カテゴリ:Information( 25 )

Ogień nienawiści

f0340134_23050368.jpg
Obejrzałam przez przypadek na YouTubie kiluminutowy film
przedstawiający egzekucję poprzez spalenie żywcem, dokonaną dwa
lata temu w wyniku samosądu tłumu na 16 letnim dziecku, dziewczynie
podejrzanej o współudział w zamordowaniu 68-letniego taksówkarza
w Gwatemali. Otworzyłam FB i to video widniało na osi czasu znajomego
duchownego, który mieszka w kraju zdominowanym przez muzułmanów,
gdzie często dochodzi do zbrodni dokonywanych na chrześcijanach.
Kilka miesięcy temu został tam w bestalski sposób zamordowany przez
muzułmańskich kolegów w szkole chrześcijański nastolatek, a teraz
jego ojciec na próżno skarży się policji, że ofiarami szyderstw są w szkole
również jego pozostałe dzieci.

Nad tragicznym filmem przedstawiającym spalenie dziewczyny, widniał
napis, że egzekucja miała miejsce w Indiach. Podano nawet nazwę
prowincji. Błędnie napisano, że żywcem spalono hinduską dziewczynę
za to, że poszła do kościoła. Znajomy z FB zwrócił mi uwagę, że jest to
nieprawdziwy podpis, bo podejrzana o udział w morderstwie dziewczyna
padła ofiarą tłumu w Gwatemali. Na potwierdzenie swoich słów zamieścił
fragment hiszpańskojęzycznych wiadomości, w których uśmiechnięta pani spikerka opowiada o spaleniu dziewczyny. Kamera z daleka pokazuje
zamazaną, ciemną, leżącą na ziemi postać. Można się domyśleć, że to
człowiek kiedy się widzi zwęgloną nogę. Później kamera robi zbliżenie
brązowego, sznurowanego buta, który mógłby należeć do każdej
nastolatki pod każdą szerokością geograficzną.
Pani spikerka mówi o całym wydarzeniu około minuty, tak jakby
zapowiadała pogodę, albo spodziewany wzrost cen na giełdzie. Po
jej wystąpieniu wiadomości kończą się efektownym sygnałem
wizualno-dźwiękowym.

Rzeczywiście, egzekucja spalenia nastolatki miała miejsce w maju 2015
roku w Gwatemali, we wsi Rio Bravo leżącej ponad 200 km na zachód
od stolicy, czyli miasta Gwatemala. Bravo oznacza po hiszpańsku mężny,
ale też dziki, wściekły i wzburzony. Czyżby rzeczywiście były to synonimy męstwa? Na opublikowanym na YouTubie filmie widać ładną,
przestraszoną, milczącą i zupełnie bierną nastolatkę z długimi włosami,
o nieco dziecinnej twarzy. Nie znamy nawet jej imienia i nazwiska, bo
tłum nie był nim zainteresowany. Z Wikpedii wynika, że 65-70% ludności
Gwatemalii to katolicy, a 35-45% to protestanci.

Nie wiadomo czy rzeczywiście pomagała dwóm zbiegłym mężczyznom
w zabiciu w celach rabunkowych Carlosa Enrique Gonzalesa Noriega.
Z doniesień prasowych wynika, że dwóch domniemanych sprawców
zabójstwa uciekło, a ona uciekała razem z nimi, ale uciekła w inną stronę, albo uciekała za wolno i dopadła ją goniąca domniemanych sprawców
grupa mężczyzn ze wsi. Nikt dokładnie nie wie jak było. Możliwe, że była
zaangażowana w morderstwo, ale mogła też tylko znależć się w miejscu
jego przebiegu i uciekać ze strachu. Noriega został podobno zabity
wystrzałem z pistoletu. Strzelała więc jedna osoba.

f0340134_23124497.jpg

Nawet jeżeli ta dziewczyna była zaangażowana w jego zabicie to tłum
ze wsi dokonał odrażającego osądu kozła ofiarnego. Film pokazuje
pokrawione dziecko w krótkich spodenkach i w bluzce na ramiączkach
kopane i bite przez kilinastu dorosłych mężczyzn. Kilkadziesiąt gapiów
patrzy na całe wydarzenie i pokrzykuje lub milczy. Kiedy bita i ciągnięta
za włosy dziewczyna upada w wyniku zadanych ran na ziemię, na głównej drodze we wsi, jeden z „dzielnych” oprawców polewa ją benzyną i
podpala. Jest tak obolała, że nie może się poruszyć. Pali się bluzka na
jej brzuchu, potem cały brzuch. Gapie stoją i w milczeniu patrzą.
Od czasu do czasu słychać pokrzykiwania mające dodać animuszu
dokonującym zbrodni.

f0340134_23193349.jpg
Ponieważ ogień objął tylko brzuch dziewczyny, co nie zadowoliło
gawiedzi, ktoś dolewa benzyny i wtedy płomień ogarnia całe jej ciało.
Przekręca się w bólu i widać jak się cała pali, jak płoną jej długie,
do niedawna piękne włosy. W końcu jej już nie widać. Zamienia się
w zwęgloną kłodę. Jej dziecięcą, pokrawioną twarz można zobaczyć
tylko na obiegającym świat internetowym filmie, który ktoś zrobił i
wrzucił na YouTube. Od dwóch lat istnieje już tylko w wersji
wirtualnej.

Oglądając film trzeba być przygotowanym, że 16-letnią dziewczynę
będzie widać tylko przez kilkadziesiąt sekund. Potem zamieni się
w płonącą, bezkształtną pochodnię. Dziewczyna przez cały czas
egzekucji milczy. Nikt nie dał jej szansy wyjaśnienia okoliczności,
a ona sama w obliczu siły nienawiści tłumu zrezygnowała z
samoobrony. Jest jak bezbronne zwierzątko składane w ofierze
nienawiści. Przyjmuje tą straszną śmierć w milczeniu,
z całkowitą biernością i pokorą.

Nie mogłam spokonie oglądać tej straszliwej egzekucji tłumu na
zaszczutym, wylęknionym dziecku, które wygładało jak nastolatka w
każdym kraju. Kara śmierci nie przewiduje wykonywania wyroku na
nieletnich. Może wzięła udział w zabójstwe, a może przyszła odwieść
od tego pomysłu swojego chłopaka, albo kolegę? Łzy same płynęły mi
po policzkach,a widziałam egzekucję tylko na ekranie komputera,
na którym coraz trudniej odróżnić dziś efekty hollywódzkiej produkcji
od tragicznej rzeczywistości. Stajemy się coraz bardzie obojętni na
ludzkie cierpienie.

Bóg zawsze daje człowiekowi druga szansę. Jezus Chrystus odpuścił
grzechy łotrowi na krzyżu, który nawrócił się w ostatnich minutach
swojego życia, wypełnionego jak się można spodziewać, różnymi
przestępstwami. Żądając sprawiedliwości tłum w Rio Bravo dokonał
tego samego za co osądzał. Kodeks Hamurabiego w XXI wieku.
Sprawiedliwy jest tylko Bóg, który jest miłością. Bóg który jest na tyle
miłosierny, że w każdej chwili chce człowiekowi przebaczyć i wymaga
tego samego ode mnie w stosunku do innego człowieka. Śmierć
zadana innemu człowiekowi lub sobie nie jest wynikiem miłości,
lecz jej braku. Śmierć jest poddaniem się słabości i pychy, bo człowiek
stawia siebie w miejscu Boga i poddaje się drzemiącej w jego sercu
nienawiści. Jest wynikiem kompleksu, bo każdy boi się czy ktoś nie
będzie się z niego śmiał jeżeli się wyłamie. Czy ktoś nie pomyśli, że
jest mniej wykształcony i pochodzi z prowincji.

Mój wujek, który jest dzieckiem zamojszczyzny i z całą rodziną jako
dziecko uwięziony był w 1942 roku w niemieckim obozie
koncentracyjnym w Zamościu opowiadał mi, że pomimo straszliwego
terroru, podczas świąt Bożego Narodzenia zagłodzeni, przestraszeni i
zabiedzeni ludzie jednym głosem zaśpiewali „Bóg się rodzi”, a Niemcy,
którzy byli oprawcami byli tak zaszokowani, że nie byli w stanie
zareagować na tą duchową siłę pochodzącą od ludzi, którzymi gardzili.
„Pomimo beznajdziejnych warunków i przeświadczenia, że w każdej
chwili można być torturowanym i stracić życie, nikt nie próbował nawet
popełnić samobójstwa”-zauważył.

Zadawana sobie lub komuś śmierć jest wynikiem nienawiści i obsesji,
całkowicie pozbawionej miłosierdzia. Polega na omotaniu się we
własnym światku, w którym nie ma Boga. 19 października w
Warszawie przed Pałacem Kultury i Nauki oblał się substancją
łatwopalną i podpalił 54-letni mężczyzna, Piotr S. z Małopolski.
Podobno przed podpaleniem się był na tyle przytomny, że wygłosił
płomienną mowę i rozdawał przechodniom ulotki, w których wymienił
ileś powodów nienawiści, dla których popełnił ostentacyjne
samobójstwo. Jego rodzina potwierdziła podobno, że
był to wynik rozczarowania polityką polskiego rządu. Czy można
kogoś lub siebie podpalić z miłości?

Przed kapitulacją Japonii jeden z dowódców wojskowych wpadł na
pomysł, że młodzi lotnicy powinni latać w samobójczych misjach,
podczas których mieli rozbić samolot „0” uderzając w amerykański
okręt wojenny. Mieli w ten sposób uratować kraj od upadku.
Mieli pomóc „boskiemu wiatrowi”, czyli „kamikaze” zawiać i
ocalić Japonię. Ten sam pomysł podjęli sprawcy ataków
terrorystycznych na World Trade Center w Nowym Jorku w
2001 roku.

Rozmawiałam w Japonii z kilkoma byłymi lotnikami, którzy pod
koniec II wojny światowej zgłosili się do specjalnych oddziałów
samobójczych zwanych potocznie kamikaze. Jeden z nich,
Masamichi Shida,powiedział mi, że nikt z jego kolegów nie chciał
zgłosić się do samobójczych oddziałów dobrowolnie, ale wszyscy
byli tak zmanipulowani imperialną indokrynacją, że na pytanie
„czy chcesz oddać życie dla ratowania cesarza i ojczyzny?” wstydzili
się odpowiedzieć negatywnie, bo bali się ostracyzmu społecznego.

