlop ma krótki. Tylko dwa tygodnie. Mama jest biedna, dlatego wiezie jej troche jedzenia.
Nadrabia sporo drogi, żeby wpierw odwiedzić ciotki, bo to bardzo dobre kobiety i fajnie się im rozmawia.

Była we Wloszech, ale nie pozwolono jej pracować dłużej. Po dwóch latach musiała wracać, chociaż świetnie dawała
sobie radę językowo i dzieciaki ją bardzo kochały. Siedem młodych sióstr odeszło wówczas z zakonu, ale ona je rozumie,
bo dzisiejszym dziewczynom trudno jest żyć w klasztorze. Szczególnie jeśli władzę mają stare siostry i chcą wprowadzać
dawne prawa. Życie w klasztorze staje się wtedy nie do wytrzymania. Mimo wszystko jednak nie żałuje, że jest siostrą
zakonną. Ich zakon ma coraz więcej staruszek. Bardzo mało jest młodych powołań, ale to jej nie deprymuje. Ona stara
się wiernie służyć Bogu i pomagać ludziom. Spotkałem naprawde dobrego człowieka.

O. Zygmunt Kwiatkowski

f0340134_20334881.jpg

[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-30 20:36 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)

Chrystus

f0340134_09564087.jpgmiał rozpiętą koszulę
włosy spadały Mu na ramiona
szedł szybkim krokiem
płynął po przestworzach
gonił cienie gasnące
po ciemnych zaułkach istnienia
zapalał je na nowo
każdy ożywiając własnoustnie
stwórczym wypowiedzeniem
jego nowego imienia
nie śpieszył się zbytnio
jest przecież Wiecznym Synem Boga
ale Jego serce biło takim niepokojem
jak każdego człowieka który kocha
szedł i paschalną pieśń śpiewał

(O. Zygmunt Kwiatkowski)
[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-28 09:56 | Fr.Zygmunt's Poem | Comments(0)

Boża harmonia

f0340134_18415100.jpg
Bog zawsze tworcą harmonii. Bog uzdrawia i jednoczy. Bog prowadzi do zbawienia wszystkie ludy drogą przebaczenia i
pojednania. Przewodnikiem jest Jezus Chrystus, dajac nam prawo Nowego Przymierza , czyli Ducha Swietego.
Zachwycajaca jest wolność z jaka prowadzi Kosciol Duch Swiety, przełamując skostniale rytualy i tradycje, otwierając
coraz to nowe ludy i narody dla Bozej Milosci.

(O. Zygmunt Kwiatkowski)

[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-27 18:42 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)

Już jadę

f0340134_17272203.jpgjuż jadę Panie
już jadę
już mam spakowane bagaże
już jadę Panie
już jadę
wszystko co zabieram ze sobą
to kochane twarze
już jadę Panie
już jadę
w kochanych twarzach zostanę

(O. Zygmunt Kwiatkowski)
[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-27 17:25 | Fr.Zygmunt's Poem | Comments(0)

Rozmowa o drugiej w nocy

f0340134_19531462.jpg
Spałem już. Obudził mnie sygnał internetowego połączenia telefonicznego. Powtórzył się sygnał, potem znów i
jeszcze raz. Odebrałem telefon. Rozległ się znajomy glos członka mojej dawnej grupy z Aleppo. Ranie znam od
czasów gdy była jeszcze na studiach, z obozów, rekolekcji, spotkań w grupie i spotkań osobistych. Jest znanym
lekarzem. Osoba bardzo inteligentna… Nie będę relacjonowal jej curriculum vitae, bo nie o to chodzi...

Nareszcie możemy rozmawiać, bo wiele usiłowań było chybionych. Niestety szybko psuje się jednak fonia. Jej głos się
rozpływa, przechodzi w jakiś dziwny elektroniczny pobrzęk. Padają strzępy słów, z których buduje logiczny sens naszej
rozmowy. Dziwne jest jedynie, że gdy Rania się śmieje, śmiech nie jest zakłócony. Proponuje jej, żeby po każdym wyrazie
się śmiała, może wtedy przekaz będzie integralny…

Posypały się ostatnio pociski na chrzescijańską dzielnicę mieszkaniową. Spadają też na dzielnice muzułmanską, znajdującą
się również w części „rządowej” tego miasta, ale każdy troszczy się przecież w pierwszym rzędzie o swój dom, to znaczy
miejsce gdzie decyduje się jego przeżycie kolejnego bombardowania albo śmierć pod gruzami własnego domu.