„Choć nie chciałem umierać, napisałem, że bardzo chcę”-powiedział
Shida. Kennichi Onuki, który poleciał w samobójczy lot, ale z
powodu awarii samolotu wylądował i został zaaresztowany oraz
przetrzymywany w obozie reedukacyjnym dla pilotów, którzy nie
potrafili oddać życia za cesarza, powiedział w programie telewizji
NHK, że w obozie codziennie wypominano przetrzymywanym
tam pilotom, że są nieudacznikami, którzy nie potrafili oddać życia
za cesarza. „Byliśmy tak gnębieni psychicznie, że będąc w tym
obozie myślałem tylko o tym, żeby jeszcze raz polecieć i wbić się
samolotem w ziemię, jeżeli nie uda mi się wbić w amerykański okręt.
Wolałem umrzeć, żeby nie zniosić dłużej tych psychicznych tortur”-
powiedział.

Jak łatwo grać na ludzkich słabościach i kompleksach, żeby rozpalić
w nich iskrę obsesji, nienawiści i obłędu. Z desek teatru namawia się
do popełnienia zabójstwa, argumentując, że to sztuka. Organizuje
się szydercze protesty, które nie niosą żadnych treści i są oparte na
rozsiewaniu iskry zawiści i rozpalaniu „słusznego gniewu”.
Takie iskry wystarczy tylko podpalić, a roznieci się z nich płomień
niemożliwy do ogarnięcia.

Myślę, że nie przez przypadek zobaczyłam egzekucję nastolatki z
Gwatemalii 8 listopada, czyli w ostatni dzień oktawy święta Wszystkich
Świętych. Modliłam się za jej duszę, o jej zbawienie i za duszę pana
Piotra, bo oboje padli ofiarami ognia nienawiści.

Dorota Hałasa. Tokio
(Zdjęcia spalonej żywcem dziewczyny z Gwatemali pochodzą z internetu)









[PR]
by NaszDomJaponski | 2017-11-09 23:31 | Information | Comments(0)

Na misjach w Papui Nowej Gwinei

f0340134_14354772.jpg
Wywiad z misjonarzem w Papui Nowej Gwinei ks. Jarosławem Wiśniewskim

1. Jak Ksiadz trafił do Papui i dlaczego akurat do takiej innej od naszej kultury?
Jakis czas pracowalem na Kamczatce niedaleko Alaski na granicy rosyjsko-amerykanskiej.
Biskup syberyjski, ktory obecnie jest biskupem w Elku poprosil bym zarejestrowal na
Kamczatce od zera nowa parafia pod wezwaniem sw. Tereski z Lisieux, patronki
misjonarzy. Byla chora na gruzlice i to przeszkodzilo jej wyjechac do Wietnamu dokad
sie zglaszala ale ogloszono ja patronka misji za jej gotowosc pojscia na "najodleglejsze
wyspy". Tak sie wyrazila w swoim dzienniczku "Dzieje duszy".

Zarazila mnie tym pragnieniem, wiec gdy tylko Rosjanie cofneli mi karte stalego
pobytu a Biskupowi Mazurowi zabrali wize obaj znalezlismy sie w bardzo trudnej
moralnie sytuacji. Biskup wspiera jak moze misje w Rosji posylajac swoich
wychowankow z elckiego seminarium do pracy w swej dawnej diecezji, a ja
natomiast po starej znajomosci otrzymalem od Biskupa Mazura kontakt do Papui,
bo to on sie widzial z papuaskim biskupem poszukujacym w Polsce ksiezy. Dal
sluchawke temu biskupowi, wykrecil moj numer, pogadalismy troszke i tak to sie
zaczelo. Byl rok2013

2. Czy wśród nich są katolicy od urodzenia?, czy nawraca ich ksiądz z innych wierzeń?

Bardzo wielu Papuasow z mojej parafii deklaruje, ze sa katolikami od dziecka, bo
pierwszy misjonarz przyjechal do mojej parafii w 1927-m roku a wiec niemal 90 lat
temu. Pewna jednak liczba katolikow trafila w rece agresywnie do nas nastawionych
Adwentystow, ktorzy klamstwem i podstepem nawracaja katolikow na swoje bledy...
totez moje zadanie polega na tym, zeby te klamstwa Adwentystow zostaly
uswiadomione i by czesc katolikow wrocila na lono kosciola. Niektorzy sie
krepuja pozostawic swe wspolnoty. Taka sobie proba miesni od ponad 2 lat trwa...

3. W jakich szkołach uczą się dzieci i jakie szkoły sa obligatoryjne?

Jestem w Papui od ponad dwu lat ale jeszcze nie znam dokladnie wszystkich przepisow
z oficjalnych jednak danych wynika, ze 25% dzieci nie uczeszcza do szkoly, a rodzice
nie sa za to pociagani do odpowiedzialnosci. 50% doroslych sa nadal analfabetami i
jest to najprawdopodobniej najwyższy wskaźnik na swiecie. Szkoly średnie, a raczej
gimnazja, które tu trwają od 3 do 8 klasy mają dość gęstą sieć i w miarę ładne budynki,
ale wiele z nich wymaga pilnych remontów.
Nauczyciele nie traktuja poważnie swoich obowiązków. Nagminne są nieobecnosci
po kilka dni czy tygodni bez konsekwencji dyscyplinarnych. Zdarza sie, ze nauczyciel,
który zmienił miejsce zamieszkania i od lat nie pracuje w zawodzie nadal otrzymuje
zapłatę. Bałagan w tej dziedzinie jest niesamowity. W szkołach bardzo często nie
ma elektryczności, nie ma tez zwykle okien, bo klimat tego nie wymaga. Niestety
bywalem świadkiem kar fizycznych wymierzanych bez skrepowania pałką publicznie
przez nauczyciela. Fundusze szkolne są bardzo często zawłaszczane przez dyrekcję
lub komitet rodzicielski. Zdarzają się przypadki, że szkoła otrzymuje od jakiejs
organizacji charytatywnej telewizor, komputer, motorówkę lub samochód, a
dyrektor zabiera to do domu na prywatny użytek.

4. Jakie obowiązują tu zasady i zakazy w życiu codziennym? Czy istnieje coś w
rodzaju savoir vivre?

Ryż jada się rekami, a zamiast talerzy używa się tu liści bananowych. W relacjach
z nauczycielami przyjęło się do nich zwracac per “mister” co oznacza, że dany
człowiek jest nauczycielem. Do dobrego tonu należy, by mężczyźni siadali do
posiłku tylko w gronie mężczyzn, a kobiety w gronie kobiet. Nawet dziewczęta
z chłopcami rzadko jadają wspólnie. Pierwszeństwo oczywiście we wszystkim
mają mężczyźni i chłopcy.
Gdy się je to tylko lepszym gosciom daje sie talerz a reszta jada z liścia lub z
dużej miski. Na wielkich uroczystościach do jednej miski składa się jedzenie dla
konkretnego zespołu czy wioski i oni te ziemniaki, mięso czy ryż jedzą w kucki
siedząc w krzakach.

5. Czy Papuasi mają świętych i błogosławionych?

Bardzo szanowany w Papui jest Piotr Channel, misjonarz Marysta zabity w okolicach
Fidzi i Wysp Salomona za to, że wystawił na pośmiewisko jednego z miejscowych
wodzów. On jak rownież błogoslawiony Jan Mazzuconi mimo, ze pochodzą z Europy
uważani są za świętych patronów Oceanii. Z samej Papui pochodzi Piotr Torot
katecheta zabity przez żołnierzy japońskich zastrzykiem z trucizny za to, ze wbrew
zakazowi okupantów prowadził katechezy, chrzcił dzieci i asystował przy zawieraniu
sakramentalych związków małżeńskich, które wnosił do ksiąg parafialnych mimo, że
księża byli internowani. Główny powód męczeństwa to śmiała obrona świętości
małżeństwa podczas gdy Japonczycy promowali poligamię wśród tubylców, Piotr
się jej sprzeciwiał. To piękna postać. Miał zaledwie 33 lata. Beatyfikował go w
1995-m roku Jan Pawel II podczas odwiedzin w tym kraju.

6. Czym dzieci lubią się najczęściej i najbardziej zajmować?

Najpopularniejsza w Papui jest piłka nożna ale również rugby.
Dziewczeta lubia futbol tak samo jak chłopcy, ale z różnych powodów w mej parafii
grają raczej w siatkówkę. Co ciekawe gdy jest ulewa nie przestają grać. Inną
ciekawostką jest, ze grają najcześciej boso.
Bawią się kamykami tak jak ja w dzieciństwie. Przypuszczam, że to przywędrowało
z Europy. Lubią godzinami siedzieć w morzu czasem bez powodu, ale często dla
zbierania małży morskich, które są jadalne. W niektorych okolicach są jadalne
słodkie trawy morskie. Zabawą chłopców jest nurkowanie w poszukiwaniu ryby.
Starsi chłopcy potrafia upolować żółwia. Dobra, ale niebezpieczna zabawa to włażenie
na kokosowe drzewa, które czasem mają po 10 m wysokości. Dzieci z klasy 5-8
potrafią zbudowac drewniany szalas w ciagu jednego dnia i mozna w nim jakis
czas mieszkać. Tak z pomoca dzieci powstała bambusowa kaplica Jana Pawla II
w jednej z moich wiosek o nazwie Meto. Owszem starsi nadzorowali, ale materiał
z buszu przyniosły dzieci. One też ustawiły konstrukcje z użyciem minimalnej
ilości gwoździ. W środku kaplicy może sie zmieścić 50-100 ludzi.

7. Z czego zyją tubylcy i co jest wyznacznikiem ich bogactwa?

Tubylcy-wiesniacy stanowia 85-90% mieszkancow kraju. O ich zamoznosci
świadczy najczęściej ilość żon. Wójt naszej gminy ma na przyklad 4, ale w
innych okolicach zdarzaja sie przypadki posiadania 8 żon i wszystkie są ze
sobą bardzo skłócone tak, że mąż stara się dla każdej o oddzielny dom, bywa że
mieszkają w różnych wioskach.
Innym wyznacznikiem jest posiadanie motorówki. Poniewaz duży procent
Papuasow to wyspiarze bardzo ważne jest posiadanie dużej łodzi lub najlepiej
motorówki. Najczęściej jest jedna motorówka na całą wieś i wszyscy się zrzucają,
by czasem na niej poplynac do miasta. Ten kto ma klucz od silnika uwaąa sie za
bogacza. Mimo, ze w papuaskich wioskach jest silne poczucie pokrewienstwa i
niemal komunizm to jednak szefowie czy wodzowie wiosek manewrują wioskową
własnością tak, żeby wspólne przedmioty stały na jego podwórku lub u jego
krewnych. Bogaci ludzie starają się migrować do miast, ale ze swych dochodów
budują domy w rodzinnych wioskach, by zaimponować rodako. Mimo, że rzadko
w nich mieszkają to jednak lubią je mieć. Są to zwykłe domy z blachy podczas
gdy biedacy nadal budują z bambusu.
Bogaci robią też większe zapasy. Zawsze mają trochę benzyny i generator
prądu oraz ryż na zapas, podczas gdy biedacy jedzą głównie banany z lasu.

8. Jakie choroby nękają tubylców, a jakie dotknęły księdza?

Najczęściej choruje się na malarię, którą nie zawsze zgłasza się do szpitala.
Nieleczona malaria powoduje zaburzenia psychiczne lub częściowy paraliż.
Bywa, że malaria nakłada się na gruźlicę i lekarz ma wielką lamigłówkę co i jak
leczyć. Jakość medycyny jest bardzo niska. Owszem niedawno przeżyłem malarię.
Gorączka na przemian z drgawkami chłodu.
Nikomu tego nie życzę. Jeśli jest lekarstwo po tygodniu wszystko wraca do normy.
Państwo wspólnie z masońskim Rotary Club propagują spanie w siatkach, ale te
siatki plastykowe szybko pękają i ich skuteczność się zmniejsza. Ja mam dwie
w domu i jeszcze na sen zakładam skarpety, śpię w ubraniu by od komarów się
bronić, jem profilaktyczne leki, ale jak widać wszystko na nic. Jak się mieszka w
tropiku to malaria czym predzej cie capnie. Inne schorzenie to cukrzyca. Mozna
spotkac ludzi ze stygmatami rak i nóg. Niestety są rownież przypadki trądu.
Chorzy nie zawsze są izolowani. W mojej parafii jest dwóch chorych staruszka
Franciszka i średniego wieku mężczyzna o imieniu Herman. Od czasu do czasu
udzielam im komunii i namaszczenia. Staram się nie dotykać ich ran, bo wtedy
sam stałbym się nosicielem. W naszych czasach można leczyć trąd, ale te dwa
opisane przypadki to cos dla mnie niezrozumialego. Rodzina czeka ze Franciszka
sama umrze, a Herman poniewaz kiedys w mlodosci zabil czlowieka uznal, ze
to kara Boska i liczy tylko na cud, a na lekarzy raczej nie. Mimo, ze sa tu upaly
byle deszczyk powoduje zaziebienia. 50% dzieci jest niedozywionych, a 40%
kobiet choruje na anemie

9. Czym jest misja na tych wyspach dla Ksiedza, jak je może Ksiadz zatytułować?

To sa “swinskie misje”. Podobnie jak w Indonezji czy Indochinach swinie sa
udomowione i kochane zwlaszcza przez dzieci. Tak jak kotki i pieski dostają imiona,
rzadko kiedy maja zagrody. Najczesciej zywia sie same na plazy roznymi wodoroslami
lub w buszu, ale na nocleg każda swinia wie gdzie ma wrocic. Narodziny dziecka,
ślub czy pogrzeb nie może sie obyc bez swinskiego miesa. Gdy ktos popelni
przestepstwo to wioskowy sąd wyznacza ile świń kompensacji ma wyplacic
zbrodniarz poszkodowanemu. Gdy biskup ma we wsi bierzmowanie albo swiecenia
kaplanskie to rowniez otrzyma w podarunku jedna lub kilka swin.
Wiec sa to swinskie misje w sensie doslownym. Jesli w przenosni to “podlozenie swini”
czyli klamstwo i oszustwo, a nawet zdrada malzenska wprawiaja w podziw
spolecznosc i taki woskowy huligan, ktory ma sumienie zapaprane wielu
zbrodniami paradoksalnie respektowany jest niemalze jak heros, co zreszta
dostrzeglem rowniez w Rosji. Pomimo wielkich odleglosci komunizm i papuaski
system trybalny-plemienny maja wiele cech wspolnych. Kradziez czy cudzolostwo
i tu i tam “schodza z rak”. Rosjanie takie karykatury nazywaja “wor w zakonie”
czyli “przestepca chroniony”.
Cos w rodzaju “swiadka koronnego”. Nic z takim typem nie mozesz zrobic.
Wielu z nich ma aspiracje polityczne I teraz widac jasno czemu te dwa
“bogate w surowce” kraje jak Rosja czy Papua żyją na skraju nedzy. No bo tak są
rzadzone. Ambasador francuski hrabia Custine rezydujacy wiele lat w Petersburgu
w 18-m wieku o Rosjanach powiedzial, ze sa “piekni jak anioly i brudni jak diably”.
Cos podobnego moglbym powiedziec o Papuasach, ale w tajemnicy, bo by im sie
pewnie to porownanie z Rosja nie spodobalo.

10. Jakie chwile zwątpienia przychodzą, jeśli takowe sa w ogóle i jak sobie
Ksiadz z nimi radzi?

Zwatpień jest wiele jak się jest poza czyli na urlopie. Jak sie jest wewnatrz misji to
wszystko sie wydaje zwykle, nawet egzotyka po roku czasu calkowicie znika. Myslisz
sobie: “oni sa tacy sami jak ja – jeśli im starcza sil by zyc to i mi wystarczy w tych
samych warunkach”.
Ostatnia moja mania przesladowcza jest taka, ze moga mnie zabic znienacka.
Tacy sa tutejsi alkoholicy. Gdy trzezwi jak baranki, gdy pijani rodzonego brata
potna na kawalki.
Czasem wydaje mi sie, ze moge utonac w morzu, bo motorowki sie psuja a tzw.
“skiperzy” sa czesto amatorami. Dwa lata temu lodka kaplana z 5 pasazerami
utonela i uratowaly sie tylko 3 osoby. Kaplan i starosta parafii zmarli. Duzo mam
tych wyjazdow na motorowce a miedzy Bozym Narodzeniem i Wielkanoca zawsze
bywaja sztormy. Boje sie wiec, nie robie z siebie bohatera, ale co robic.
Przeciez nie zostawie ludzi bez Mszy Wielkanocnej. Nie moge siedziec w domu na
Boze Narodzenie. W te dwie uroczystosci w ciagu doby robie 10 nabozenstw w
roznych sub-parafiach czyli kosciolach filialnych i kazdy z nich na innej wysepce.
To taki “najczarniejszy scenariusz” i misyjne rozterki. Wtedy gdy wiekszosc ludzi
swietuje dla mnie to czas rozterek i utrapien.
Najuroczystsza bywa ta ostatnia Msza gdy juz wiem, ze nic sie nie stalo i cala
parafia otrzymala od Proboszcza to co sie jej nalezalo.


[PR]
by NaszDomJaponski | 2016-10-23 15:13 | Information | Comments(0)

Polonia w Japonii o Janie Pawle II

f0340134_15401320.jpg

O uniwersalności i aktualności nauki Jana Pawła II w czasach współczesnych
mówił w ambasadzie RP w Tokio o. prof. dr hab. Jarosław Kupczak, który
12 maja 2016 spotkał się z japońską polonią. Ojciec Profesor, który jest
Dyrektorem Ośrodka Badań nad Myślą Jana Pawła II na Uniwersytecie Papieskim
Jana Pawła II w Krakowie, przypomniał, że polski papież był inicjatorem
organizowanych co dwa lata od 1986 roku Światowych Dni Młodzieży,
które w 2016 roku organizowane są w Krakowie. Jan Paweł II mówił do
młodych: „Wy jesteście przyszłością świata, wy jesteście nadzieją Kościoła.
Wy jesteście moją nadzieją”. Potrafił przyciągnąć uwagę młodych ludzi z
całego świata odwołując się do wartości zawartych w Dekalogu. Zachęcał,
aby młodzi ludzie te wartości zachowywali, a oni tłumnie przyjeżdżali z
całego świata na Dni Młodzieży, żeby posłuchać jego nauki.

Myśl Jana Pawła II oraz jego duchowy dorobek są żywo obecne w Polsce
do dziś. Ojciec Profesor zwrócił uwagę, że w kraju działa wiele ośrodków
badań nad nauką tego wielkiego Polaka, który został świętym kościoła katolickiego.
Ośrodkiem działającym najdłużej jest Instytut Jana Pawła II na Katolickim
Uniwersytecie Lubelskim w Lublinie, założony w 1982 roku przez przyjaciela
polskiego Papieża, księdza Tadeusza Stycznia. W czasie pontyfikatu Jana Pawła II
Instytut współpracował ze środowiskami naukowymi z różnych krajów.
Miał szerokie kontakty międzynarodowe, m.in z włoskim filozofem i politykiem
Rocco Buttiglione.

Sam o. Kupczak reprezentuje działający na Uniwersytecie Papieskim w Krakowie
Ośrodek Badań nad Myślą Jana Pawła II, którego ważnym dokonaniem – oprócz
organizacji wykładów i konferencji - jest publikacja serii naukowej Studia nad
Myślą Jana Pawła II; liczy ona już blisko dwadzieścia tomów. Innymi ważnymi
krakowskimi instytucjami, które troszczą się o dziedzictwo Jana Pawła II są
Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się!” w krakowskich Łagiewnikach oraz
Instytut Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II, którego jednym z ważnych,
kończonych właśnie projektów jest opracowanie, digitalizacja i publikacja zasobów
krakowskiego archiwum Karola Wojtyły.