Domy w chrześcijańskiej dzielnicy Sulejmanija sa przylepione jeden do drugiego. Maja wspólne ściany. Wszystkie mają j
edno albo kilka pięter dodatkowych, budowanych sukcesywnie, najczęściej sposobem gospodarczym. Konstrukcja jest
bardzo wrażliwa na uderzenie bomby i gdy ona wybucha, walą się wówczas całe budynki i uszkodzeniu ulegają, te
które są po sąsiedzku. Giną pod gruzami ludzie. Nie ma się gdzie schować.

Czujemy się zwykłymi statystycznymi numerami- mówi Rania - które egzystując jeszcze ciągle po tej stronie bilansu
życia i śmierci, ale w każdej chwili mogą zostać przeniesione na drugą. Nikt się nami nie interesuje. Cztery lata
przeżywamy tą okropną samotność. Czujemy się ofiarami, którym na chwile odroczono wyrok. Gdy jadę samochodem
nieraz schylam odruchowo głowę, bo wydaje mi się ze nadlatuje „saruh” czyli rakieta i zaraz zginę. Najbardziej boję się
kalectwa, utraty fizycznej sprawności. Kto by się mną wówczas zająl? Jakim ciężarem bym była dla moich starych
rodzicow i młodziutkiej córeczki.
f0340134_19523301.jpg
Nie chciałam opuścić kraju, bo kosztowalo mnie wiele aby zostać lekarzem i wyrobić sobie tutaj pozycję. Lubię swoją
pracę i utrata jej, w jakimś obcym kraju, który nie uznaje mojego dyplomu, byłoby dla mnie śmiercią cywilną. No i dumna
jestem z tego, że jestem Syryjką i kocham swój kraj. Nie można żyć jednak w piekle, i w którymś momencie człowiek
zmuszony jest do tego aby szukać bezpiecznego konta, ale dla nas granice są zamknięte. Miałam propozycje pracy w
Emiratach, ale dla Syryjczykow nie ma tam wiz.

Co nam pozostaje do zrobienia? Europa jest dla nas zamknięta, a ci którzy chcą się dostać do niej nielegalnie często
przypłacają to życiem. Nie mowię już o tym, że nie ma wody w kranach, że brakuje prądu, że strasznie droga jest
żywność. Najgorsze jednak, że dziczeje świat wokół nas. To najbardziej rani nasze dusze. I to milczenie świata, który
wspiera naszych katów swobodnie przechodzących przez granice turecką, zaopatrzonych w coraz bardziej śmiercionośną
broń.Kiedy odbiór telefoniczny popsuł się zupełnie, zdążyliśmy jeszcze tylko napisać do siebie parę zdań i jeszcze raz
usłyszałem jej śmiech na pożegnanie.

(O. Zygmunt Kwiatkowski)


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-26 19:53 | Fr.Zygmunt's Voice | Comments(0)

O. Maksymilan Kolbe w Japonii

f0340134_11571429.jpg
聖母の騎士
1930年4月24日コルベ神父・長崎上陸の日
長崎丸は、穏やかな洋上で朝を迎えた。天候は長崎海洋気象台の記録によると、「朝は雨、風速17m。昼からは風が幾分おさまり、雲」
となっている。 5.286トンの長崎丸は午後1時45分、静かに長崎港に入港した。大正から昭和にかけて長崎と中国を結んだ「上海航路」。
就航していた船は英国製の貨客船で、長崎丸と上海丸の2隻がいた。長崎丸の速度は21ノット、3等の運賃は18円だった。
コルベ神父(36歳)、ゼノ修道士(38歳)、ヒラリオ修道士(24歳)の3人の宣教師たちは、修道服姿で力づよく、殉教者の国
ニッポンに第一歩を記した。2月26日に、ポーランドのニエポカラヌフ修道院を出発して、58日間におよぶ長期の旅は終わった。
出島の岸壁付近は商店や、立ち売りの人たちで混雑し、大勢の出迎え人や見物人で賑わっている。自動車よりも人力車がずらりと
並んでいた。