Inną ważną instytucją, o której należy wspomnieć, jest powołane do życia przez
prezydenta Lecha Kaczyńskiego Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie,
które w sposób niezwykle twórczy łączy akademicką refleksję nad dziedzictwem
polskiego Papieża z troską o praktyczne inicjatywy społeczne skierowane do
bardzo różnych środowisk.

Mówiąc o ponadczasowym i uniwersalnym dorobku Jana Pawła II Ojciec Profesor
podkreślił, że tego wielkiego myśliciela cechowała równocześnie tradycyjna i
zwyczajna pobożność, która wyrażała się w codziennej, pełnej refleksji modlitwie i
odmawianiu Różańca.

f0340134_15404468.jpg

Na spotkanie z o. prof. Krupczakiem przybyło około 20 osób, w tym przedstawiciele
pracującego w Japonii duchowieństwa i odwiedząjący Kraj Kwitnącej Wiśni ojcowie
saletyni z Krakowa. Polonijny duszpasterz o. Paweł Janociński OP wspominał spotkanie
z Janem Pawłem II, a właściwie biskupem Karolem Wojtyłą. Spotkał go kiedy
organizował rekolekcje charyzmatyczne dla młodzieży akademickiej w Krakowie.
W tym czasie była to zupełna nowość w Kościele. Był pod wrażeniem jego osobowości
i głębokiej religijności. Przyszły święty pomimo wielu zajęć zaszczycił wszystkich
swoją obecnością na rekolekcjach. O. Paweł pamięta jego otwarcie na ludzi i
na nowe inicjatywy pomimo fizycznego zmęczenia. Duszpasterz polonijny
wspominał słowa biskupa Wojtyły, że pasterz powinien poświęcać się całkowicie
swojej posłudze. Przyznał, że te słowa stały się dla niego wyznacznikiem pracy
misyjnej w Japonii.

Siostra Klaudiusza ze zgromadzenia Sióstr Opatrzności Bożej w Tokio, która
pracuje w liceum Św. Józefa w Jokohamie zauważyła, że Japończycy interesują się
dorobkiem Jana Pawła II. Katsuyuki Shimizu, dyrektor liceum, w którym siostra
uczy wprowadzenia do chrześcijaństwa, pracował w obsłudzie pielgrzymki polskiego
Papieża podczas jego wizyty w Japonii w lutym 1981 roku. Jako woluntariusz,
obecny pan dyrektor, opiekował się ponadto chorym bratem Zenonem Żebrowskim.
Sam jest katolikiem i zaproponował, że opowie uczennicom liceum o swoich
doświadczeniach oraz wrażeniach z pracy przy wizycie polskiego Papieża.
Uczennice przygotowały pytania, w których interesowały się tym jaki wpływ
wywarły słowa Jana Pawła II na jego życie, jak wyglądała wówczas Japonia i
czy coś się od tamtej pory zmieniło.

W drugiej klasie liceum uczennice liceum św. Józefa jadą do Nagasaki na
wycieczkę szkolną przebiegającą pod hasłem „Apel o pokój”. Przed wyjazdem
oglądają film „Kono ko-wo nokoshite”, oparty na książce doktora Takashi Nagai,
który przeżył wybuch bomby atomowej w Nagasaki. Film zawiera fragmenty
filmów dokumentalnych z wybuchu bomby. Pokazany jest w nim odczytany
przez polskiego Papieża po japońsku apel o pokój. Apelowi i jego znaczeniu
poświęcona jest cała lekcja.

Proboszcz kościoła św. Franciszka Ksawerego w Jokohamie o. Adam Kurzak SchP
przypomniał, że wystawiane obecnie w kościołach całej Japonii relikwie św. Faustyny
i św. Jana Pawła II w dniach 12-25 wrześniu 2016 będą wystawione w jego parafii.
Uroczystą Mszę Świętą 19 września celebrował będzie biskup Jokohamy Rafael
Masahiro Umemura. Z kolei 25 września po Mszy Świętej, celebrowanej przez
nuncjusza Stolicy Apostolskiej w Japonii arc. Józefa Chennoth, odbędzie się przy
kościele dzień polski, w który zaprezentowana zostanie polska kuchnia i muzyka.
Dzieci będą miały okazję wziąć udział w quizie o Polsce.

Autorka niniejszego artykułu wspomniała o uniwersalności apelu Jana Pawła II o
pokój na świecie. Zauważyła, że Papież był przeciwny rozpoczynaniu wojny w Iraku.
Wojna nie tylko nie przyniosła-według niej -pokoju w regionie, ale doprowadziła do
nasienia konfliktu, który ciągnie się do chwili obecnej i którego ofiarami są chrześcijanie.
Zwróciła również uwagę na ogromny wkład o. Maksymiliana Kolbe w system opieki
społecznej w Japonii. Po wybuchu 9 sierpnia 1945 roku bomby atomowej w Nagasaki,
mianowany przed wojną przez o. Maksymiliana jego następcą w Japonii, polski
franciszkanin o. Mieczysław M. Mirochna wraz z innymi zakonnikami z Polski,
zaopiekowali się pozostałymi po wybuchu sierotami i założyli sierociniec, aby dzieci
znalażły w nim schronienie.

8 grudnia 1949 roku o. Mirochna powołał do życia żeńskie zgromadzenia Sióstr
Franciszkanek Rycerstwa Niepokalanej w Nagasaki. Siostry z kolei w 1961 roku
założyły Ogród Chwały Bożej (Misakae-no sono) pierwszy w Japonii ośrodek opieki
nad dziećmi niepełnosprawnymi. Później powstały przy ich zgromadzeniu również
inne ośrodki opieki nad najsłabszymi. Na początku lat 60 ośrodek odwiedził ówczesny
następca tronu i obecny cesarz Akihito. Ośrodek działa obecnie w Konagai w mieście
Isahaya w prefekturze Nagasaki i jest finansowany przez władze prefekturalne.
Do pięciuset pacjentów i osób potrzebujących opieki zatrudnia pięćset osób personelu.
Przy Ogrodzie Chwały działa główna siedziba sióstr Rycerstwa Niepokalanej,
które pomagają w opiece nad pacjentami i potrzebującymi pomocy. Jedną z nich
jest jedyna misjonarka z Polski na wyspie Kyushu, siostra Kazimiera Szaniecka.

Dorota Hałasa Tokio. 30.05.16


[PR]
by NaszDomJaponski | 2016-10-22 15:44 | Information | Comments(0)

Bierzmowanie w japońskiej polonii

f0340134_22263190.jpg
Jedenastu przedstawicieli polonii w Japonii, czyli młodych ludzi z Polski
oraz dzieci z małżeństw polsko-japońskich przyjęło 2 października 2016
roku sakrament bierzmowania, którego udzielił im Nuncjusz Stolicy
Apostolskiej w Japonii Arcybiskup. Józef Chennoth. Arcybiskup podkreślił,
że sakarament został im udzielony w roku miłosierdzia Bożego.

f0340134_22271875.jpg
Kiedy odrzuci się wiarę można w jej miejsce włożyć wszystko. Jeżeli
zdejmie się krzyż to zacznie się w jego miejscu wieszać amulety- brzmiały
słowa homilii skierowanej do około 100 osób przybyłych na uroczystą
Mszę Świętą celebrowaną po polsku i angielsku w kościele św. Ignacego
w Tokio przy relikwiach św. Jana Pawła II.

f0340134_22444652.jpg
„Panie przymnóż nam wiary”- prosili Jezusa Chrystusa apostołowie.
I my powinniśmy prosić o to samo codziennie. Wiara jest powierzonym
nam depozytem. Musimy ją pielęgnować.Nie ulegajmy magii i horoskopom.
Nie poszukujmy nowych form medytacji, które nie mają nic wspólnego
z Bogiem. Wiara zakłada bliską relację człowieka z Bogiem oraz pamięć
o innych ludziach i wydarzeniach.
f0340134_22454295.jpg

Nasza wiara umacnia się kiedy zawierzamy Panu Bogu swoją codzienność,
kiedy prosimy i dziękujemy. Rozpoczął się miesiąc październik. Pamiętajmy
o modlitwie Różańcowej. Abyśmy odmówili choć dziesiątkę Różańca
dziennie, abyśmy prosili i dziękowali, bo mamy za co dziękować.

f0340134_22463113.jpg

Módlmy się, aby młodzież, która przyjęła dziś sakrament bierzmowania
otworzyła się na działanie Ducha Świętego. Na Siedem Darów Ducha
Świętego, czyli: daru poznania, mądrości, zrozumienia, rady, męstwa,
pobożnosci i bojaźni. Sakrament bierzmowania nie działa magicznie.
Trzeba pielęgnować w sobie dar łaski świętej poprzez sakrament pokuty
i Eucharystię. Życzmy młodzieży, która przyjęła sakrament bierzmowania
12 owoców Ducha Świętego, czyli: miłości, radości, pokoju, cierpliwości,
łaskawosci, dobroci, uprzejmości, cichości, wierności, skromności,
wstrzemieźliwości i czystości. Pielęgnujmy w sobie dar łaski Bożej i
dzielmy się owocami Ducha Świętego.

f0340134_22301841.jpg
Po Mszy Świętej odbyła się przygotowana przez nasze siostry agapa,
podczas której Nuncjusz Apostolski Arcybiskup wspominał swoje
spotkania z Janem Pawłem II.

Dorota Hałasa. Tokio



[PR]
by NaszDomJaponski | 2016-10-02 22:37 | Information | Comments(0)

List z Aleppo

f0340134_17313697.jpg
Dziękuję za waszą pamięć i troskę. Otrzymuję od was wiele pytań. Postaram się
odpowiedzieć na nie i opowiedzieć trochę o naszym życiu tutaj w Aleppo.
Przepraszam, że nie piszę do każdego z was osobiście, ale nie mamy prądu, ani
internetu.
f0340134_17325962.jpg
Pytacie w której części Aleppo znajduje się nasz klasztor wschodniej czy zachodniej?
Nasz klasztor znajduje się w zachodniej czyli spokojniejszej części Aleppo.
We wspólnocie jest nas 5 sióstr różnych narodowości; Siham-Libanka,
Antoinette-Syryjka, Bernadette-Francuzka, Urszula i ja- Polki.
Pragniemy, by dom nasz był oazą pokoju i gościnności dla wszystkich którzy do
nas przychodzą bez względu na przynależność etniczną czy religijną.