24 kwietnia 1930 roku przybył do Nagasaki O. Maksymilian Kolbe. Przypłynął do portu Nagasaki ok. 13:45, czyli 58 dni
po opuszczeniu Niepokalanowa. Statek „Nagasaki”miał 5,3 ton i rozwijał predkość 21 węzłów.
Według prognozy pogody z tego dnia rano w Nagasaki padał deszcz, wiar wiatr, ale po południu wiatr się uspokoił. Było
pochmurnie. O. Maksymilian, który mial wówczas 36 lat przybył do Nagaski z bratem Zenonem (38 lat) i bratem Hilarym
(24 lat). Przyjechali w habitach do kraju męczenników. W okolicach portu i wyspy Dejima było dużo handlarzy oraz ludzi,
którzy przyszli witać najbliższych albo obejrzeć statek. Na ulicach było mało samochodów i dużo rykszy.

(z japońskiego Rycerza Niepokalanej)


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-24 11:57 | Pilgrimage 巡礼 | Comments(0)

Nasze śpiewanie

Nasze dzisiejsze spiewanie z Siostra Klaudiusza, Malgosia i dziecmi przygotowujacymi sie do Pierwszej Komunii Swietej、czyli Akari i Tereski, ktorym pomagala Emi. Bog zaplac wszystkim
今日4月18日、子供の初聖体の歌を練習しました。神様と民さんに感謝
We had a rehearsal of the First Communion songs. We sang them with Sister Klaudiusza and children who are preparing for the First Communion, Akari and Teresa supported by Emi


Oto druga czesc naszej proby spiewania z Malgosia i Siostra Kaludiusza oraz dziewczynkami. W tym filmie, pocztowce dzwiekowej z Japonii, zaprezentowany jest Takayama Ukon, pan feudalny ktory jako chrzescijanin, ktory nie zgodzil sie porzucic wiary i wolal wyjechac na banicje w XVII, jest kandydatem na blogoslawionego. Oprocz tego dalsza czesc spuscizny Sw. Maksymiliana Kolbe, sanktuarium Matki Boskiej w Akita, epizody z wielkiego trzesienia ziemi w Tohoku i potem gora Fuji widziana z Kawasaki oraz na koncu modlitwy w miejscu meczenstwa 100 chrzescijan w Tokio w XVII wieku.
[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-24 08:27 | hymn 聖歌 | Comments(0)

Abyśmy żyli

f0340134_21244346.jpg
Toną nasze wzruszenia
Jedne po drugich wrzucane
W bezkresną studnię czasu
A na pustyni
Logicznie umotywowanego bezsensu
Nasze marzenia rozsypują się
W figury zupełnie iluzorycznej
Przypadkowości
Chwilowych poruszeń

Na twardej powierzchni skóry
Kosmicznego milczenia
Ropieje rana ludzkiego głosu

Odwieczny kompozytorze
Muzyczny wirtuozie każdej
Nawet najbardziej banalnej chwili
Włącz nas do Twojej symfonii
Spraw abyśmy żyli

O. Zygmunt Kwiatkowski
fot. Anastazja Shatkova

[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-21 21:25 | Fr.Zygmunt's Poem | Comments(0)

Byle do szkoły

f0340134_21441274.jpg
Nie oglądam zwykle telewizji poza wiadomościami, bo nie mam za bardzo na to czasu.
Pewnego dnia weszłam do pokoju kiedy syn oglądał program „Sekai maru-mie”, czyli „Świat jak na dłoni” na 4 kanale
Telewizji Japońskiej. Pokazywali dzieci, które mieszkają nad ogromnym jeziorem Titicaca w Peru. Jest to drugie pod
względem wielkości jezioro w Ameryce Południowej. Dzieci mieszkają w wiosce zamieszkanej przez plemię, którego
nazwy nie pomnę. Mieszkają w przypominających szałasy chatkach przy jeziorze i płyną do szkoły przez to ogromne
jezioro same. W jedną stronę muszą płynąć jedną, a niektóre dwie godziny.