Kilka rodzin chrześcijańskich i muzulmańskich, których domy zostały
zbombardowane mieszkają z nami. Niektórzy juz od 6-ciu lat.
Kuchnia Jezuickiego Ośrodka dla Uchodźców przygotowuje codziennie 10 000
posiłków mieszkający bliżej naszego klasztoru przychodzą sami po posiłek. Do
mieszkających w innych dzielnicach posiłki sa dowożone samochodami
transportowymi. W naszym klasztorze jest też:

f0340134_17442480.jpg
- pracownia dla kobiet, które oprócz otrzymywanej pomocy psycho-terapeutycznej
zarabiają trochę pieniędzy
- ośrodek dla dzieci z autyzmem
- akademik dla 25 studentek. W tym roku miałysmy tylko muzułmanki. Wiele
rodzin chrześcijańskich opuściło Syrię.
Cieszy nas bardzo, że wiele pojedynczych osób i grupy lubią przychodzić do nas:
w ubiegłym tygodniu przez 4 dni gościłyśmy w naszym domu braci ofm oraz
biskupa i księży obrządku maronickiego, którzy mieli u nas swoje rekolekcje.

f0340134_17334086.jpg
W tym tygodniu podczas święta muzułmańskiego Adha:
- przez 4 dni miała u nas obóz ponad 100 osobowa grupa harcerek

- 1 dniowe spotkanie - Wspólnota Życia Chrześcijańskiego
Dzięki otrzymywanej pomocy pomagamy potrzebującym.
Dzięki otrzymanym darom pomogłyśmy zakupić lekarstwa dla dzieci w szpitalu
onkologicznym. Oczywiście ta nasza skromna pomoc jest kroplą w morzu potrzeb!
Ludzie są zmęczeni tą wojną, która trwa juz 6 lat i nie widać końca...Odwiedzając
rodziny widzimy jak wiele jest chorych potrzebujących leczenia na które ich nie
stać. Ceny nieustannie rosną, a ludzie są coraz biedniejsi. Byłyśmy z jedną siostrą
na targu warzywnym. Było tam z 30 stanowisk. Wszyscy sprzedawali to samo;
jedynie ziemniaki, pomidory, ogórki, cebulę i baklażany.Tylko jeden sprzedawca
miał owoce; banany, winogrona, jabłka, brzoskwinie. Nikt u niego nie kupował,
bo za drogie. Owoce są luksusem... W upale powyżej 40 stopni C nie ma prądu,
wody. Ludzie muszą je kupować.

f0340134_17445749.jpg
Każda spotkana osoba straciła kogoś bliskiego albo w slużbie wojskowej walczącego
na wojnie, albo wskutek bombardowania, strzelaniny itd. Doświadczamy z jednej
strony calego okrucieństwa tej wojny, a z drugiej wiele wspaniałych postaw.
Spotykamy dużo osób wrażliwych na potrzeby innych, solidarnych, dzielących się
minimum które same posiadają. Wiele osobowości pięknych, odważnych.
Spieszących z pomocą innym narażając wlasne życie. Np. dr Rajaa ma całą
rodzinę za granicą i mogłaby opuścić Syrię. Zdecydowała jednak zostać by służyć
potrzebującym. I wiele osób jej podobnych, którzy mówią to jest nasz kraj i
właśnie teraz nas potrzebuje najbardziej.

f0340134_17372484.jpg
Naszą misją jest przede wszystkim nasza obecność tutaj. Dzielenie życia codziennego
z ludźmi. Być dla wszystkich. Być blisko czlowieka cierpiącego. Myślę, że szczególnie
w tej naszej rzeczywistości jesteśmy wezwane by żyć opcją podjętą na naszej
ostatniej Kapitule: „Uslyszeć wołanie tych którzy nas otaczają, ’tu i teraz’ i rozeznawać
jak na nie odpowiedzieć za pomocą wszystkich środków, które posiadamy
(modlitwa, obecność, działanie...)”

Proszę was o modlitwę, s Brygida Maniurka FMM

(na zdjęciach klasztor i misja s. Franciszkanek Maryi w Aleppo w Syrii oraz obchody
święta Podwyższenia Krzyża w Saydnaya)





[PR]
by NaszDomJaponski | 2016-09-16 17:30 | Information | Comments(0)

Spóźnienie

f0340134_16103008.jpg
Spóżniłam się na spotkanie w hotelu w Ginzie w Tokio z dwoma menadżerami firm
medialnych z Japonii i Niemiec, bo kiedy rano jechałam na to spotkanie ktoś rzucił się
pod pociąg. Choć jechałam 3 godziny po tym tragicznym wypadku, który miał miejce
przed 6 rano, pociągi były poopóźniane i jeździły bardzo wolno. Pociągi w regionie
Tokio jeżdżą rano w godzinach szczytu co 5 minut, więc wstrzymanie ruchu oznacza
wielogodzinne spowolnienie ruchu pociągów. Menadżer z Niemiec, który przyjechał do
Japonii na 3 dni był pod wrażeniem słysząc powód mojego spóźnienia, menadżer z
Japonii ze zrozumieniem pokiwał głową.
Nasze spotkanie było bardzo udane, bo dobiliśmy targu, ale jak kruche jest życie ludzkie-
pomyślałam. Do tego poprzedniego dnia było duże trzęsienie ziemi na Kyushu? Co czuje teraz rodzina tego czowieka, który wskoczył pod pociąg? Co czują rodziny ludzi, którzy zginęli w trzęsieniu ziemi, albo są ciężko ranni? Jest wiosna, jest piękna pogoda, rano
pięknie śpiewają ptaki. Ale nie każdy to widzi albo słyszy. Nikt nie przewidzi co się dzieje
w sercu drugiego człowieka.

Fot. Anastasia Shatkova

[PR]
by NaszDomJaponski | 2016-04-15 16:11 | Information | Comments(0)

Modlitwa zapomnianej

f0340134_20140655.jpg
Wywiad z Yukihisą Miyayamą z japońskiej firmy nagraniowej King International,
pierwszym na świecie wydawcą albumu z nieznanymi utworami polskiej kompozytorki
Tekli Bądarzewskiej- Baranowskiej (1829-1861)

Dorota Hałasa:
Kiedy poznałeś „Modlitwę dziewicy” Tekli Bądarzewskiej?

Yukihisa Miyayama:
To ulubiony utwór mamy i słyszałem go w domu od czasów dzieciństwa. Mama poznała
„Modlitwę dziewicy” kiedy była uczennicą szkoły podstawowej w mieście Sendai. Pewnego
dnia usłyszała dźwięki melodii, która ją zachwyciła. Na fortepianie grała uczennica ze
starszej klasy. Mama zapytała o tytuł melodii. Dowiedziała się, że to „Modlitwa dziewicy”.
Słuchała jej często. W końcu nauczyła się melodii na pamięć i wymyśliła jej własną
interpretację. Uważała, że szczególnie początek „Modlitwy” należy grać z większą
dynamiką. Poprosiła rodziców, żeby zapisali ją na lekcje gry na pianinie, bo chciała
zagrać „Modlitwę”. Rodzice mieli 9 dzieci i nie było ich stać na lekcje pianina ani na sam
instrument. Kupili jej zabawkę w postaci małego pianinka, ale nie dało się na nim niczego
zagrać.

DH: Czy mama chciała, żebyś zrobił to czego ona nie mogła?

YT:Tak. Kiedy miałem 5 albo 6 lat zapisała mnie na lekcje gry na pianinie i poprosiła
żebym jej kiedyś zagrał „Modlitwę dziewicy”. Nigdy nie nauczyłem się wykonywać tego
utworu tak jak chciała. Kiedy grałem „Modlitwę” mówiła, że powinienem grać bardziej
dynamicznie. W końcu się zdenerwowałem i przestałem grać. Być może gdyby sama
potrafiła grać stworzyłaby najbardziej prawdziwą, niepowtarzalną interpretację tego
utworu. Nie umiałem zagrać tak jak chciała mama i czułem, że ją zawiodłem.

f0340134_20174532.jpg
DH: Kiedy zacząłeś myśleć o nagraniu innych utworów Tekli Bądarzewskiej?

MY: W 1991 roku kiedy zacząłem pracować w firmie nagraniowej. Jako student
chciałem znaleźć choćby jedną kopię zapisu nutowego nieznanego dotychczas
utworu Bądarzewskiej. Po wielu latach udało mi się pozbierać zapisy nutowe, z
których można już było wydać album, zaproponowałem współpracującej z nami
szwedzkiej, a potem amerykańskiej firmie nagraniowej, czy nie nagrałyby płyty z
utworami Tekli. Dostałem odpowiedź, że nie znają takiej muzyki, więc nie zrobią
nagrania. Postanowiłem wydać płytę w Japonii. Czekałem na okazję.

DH: Kiedy pojawiła się okazja, na którą czekałeś?

YM: W 2003 roku opowiedziałem o swoich planach znanej, rosyjskiej pianistce, ale nie
udało nam się zrobić nagrania. Zwracałem się do kilku japońskich pianistów, ale
odmawiali. Wreszcie w 2005 roku nawiązaliśmy współpracę z młodą, rosyjską pianistką
Julią Chapliną. Zgodziliśmy się na współpracę pod warunkiem, że nagra płytę z utworami
Tekli Bądarzewskiej. Zgodziła się.

DH: Jak zareagowała mama kiedy jej powiedziałeś, że nagrasz płytę z innymi utworami
Bądarzewskiej?

YM: Bardzo się ucieszyła. Ale martwiła się czy ta płyta będzie cieszyć się powodzeniem,
bo przecież w Japonii znana jest dobrze tylko „Modlitwa dziewicy”, a inne utwory
Bądarzewskiej są zupełnie nieznane. Ucieszyła się jednak, że będzie mogła usłyszeć
również inne jej kompozycje.
f0340134_20202982.jpg
DH: Dlaczego za życia Bądarzewskiej sprzedano aż ponad milion kopii zapisów
nutowych „Modlitwy dziewicy”?