Dwie dzieczynki, które płyną do szkoły mają 9 i 7 lat. Wiosłuje i łódkę prowadzi dziewczynka 9 letnia. Musi wiosłować godzinę
w jedną stronę. Mówi telewizji, że chce się uczyć, bo jej marzeniem jest zostać lekarzem. Mama odprowadzając je smutnym
wzrokiem mówi, że za każdym razem nie wie czy wrócą do domu, bo fale na jeziorze bywają duże, a łódka jest mała i w
każdej chwili może się wywrócić.
f0340134_21450525.jpg
Dziewczynki są zamożne, bo rodzice 11 letniego chłopca, który mieszka w sąsiedniej wiosce nie mają łódki.
Chłopiec marzy o tym, żeby zostać kiedyś inżynierem i zrobił sobie malutką łódkę sam. Robił ją 3 miesiące, żeby
móc popłynąć do szkoły. Uplótł ją z rosnącej nad jeziorem trzciny. Jest malutka, przypomina kajak, ale jest dużo
krótsza. Na wielkim jeziorze o błękitnej wodzie wygląda jak łupinka orzecha włoskiego. Mama żegna go ze smutkiem.
Mówi, że za każdym razem modli się żeby wrócił żywy. Mamy nie mogą płynąć z dziećmi bo mają pracę, żeby jakoś
utrzymać swoje pociechy. Ich obawy są uzasadnione, bo w ciągu zeszłego roku troje dzieci ze szkoły nie wróciło.
Utonęły.

Chłopiec musi płynąć do szkoły dwie godziny w jedną stronę. Po drodze przedzierając się przez trzciny sprawdza czy nie
ma w nich gniazda z jajkami. Jeżeli jest to zabiera jajka i zakłada pułapkę na ptaka. Jeżeli w drodze powrotnej znajdzie
ptaka, który się na nią złapie, będzie to jedyne mięso jakie w domu jada. Jajka zje pewnie w szkole, bo nie widać, żeby
miał ze sobą jakiś prowiant.

Jezioro jest tak wielkie, że gdyby łódka któregoś z dzieci się wywróciła to nikt nie będzie w stanie do nich dopłynąć. Po
pierwsze tereny wokół jeziora są w większości niezamieszkane, a po drugie nawet gdyby człowiek w jakiś cudowny sposób
się znalazł się blisko brezgu nikt nie dopłynąłby wystarczająco szybko na tak dużą odległość. Podczas kręcenia programu
chłopiec jest bezpieczny, bo kamerzysta i reporter płyną łódką za nim.

Po godzinie dziewczynki dopływają do prywatnej szkoły. Jest to mały budynek z kilkoma pomieszczeniami. W prostej salce
jest kilkanaścioro dzieci. Uczą się hiszpańskiego. Po dwóch godzinach drogi przez rozległe wody i gąszcza do szkoły publicznej
przybywa swoją wiklinową łódeczką chłopiec. Bawi sie na boisku z kilkoma innymi chłopcami podczes przerwy. Lekcje
odbywają się w podobnej, małej salce, w której są tylko proste stoliki, krzesła i tablica. Zapytana o naukę dzieci nauczycielka
mówi, że poziom ich edukacji jest bardzo niski.

f0340134_21463159.jpg
Chłopiec musi wracać do domu od razu po zakończonych lekcjach o godz. 14:00, bo im później się robi tym większe fale się
robią na jeziorze. Po drodze zabiera ze sobą złapanego w pułapkę ptaka. Mówi, że będzie to pierwsze mięso, jakie zje od
10 dni. Dopływa do domu po 2 i pół godziny około 16:30. Mama wita go z radością i ulgą.
Chłopiec mówi, że za wszelką cenę chce się uczyć i chodzić do szkoły. Brat nie mógł pójść do gimnajzum,
ale on chce. Ma nadzieję, że rodzice się zgodzą.