YM: „Modlitwa dziewicy” jest utworem bardzo prostym, ale posiada elementy
kompozytorskiego geniuszu, bo prawie każdemu się podoba. Jest to piękna melodia,
o odpowiedniej dla utworu fortepianowego długości i stopniu trudności. Ma ciekawy
tytuł, bo jest modlitwą młodej kobiety, która o coś prosi. Poza tym z tej melodii bije
jakiś szczególny promień. Podobny bije z muzyki Chopina i Mozarta. Nie odnajduję go
natomiast w muzyce innych kompozytorów. Krótko mówiąć Tekla Bądarzewska jest
dla mnie przedwcześnie zmarłym geniuszem. W bijącym z jej muzyki promieniu jest
ukryty smutek i żal, który rozchodzi się w nieskończoność. Kompozycja ma radosną
warstwę zewnętrzną i wypełnioną smutkiem warstwę wewnętrzną. Myślę, że
Bądarzewskiej udało się uchwycić istotę duszy człowieka i dzięki temu jej muzyka
przemówiła to tak dużej rzeszy ludzi.

DH: Dlaczego pozostałe utwory nie zyskały tak wielkiej popularności jak
„Modlitwa dziewicy”?

YM: Bądarzewska nie prowadziła zapewne działalności muzycznej jako profesjonalny
muzyk. Kompozytorzy jak Chopin i Moniuszko ogłaszali wydanie nowych utworów,
organizowali koncerty, oceniane przez krytyków. Bądarzewska nie prowadziła promocji
swojej muzyki. Poza tym uważam, że „Modlitwa dziewicy” to utwór, który jest
doskonale skomponowany. Ani jej samej, ani żadnemu innemu kompozytorowi nie
udało się po raz drugi skomponować utworu, któryby w tak znacznym stopniu
zawładnął ludzkimi sercami. Dlatego wolałbym nie używać sformułowania, że inne
utwory nie zdobyły popularności tylko, że „Modlitwa dziewicy” odniosła
niespotykany sukces.

f0340134_20241697.jpg
DH: Czy to znaczy, że inne utwory nie mogły dorównać „Modlitwie”?
Inne utwory nie uderzyły w tą samą czułą strunę. Sławę zawdzięcza „Modlitwa” temu,
że ukazała się we francuskim magazynie muzycznym „Revue et Gazette Musicale”.
Inne utwory też mogły zdobyć większą popularność, gdyby dano im taką szansę.
Ale pamiętajmy też, że nie wszystkie utwory, które zostały opublikowane w
„Revue” odniosły sukces.

DH: W niektórych publikacjach spotkałam się ze sformułowaniem, że Bądarzewska
komponowała muzykę uznaną za przykład kiczu muzycznego. Czy zgadzasz się z
taką opinią?

YM: Zupełnie się z tą opinią nie zgadzam. Uważam, że nie ma bardziej czystej muzyki
fortepianowej niż „Modlitwa dziewicy”. Kiedyś zastanawiałem się dlaczego zachwyciła
tak wielu ludzi. Stało się tak, bo nie zawiera elementów niepokoju. Jest od początku do
końca wypełniona spokojem. Takiego rodzaju muzyki inni kompozytorzy nie
komponowali. Muzyka kiczowata to muzyka, którą kompozytor chce się za wszelką
cenę przypodobać. Kicz zawiera nieprawdziwą intencją, kieruję się ironią, chce coś
wyśmiać. Muzyka Bądarzewskiej jest szczera.

DH: Kiedy Japończycy poznali „Modlitwę dziewicy” i w jakim stopniu znana jest w
Japonii?

YM: Poznali ją w końcu okresu Meiji (1868-1912) kiedy po ponad 200 latach izolacji
Japonia otworzyła się na wpływy kultury światowej. Japończycy poznali więc
„Modlitwę dziewicy” niedługo po jej skomponowaniui i od razu ją pokochali. Prawie
wszyscy znają ten utwór. Niektórzy mogą nie wiedzieć jaki nosi tytuł albo, że został
skomponowany przez polską kompozytorkę Teklę Bądarzewską. Ale nie ma w Japonii
człowieka, który nie znałby „Modlitwy”.

DH: Czy album „Spełniona modlitwa dziewicy” dobrze się sprzedaje w Japonii?

YM: Kiedy wydawaliśmy płytę Bądarzewskiej w 2007 roku zdawaliśmy sobie sprawę,
że jest to muzyka nieznana i nie mieliśmy pojęcia czy się sprzeda. Tymczasem,
sprzedaż w ciągu dwóch pierwszych tygodni 10-krotnie przekroczyła nasze
przewidywania. W drugim tygodniu od wejścia na rynek album Bądarzewskiej był
najlepiej sprzedającą się płytą w dziale muzyki klasycznej internetowego portalu
amazon.co.jp. W listopadzie 2007 był 3. najlepiej sprzedającą się płytą muzyki
klasycznej w całej Japonii. Na początku roku 2008 sprzedaż nieco spadła,
ale jesteśmy zadowoleni.

DH: Czyli dobrze, że zrobiłeś nagranie w Japonii?

YM: Myślę, że jest to nagranie, które powinienem był zrobić w Japonii. Poza tym
bardzo cieszę się, że to Julia Chaplina zagrała utwory Bądarzewskiej, bo jej babcia
była Polką. Początkowo chciałem, żeby nagranie zrobił polski pianista. Gdyby tak się
stało wszystko byłoby całkowicie po mojej myśli.

DH: Jakie komentarze na temat płyty dochodzą do Ciebie?

YM: Dużo osób jest zaskoczonych, bo słownikach i encyklopediach muzycznych czytali,
że inne niż „Modlitwa dziewicy” utwory Bądarzewskiej są utworami miernej jakości.
Tymczasem, wszystkie utwory z płyty są według nich bardzo dobre. Ludzie piszą, że
chcą je grać. Pytają gdzie można kupić kopie zapisów nutowych i czy wydamy też
pozostałe utwory Bądarzewskiej.

DH: Album nosi tytuł „Spełniona modlitwa dziewicy”. Czy jest też spełnieniem Twojego
marzenia?

YM: Moja życiowa przygoda z muzyką poważną zaczyna się od „Modlitwy dziewicy” i
szukanie nieznanych utworów Bądarzewskiej uważam za swoje życiowe zadanie.
Chciałbym wydać wszystkie jej utwory. Wszystkich jeszcze nie znalazłem, ale bedę ich
szukał przez całe życie. Bardzo trudno było znaleźć zapisy nutowe utworów, których
nagranie zrobiliśmy. Kilka utworów znalazłem w British Library w Londynie. Kopię
zapisu „Drugiej modlitwy dziewicy” w Moskwie. Kopię „Magdaleny” w Warszawie.
Jeden utwór znalazłem w Sztokholmie. Więc mogę powiedzieć, że miałem szczęście.
Chciałbym żeby muzykę Bądarzewskiej poznali wszyscy Japończycy. Dlatego nie mogę
powiedzić, że wydanie płyty jest równocześnie spełnieniem moich marzeń, bo ja ich
chyba do końca życia nie spełnię.

DH: Czyli zainteresowałeś się muzyką klasyczną dzięki pasji mamy?

YM: Tak. Ale muszę wyznać, że mam jeszcze jedno marzenie. Drugim powodem
mojego zainteresowania muzyką poważną jest twórczość Henryka Wieniawskiego i
nagranie wszystkich jego utworów jest moim kolejnym marzeniem. Po raz pierwszy
muzykę Wieniawskiego usłyszałem kiedy byłem uczniem gimnazjum. Ucząc się
słuchałem codziennie programu o muzyce klasycznej emitowanego w radiu publicznym
o ósmej wieczorem. Zawsze udawałem, że się uczę, ale tak naprawdę słuchałem
tego programu. Pewnego dnia emitowano relację z Międzynarodowego Konkursu
Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego. Usłyszałem kilka utworów i zamarłem
zupełnie tak samo jak moja mama zamarła kiedy usłyszała po raz pierwszy
„Modlitwę dziewicy”. Wszystkie były po prostu przepiękne. Odłożyłem książki i
oczarowany słuchałem muzyki Wieniawskiego. Zapisałem jego nazwisko i na drugi
dzień poszedłem do szkolnej biblioteki, żeby sprawdzić kim on jest. Dowiedziałem się,
że jest polskim skrzypkiem i kompozytorem, w którego kompozycjach wyraźnie
wyczuć można rytmy polskiej muzyki ludowej. I wtedy pomyślałem, że w takim razie
ja też tak jak mama lubię Polskę. Bo lubiłem już wcześniej muzykę Chopina i
„Modlitwę dziewicy”.

Od tej pory zacząłem się interesować Polską. Byłem wtedy uczniem gimnazjum.
Gdybym wtedy wieczorem nie usłyszał muzyki Wieniawskiego to przypuszczalnie nie
pracowałbym dziś w firmie nagraniowej. Pamiętam, że bardzo się ucieszyłem kiedy
cię poznałem w Polsce ponad 20 lat temu i dowiedziałem się, że jesteś z Lublina.
Bo Lublin to przecież miejsce urodzenia Henryka Wieniawskiego. Z kolei moja żona
jest Rosjanką, która pracowała w muzeum Czajkowskiego. Przed śmiercią chorego
i biednego Wieniawskiego przyjęła przecież do domu Nadieżda von Meck,
(która była przyjaciółką i patronką Czajkowskiego). Więc zarówno ty jak i moja żona
macie poniekąd coś wspólnego z Wieniawskim.

DH: Jaka była reakcja mamy kiedy dałeś jej do posłuchania nagraną przez siebie
płytę z muzyką Bądarzewskiej?

YM: Tak jak się spodziewałem „Modlitwa dziewicy” brzmi według mamy inaczej niż
powinna, więc znowu nie jest z niej zadowolona. Ale wszystkie, inne utwory bardzo
jej się podobają. Mama uważa, że wszystkie mają coś charakterystycznego dla
Bądarzewskiej i ich nastrój podobny jest do „Modlitwy dziewicy”. Bardzo się z tego
cieszy i mówiła mi, że codziennie słucha tej płyty.

DH: Czy mama była kiedyś w Polsce?

YM: Nie. Nigdy nie była poza Japonią. Mama jest stuprocentową Japonką, ale według
mnie ma polski charakter. Lubi wszystko co polskie. Kiedy była młoda chodziła do szkoły
baletowej, gdzie uczyła się tańczyć różnych tańców. Podobno najlepiej tańczyła mazura.
Wiele razy mi pokazywała jak się go tańczy i według mnie tańczy jak Polka. Poza tym
jest zawsze zachwycona jak ogląda krajobrazy z Polski w programach telewizyjnych.
Dlatego mama lubi chyba nie tylko samą „Modlitwę dziewicy”, ale polską kulturę w ogóle.
Przecież „Modlitwa” to melodia bardzo nasycona polskością. Mama bardzo lubi też
muzykę Chopina i Wieniawskiego. Po prostu lubi wszystko co polskie.

DH: Który utwór Bądarzewskiej lubisz najbardziej i dlaczego?

YM: Lubię wszystkie. Każdy ma swój odmienny charakter. Najbardziej podoba mi się
„Wiara” z tryptyku „Wiara, nadzieja i miłość”. Lubię też „Magdalenę”. „Wiara”
skomponowana jest w intonacji podobnej do polskiej muzyki ludowej i słuchając jej
wydaje mi się, że jestem w Polsce. „Magdalena” jest pod względem technicznym
lepiej skomponowana niż „Modlitwa dziewicy”. W podobny, piękny sposób wyraża
czystość modlitwy i bardzo mnie wzrusza.

f0340134_20500113.jpg
DH: Czy myslisz, że Bądarzewska dobrze wyraziła atmosferę modlitwy?

YM: Myślę, że tak. Ale od 20 lat jej modlitwy pozostają dla mnie zagadką.
Zastanawiam się o co mogła się modlić? Jej kompozycje bardzo dobrze oddają sakralny
charakter modlitwy, ale czy te modlitwy były po prostu zwykłymi, religijnymi modlitwami,
czy miały może bardziej intymny charakter. O co się modliła? O własne zdrowie?
O przyszłość kraju? A może o zdrowie dzieci? Do tej pory nie znam odpowiedzi na
to pytanie.

DH: Czy masz plany nagrania pozostałych utworów?

YM: Oczywiście, że chcę je wydać. Chcę wydać wszystkie utwory, które Bądarzewska
skomponowała.

Z Yukihisą Miyayamą rozmawiała w Tokio 04.11.2007 i wywiad przetłumaczyła z
japońskiego Dorota Hałasa

Wywiad został wykorzystany w reportażu radiowym Doroty Hałasy i Katarzyny
Michalak pt.”Modlitwa zapomnianej”. Premiera reportażu odbyła się 29 stycznia
2008 w Radiu Lublin. Reportaż otrzymał nagrodę Prix Italia na międzynarodowym
konkursie telewizji, radia i internetu Prix Italia w Turynie w 2009 roku w dziedzinie
reportażu o muzyce.







[PR]
by NaszDomJaponski | 2016-03-15 20:51 | Information | Comments(0)

Plac zabaw

f0340134_19051132.jpg
Widziałam dziś na placu zabaw matkę z niepelnosprawną córeczką w wieku okolo 7-8 lat.
Dziewczynka nie potrafiła samodzielnie chodzić, ani normalnie mówic. Mama ją ciagnęła,
ustawiała w swoim rozkroku, żeby mogła razem z nią chodzić. Nosiła ją na rękach, choć
dziewczynka była dość duża, a mama raczej drobej postury

Wkładała ją na ślizgawkę, żeby mogła sobie choć kawałek zjechać, bo dziewczynka nie
weszłaby sama na schodki ślizgawki. Posadziła ją sobie na kolanach i huśtała się z nią
na huśtawce, potem ją posadziła na jakąś zabawkę, która się bujała. Przez cały czas
musiała ją prowadzić, żeby się nie przewróciła. Mama była przy tym pełna radości, że
może swojemu dziecku dać namiastkę zabawy innych dzieci, że może z nią pobyć na
słońcu.

Córeczka widać, że była zadowolona, choć wyrażała to inaczej niż zdrowe dzieci. Od tej
mamy i córki promienowało jakieś śiwatło, które dla mnie uczyniłe je najpiękniejszymil
ludźmi na placu zabaw. I wtedy zdałam sobie sprawę, że ta matka i córka są uosobieniem
miłosierdzia Bożego, którego rok właśnie przeżywamy. Pomodliłam się za nie, ale nie z
poczuciem współczucia, ale żeby Pan Bóg im błogosławił. Czekałam w parku na swoją
kolejkę u lekarza, bo mam chore zatoki. I pomyślałam sobie jak dużo dostałam od
Pana Boga zupełnie za nic, za darmo.

[PR]
by NaszDomJaponski | 2016-02-28 19:05 | Information | Comments(0)

Święta z kwiatami i owocami

f0340134_20461582.jpg

Mały kościół Św. Doroty na rzymskim Zatybrzu jest praktycznie nieznany. Nie wspominają go
przewodniki po Wiecznym Mieście. O jego istnieniu dowiedziałam się przez przypadek, gdy usłyszałam
opowieść o. Adama z Jokohamy o założeniu zakonu o. Pijarów.

f0340134_21044021.jpg


Jakież było moje zdumienie kiedy w sierpniu 2011 roku weszłam do małego kościółka przy
ulicy Św. Doroty i zobaczyłam po lewej stronie duży oświetlony pomnik Matki Boskiej
Niepokalanej oraz figurkę Św. Maksymiliana Kolbe, stojacego za Nią i w jej cieniu. Według
zamieszczonej na ścianie tablicy, w 1916 roku przyszły święty, dwukrotnie odprawił tu Mszę Świętą,
gdyż kościołem opiekują się Franciszkanie Konwentualni. Po drugiej stronie nawy wisi biała tablica
informująca, że kościół odwiedził w 1991 roku święty Papież Jan Paweł II.

f0340134_21054991.jpg

Wiadomości z wikipedii mówią o kościele niewiele. W XII wieku na miejscu obecnego kościoła
Św. Doroty stał kościół średniowieczny wzniesiony w XI wieku i poświęcony papieżowi
Św. Sylwestrowi. W 1445 roku został nazwany kościołem Świętego Sylwestra i Świętej Doroty.
W 1475 roku w miejscu starego kościoła zbudowano nowy. W 1738 został oddany pod opiekę
Franciszkanów Konwentualnych, którzy przebudowali kościół w drugiej połowie XVIII wieku.
Kościół Św. Doroty i Św. Sylwestra poświęcony jest głównie pamięci męczennicy z Cezarei
Kapadockiej (zm. tamże ok. 304 r).


Święta Dorota była córką rzymskiego senatora i urodziła się w mieście Cezarei, położonym w
Kapadocji. Otrzymała staranne wychowana, odznaczała się również wielką pięknością. Jej imię z
greckiego Dorothea oznacza „dar od Boga”. Władający Kapadocją cesarz Dioklecjan postanowił
oprzeć swą władzę na dawnym kulcie rzymskich bożków, aby propagować w ten sposób ideę
boskiego pochodzenia władzy cesarkiej. Wydał w 302 roku edykt przeciwko chrześcijaństwu,
który skazywał jego wyznawców na śmierć. Namiestnik Saprycjusz wykonywał rozkaz cesarski z
największą gorliwością.

f0340134_21094940.jpg
Mordowano i męczono chrześcijan bez litości. Dorota rzadko prezentowała swoją wiarę publicznie,
ale w ukryciu gorliwie ją wyznawała. Zachęcała innych wiernych do działania na chwałę Chrystusa.
Jej działalnośc ewangelizacyjna została wykryta przez władze. Pojmano ją i zażądano, aby się pokłoniła
bożkom. "Nie zrobię tego - odrzekła. - Jestem chrześcijanką i służę tylko jednemu, prawdziwemu Bogu"
dodała. Gdy wszelkie namowy spełzły na niczym, Saprycjusz kazał ją wziąć na tortury. Sądził, że sam
widok okrutnych narzędzi do tortur przestraszy młodą panienkę. Jednak tak się nie stało. Kazał ją
więc siec rózgami, drapać skorupami i drzeć hakami, lecz św. Dorota zniosła te męczarnie z
niezachwianą stałością, wołając: "Jeśli mnie chcesz zamordować, uczyń to co rychlej, abym jak
najprędzej ujrzała mego Oblubieńca w Niebie, Jezusa Chrystusa". "Porzuć lepiej próżne myśli - rzekł
jej na to sędzia - a pokłoń się bogom i idź za mąż, z czym ci niezawodnie lepiej będzie". Dorota
odrzuciła bowiem wcześniej propozycję zamążpójścia za króla Fabrycjusza, gdyż był poganinem.
"Bałwanom niemym kłaniać się nie będę - odrzekła panienka - bo jestem chrześcijanką, a męża nie
pojmę, bo jestem oblubienicą Chrystusową".

Chcąc złamać nieugietą panienkę wpadł Saprycjusz na inny pomysł. Dwie rodzone siostry, Kaliksta i
Krystyna były dawniej chrześcijankami, jednak z obawy przed mękami zaparły się Chrystusa i wróciły
do pogaństwa. Do tych sióstr posłał Saprycjusz Dorotę, w nadziei, że jako odstępczynie zdołają ją
namówić do pójścia za ich przykładem. Stało się inaczej. Dorota sprawiła że Kaliksta i Krystyna
szczerze żałując swego postępku, znowu wróciły do wiary w Jezusa Chrystusa. Wprawiło to
Saprycjusza w tak szalony gniew, że
kazał Kalikstę i Krystynę związać plecami do siebie i wrzucić
w kocioł z roztopioną siarką.

Dorota cieszyła się, że osiągną koronę męczeńską i że sama będzie mogła pójść niedługo za nimi.
Saprycjusz kazał ją najpierw męczyć na torturach, potem siec rózgami i zanurzyć we wrzącym oleju,
który jej jednak nie zaszkodził, a w końcu bić po twarzy cierniami. W czasie tych męczarni oblicze
Doroty dziwnie się rozpromieniło i jakaś niewypowiedziana rozkosz na nim zajaśniała. "Co cię tak
cieszy?" zapytał z gniewem Saprycjusz. "Raduję się - odrzekła Dorota - gdyż dzień dzisiejszy jest
najpiękniejszy w całym moim życiu. Dwie dusze wyrwałam z ręki szatana i zjednałam Chrystusowi.
Ach, jak się z tego cieszę pospołu z aniołami i Świętymi Pańskimi! Pragnę i ja dzisiaj oglądać mego
niebieskiego Oblubieńca, lecz zdaje się, żeś ty tak samo bezsilny, jak twoje bogi".
Namiestnik, doprowadzony do ostateczności tym szyderstwem, skazał ją na ścięcie mieczem.
Dorota z radością przyjęła ten wyrok, mówiąc: "Bądź błogosławion o Panie, że mi pozwalasz już
teraz pójść na wesele do Ciebie!", po czym zaczęła naglić, aby się śpieszono z odprowadzeniem
jej na miejsce stracenia.