Panie Boże będę Cię codziennie prosić o bezpieczną podróż dzieci z tej peruwiańskiej wioski do szkoły i z powrotem. Nie
pamiętam ich imion, jak się nazywa wioska i ich plemię. Wiem tylko, że leży koło ogromnego jeziora Titicaca. Ale Ty Panie
Boże wiesz, o które dzieci z wiosek pokazanych w japońskim programie „Sekai maru-mie” wyemitowanym 20 kwietnia 2015
roku przez kanał Telewizji Japońskiej, mi chodzi. Chroń je proszę.

Dorota Hałasa


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-20 21:47 | Our Prayer | Comments(0)

"Kocham Japonię"

f0340134_11031798.jpg
Wieczorem 19 kwietnia 2015 w japonskiej telewizji na kanale 7 widziałam program o Polakach, ktorzy "kochaają Japonie."
Okazalo sie, ze Polacy należą do narodów najbardziej kochających Japonię w Europie. Pokazano ludzi, którzy twierdzili,
że kochają Japonie, choć prawie nikt w Japonii nigdy nie był.

Jedna młoda kobieta jest zakochana w japońskich kimonach i tańcu buyo. Zafascynowała sie nimi po hollywódzkim filmie
"Sayuri" opowiadającym o dramatycznym życiu gejsz w Kioto. Sama szyje sobie kimona i ćwiczy taniec buyo na podstawie
nagrań z YouTube. Inny staszy pan jest wielbicielem japońskich zbroi samurajskich i wyprowadził się od rodziny do osobnego
domku, żeby te zbroje tam sobie robić i żeby się poświęcić temu zajęciu. Wykonane przez niego zbroje są rzeczywiście
fascynujące. Małzeństwo muzyków, którzy 20 lat grali w hotelu w prefekturze Ibaraki pobudowalo w Wiśle ekskluzywną
willę "Japonia", w ktorej przyjmuja gości zafascynowanych Japonią.

Goście hotelowi noszą yukaty, śpią na matach i jedzą japońskie jedzenie. Niektorzy przyjeżdżają tam po prostu żeby się
poczuć, że są w Japonii. Jeden ze stałych klientów był w Japonii 3 razy i przyjezdża do wilgii z nostalgii. Hotel jest
ekskluzywny i niewiele takich jest chyba w Japonii. Przedstawiony był młody chopiec, który jest zafascynowany samurajami,
pisze na ścianie swojego pokoju znaki japońskie. Fascynuje go japońska wojna domowa Boshin, tocząca się między
oddzialami cesarskiemi i popierajacymi sioguna w latach 1868-69. Producenci programu nie powiedzieli tego, ale
przypuszczalnie chopiec zainteresowal sie jedną z japońskich wojen domowych po filmie "Ostatni samuraj".

Był też przewodniczący polskiego zwiazku sumo, ktorego długowłosa, kilkunastoletnia córka uprawia sumo i ma dość dobre
wyniki. Żeńskiego sumo nie ma chyba nawet w samej Japonii, bo to tradycyjny i męski sport. Kobieta nie może nawet wejść
na ring sumo w Japonii. Pamiętam, że jakiś czasu temu pani prezydent Osaki ze wzgledu na swoją płeć nie mogła zwycięscy
zawodów sumo w swoim mieście wręczyć nagrody, bo nie mogla wejść na ring.

Telewizja japońska pokazała, że video przedstawiające swoje zainteresowanie Japonią i chęć wystąpienia w programie
nadesłało około 30 młodych Polaków. Na stanowiących prezentację własnych zianteresowań filnikach bylo widać dziewczyny
poprzebierane w stroje z japońskich animacji i w stroje służących, ktore usługują w kawiarniach.

Prawie wszyscy występujacy w programie to zamożni ludzi, którzy po prostu interesują sie jakimś wycinkiem z obyczajowości
lub kultury Japonii i twierdza, ze kochaja Japonie, choć w niej nigdy nie byli. Mieszkania, w których mieszkają były w
większości imponujące i tylko najbogatsi ludzie w Japonii takie maja. W Polsce zreszta też, ale jednak w Polsce taki standard
uzyskać jest nieco łatwiej. Pomyślałam sobie, że ci ludzie w większości nie kochaja wcale Japonii, ale kochają w niej wybrany
przez siebie i wyidealizowany w zależności od swoich potrzeb epizod, ktory traktują jako swoje hobby i przez jego
perspektywę idealizują całą Japonię.

Czy kochaliby Japonię gdyby mieszkali w typowym, ciasnym japońskim mieszkanku i dojeżdżali codziennie w zatłoczonym
pociagu do pracy, z której się wychodzi bardzo późno? Czy zaakceptowaliby praktycznei brak urlopów w większości miejsc
pracy? Niektórzy są tak zaczarowani, że pewnie tak.

Bardzo popieram zainteresowanie ludzi innymi kulturami, ale oglądając ten program odniosłam wrażenie, ze wiele ludzi w
Polsce ma jakiś ogromny kompleks niższśoci, który próbuje sobie nadrobić popadaniem w fascynację jakimś fragmentem
obcej kultury, który jest wyidealizowany. Książka, na której oparty był film Sayuri wywołała we mnie przerażenie wynikające z
poznania realiów dotyczących zniewolenia gejsz. Kiedy obejrzałam hollywódzki film „Ostatni samuraj” uznałam, ze świat
filmowy zachwyca się taką wojną bo miala ona miejsce w bogatej Japonii, choć wiele bardziej przejmujacą historią o
podobnej tematyce umierania za wartości jest historia Powstania Warszawskiego.

Ja nie uważam, że nie należy się interesować wojną Boshin w Japonii, ale czy młody człowiek, którego rodzice z radością
biją brawo przed kamerami telewizyjnymi za każdym razem kiedy syn odpowiada na pytanie dotyczace szczegółów tej wojny,
interesuje się nią, bo jest zafascynowany obroną wartości samurajów biorących udział w tej wojnie, czy też zainteresowanie
wynika z egzotyki Japonii?

Czy chłopiec jest w stanie dostrzec, że desperacja samurajów w wojnie Boshin, którzy na koniach
i z mieczami stawiają czoła uzbrojonym w armaty i broń palną oddziałami cesarskimi podobna jest do desperacji powstańców
warszawskich? Andrzej Wajda w filmie "Lotna" wyśmiewa polską kawalerię, która staje w obronie kraju i mierzy się z czołgami
okupanta. Tymczasem Hollywood jest zafascynowany samurajami, którzy na koniach i z mieczami stawiają opór żołnierzom z
armatami i karabinami. Moje pytanie do młodego człowieka pozostanie oczywiście bez odpowiedzi i życzę
mu sukcesów w fascynacji wojną Boshi, w której samurajowe bronili swoich wartości etycznych, ale
życzę mu tez tego, żeby potrafił stanąć w obronie wartości w swoim otoczeniu.

Cieszę się, że ludzie się Japonia interesują. Ich wielkie poświęcenie z jakim oddają się hobby jest imponujące.
Dziewczyna, która jest zafascynowana kimonami sama je szyje. Zna po japońsku wszystkei nazwy części tego ubioru,
choć po japońsku nie mówi. Wymyśliła sposób, że wkładając we włosy zmywaki czy gąbki może sobie zrobić fryzurę
podobną do tej, którą mają gejsze. Zawód gejsz cierpi zresztą w Japonii na coraz mniejsze zainteresowanie wśród
chętnych do pracy w zawodzie i musi obniżać wymagania, żeby przyjąć nowe adeptki do pracy. Być może tradycyjny,
japoński zawód damski zasilą Polki?

Ja osobiście chciałabym, żeby zainteresowanie Japonią wśród Polaków bylo szersze i bardziej obiektywne, żeby ludzie
mieli zdolność myślenia o tym co jest dobre i wartościowe, a co niekoniecznie. Fascynacja jest rzeczą piękną i potrzebną,
ale zdarza sie tak, że osoba popadająca w fascynację nie widzi rzeczywistości, tylko obiekt swojego zachwytu i patrzy
na nie przez różową szybkę. Fascynacja bywa pewnie też rodzajem ucieczki w świat marzeń.

Dorota Hałasa


[PR]
by NaszDomJaponski | 2015-04-20 11:03 | Information | Comments(0)