Było to zimą. Dzień był mroźny i wietrzny, a z chmur zasłaniających niebo spadał gęsty śnieg.
Mimo to w drodze na miejsce kaźni towarzyszyło Dorocie wielu chrześcijan. "Co za szczęście
powiedziała Dorota -, że odchodzę na inny świat, w którym słońce nigdy nie zachodzi, a w
ogrodzie mego Oblubieńca kwitną pachnące róże i rosną wonne owoce. Jakże się cieszę,
że wkrótce będę w tym raju!" Jeden z pisarzy namiestnika imieniem Teofil, który zawsze szydził z
chrześcijan, usłyszawszy słowa Doroty zawołał szyderczo: "Hej, piękna panienko, przyślijże mi z
raju koszyczek róż i kilka jabłek!" Dorota spojrzała na niego i rzekła: "Otrzymasz je, lecz okaż się
ich godnym!" Przybywszy na miejsce stracenia uklękła do modlitwy, gdy wtem zjawił się chłopczyk
niebiańskiej piękności, niosąc w chusteczce trzy róże i trzy prześliczne jabłka. Powiedział:
"Kochana siostro, przynoszę ci to od twego Oblubieńca!" "Zanieś je pisarzowi Teofilowi!" - rzekła
Dorota. W tej samej chwili błysnął miecz, i jej dusza uleciała do Nieba.

Teofil, śmiejąc się, opowiadał właśnie towarzyszom, że prowadzona na śmierć chrześcijanka obiecała
przysłać mu z raju róż i jabłek, gdy wtem stanął przed nim młodzian i podał mu je na białej chusteczce.
"Dorota ci to przysyła"powiedział i zniknął. Serce Teofila oświecił nagle promień wiary. "Przyjaciele! -
zawołał - prawdziwie Chrystus jest Bogiem, gdyż te kwiaty i owoce z Nieba pochodzą!" Kiedy
go chciano odwieść od tego przekonania, rzekł: "Mamy obecnie ostrą zimę i w całym kraju nie ma
zielonej gałązki, a zresztą jakim sposobem wszedł tutaj ten chłopczyna i jak zniknął nagle? Był to
cudowny posłaniec bohaterskiej dziewicy, którą nierozsądnie wyśmiewałem. Wierzę mocno, że
Chrystus jest Bogiem i błogosławiony, który weń wierzy!"

Teofil nie taił się z swym nawróceniem, lecz jawnie wyznawał Chrystusa. Saprycjusz wezwał go, aby
przez oddanie pokłonu bałwanom wrócił do pogaństwa. Teofil odmówił. Namiestnik powiedział, że
naraża się na niechybną śmierć i rodzinę swą w smutku pozostawi. "Boję, się śmierci – odrzekł Teofil -
ale nie tej, którą ty mi grozisz, lecz męki i śmierci wiecznej, czyli potępienia wiekuistego. Męki twoje są
krótkie i przemijające, męki zaś drugiego świata będą wieczne i bez końca, a zgotowane są zawziętym
i bałwochwalcom".

Rozgniewany Saprycjusz kazał Teofila rozwiesić na palach w kształcie krzyża, bić i szarpać hakami, ale
Teofil z uśmiechem zawołał: "Patrz namiestniku, sam mnie robisz chrześcijaninem, zawieszając mnie na
krzyżu, gdyż moja szubienica do krzyża podobna". Następnie wzniósł oczy ku niebu i rzekł:
"Dziękuję Ci, Panie Jezu Chryste, żeś mnie w tym znaku podnieść raczył!" "Teofilu! - wrzasnął
namiestnik - pomnij na twoje ciało!" "Saprycjuszu! - zawołał Męczennik - pomnij raczej na twą
duszę! Ja ciała nie żałuję, abym duszy nie utracił!" Wtenczas ten podwoił męki, kazał go palić
żelaznymi blachami i kawałami rwać ciało, ale Teofil mimo strasznych cierpień wołał: "Jezusie, Synu
Boży Ciebie wyznaję, policz mnie między sługi Twoje!" Twarz jego mimo cierpień była wesoła jakby
wcale boleści nie cierpiał. Wreszcie namiestnik kazał go ściąć, co się stało w kilka dni po męczeństwie
świętej Doroty, około roku Pańskiego 304.

f0340134_21123667.jpg
Opatrzność Boża zaprowadziła do kościoła Św. Doroty na Zatybrzu założyciela zakonu o. Pijarów,
Świętego Józefa Kalasantego. Młody, pełen entuzjazmu i sił kapłan hiszpański został w 1592 roku
wysłany do Wiecznego Miasta gdzie prowadził działalność apostolsko-charytatywną. Działając w
„Doctrina Cristiana” - czyli Bractwie Nauki Chrześcijańskiej nauczał katechizmu w niedziele i święta
w różnych kościołach, w tym w kościele św. Doroty na Zatybrzu, najbardziej ubogiej dzielnicy Rzymu.
Kiedy wychodził z kościoła Św. Doroty widział biedne, umorusane buzie dzieci zostawionych na ulicy
samym sobie. Ubóstwo w jakim żyły bardzo kontrastowało z bogatymi pałacami i willami w dzielnicach
po drugiej stronie Tybru. Dzieci wychowujące się na ulicy były narażone na upadek moralny.

Św. Kalasanty postawił je ratować poprzez naukę. W jesieni 1597 roku w zakrystii przy kościele
św. Doroty rozpoczęła działalność pierwsza w Europie bezpłatna pobożna szkoła powszechna
prowadząca codzienne nauczanie czytania, rachunków i katechizmu. Nauka w niej po raz pierwszy
była dostępna dla wszystkich dzieci bez względu na pochodzenie czy wyznawaną religię. Kalasanty
zaczął od nauki kilku dzieci, ale w miarę upływu czasu przybywało ich coraz więcej. Jeden nauczyciel
nie wystarczał. Z pomocą pospieszyli dwaj inni przyjaciele z Bractwa Nauki Chrześcijańskiej. Z biegiem
czasu powstała sieć szkół, a Duch Święty natchnął Św. Kalasantego, aby założył zajmujący się nimi
zakon pijarów, czyli Zakonu Kleryków Regularnych Ubogich Matki Bożej Szkół Pobożnych.

f0340134_21171901.jpg

Malutki i nieznany kościół zapomnianej Świętej Doroty związany jest z tyloma świętymi,
w tym dwoma polskimi. Przy wyjściu po prawej stronie wisi obrazek z wizerunkiem spozierającej
na wychodzącego, lekko uśmiechnietej młodej dziewczyny z koszem kwiatów. Obok niego modlitwa
do Świętej Doroty.

Dorota Hałasa (tekst na podstawie danych z internetu oraz zdjęcia)




[PR]
by NaszDomJaponski | 2016-02-06 21:18 | Information | Comments(0)

Nowy Rok po japońsku

f0340134_21070924.jpg
Nowy Rok to największe święto w Japonii, które spędza się w gronie rodziny. Ludzie przyjeżdżają
do domów rodzinnych. Święta Nowego Roku obchodzone są najczęściej od 30.12 do 03.01. Jest
to jedyny czas w roku kiedy życie w Tokio zamiera. Prawie wszystkie sklepy są zamknięte.
Wyjeżdża chyba ze dwie trzecie ludzi z regionu Tokio, czyli metropolii oraz miast Jokohamy i
Kawasaki.

f0340134_21091983.jpg
Tradycyjny, noworoczny posiłek nazywa się „oseci”. Jest to zestaw jedzonych na zimno przystawek.
Do połowy XIX w. w potrawach oseci dominowały warzywa, w tym niezastąpiony symbol powodzenia,
czyli różne rodzaje grochu i soi, gotowane na słodko w swego rodzaju karmelu, żeby groch zachował
kolor.
f0340134_21101915.jpg

Oseci przygotowywane są na zimno, tak, żeby mamy się nie musiały napracować i stać w Nowy Rok
przy garach w kuchni. Na zdjęciu widać potrawy noworoczne powstałe pod wpływem kuchni
zachodniej, bo w kuchni tradycyjnej nie było mięsa. Oseci podaje się zasadniczo w naczyniach z laki.
Przystawki są pięknie poukładane na lakowych talerzach i przystrojone liśćmi. W japońskiej kuchni
nie ma poszczególnych dań, tylko są dodatki do ryżu, im wiecej małych porcji tym lepiej i po nich
podawany jest ryż, a na końcu zupa.
f0340134_21100371.jpg

W Nowy Rok je sie zupę „ozoni”, która jest rodzajem chudego rosołu, z kawałkami kurczaka,
dodatkiem sosu sojowego i liści warzyw podobnych do szpinaku i pietruszki. Do zupy dodaje sie
placek z ubitego ryżu zwany „moci”, który zastępuje tego dnia ryż, żeby nie trzeba było gotować.
Placek moci przypieka się w piecyku. W zupie widocznej na zdjęciu jest cienko pokrojona skórka
miejscowego cytrusa „yuzu”, który wydziela bardzo orzeźwiający zapach.
f0340134_21111600.jpg
Nowy Rok to okres zbioru cytrusów, a obecność yuzu w potrawach daje jakby powiew wiosny,
będąc rownocześnie symbolem pory roku co w kuchni japońskiej ma duże znaczenie.
Przed posiłkiem noworocznym wznosi sie toast wódką ryżowa „sake”, która pije się w lakowych
czarkach. Sake jest bowiem symbolem pomyślności.
f0340134_21114567.jpg
Dorota Hałasa


[PR]
by NaszDomJaponski | 2016-01-02 21:12 | Information | Comments(0)